WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Testy

Test soundbara Tracer Nino BT

Tani, wszechstronny i sprawiający pozory dobrego sprzętu – tak można określić model głośników Tracer Nino BT tuż po wyjęciu z pudełka. Pytanie, co wyjdzie z niego po bliższym kontakcie?

Specyfikacja techniczna

  • Główne cechy
    • Ilość głośników: 2
    • Wymiary: 470 x 65 x 70 mm
    • Łączna moc: 6 RMS
    • Pasmo przenoszenia: 100 – 20000 Hz
    • Zasilanie: USB
    • Wymagany złącze: jack 3,5 mm 
    • Tryb: przewodowy i bezprzewodowy
    • Zasilanie: 220-240V
  • Inne:
    • Gniazdo jack 3,5 mm
    • Podświetlane pokrętło głośności
    • Cena: 99 zł

Pierwsze wrażenia 

Jeśli mam być szczery, model Nino Bluetooth wcale nie przynosi na myśl dobrego sprzętu od samego początku. Chociaż jest zapakowany w solidny karton, to jego stylistyka jakoś do mnie nie przemawia. Przez nią ten sprzęt od Tracera trąci nieco seryjnie i po macoszemu produkowanym sprzętem na marketingowe półki, ale jak na soundbar za 99 złotych.

W samym pudełku nie znajdziemy wiele. Ba! Z tych najważniejszych elementów jest tylko sam soundbar, czyli innymi słowy – podłużny zestaw dwóch głośników (satelitek) idealny pod monitor, czy telewizor. Jego wymiary (około 23-calowego monitora) sugerują jednak, że jego miejsce jest przy komputerze, laptopie, albo na półeczce w pokoju. Przy solidnym telewizorze wyglądałby po prostu miernie.

Pod kątem wykonania i designu Tracer nawet się postarał. Połączenie głównie czerni ze srebrnymi elementami, połyskującym plastikiem przy pokrętle i wyszlifowanym na błysk srebrnym pasku sprawia, że Nino Bluetooth wpasuje się w wiele wystrojów wnętrz. Całość jest jednak wykonana z plastiku, a jedynym solidnym elementem w tej układance jest metalowa siateczka/osłona na głośniki. Wszystko sprawia przy tym wrażenie spójności i solidności… gdyby nie dwa detale. 

Mowa o samym “centrum dowodzenia”, czyli pokrętle poziomu głośności oraz przycisku zmiany trybu. O ile to pierwsze działa bez zarzutu, to zostało wzbogacone miernym podświetleniem, które nie sprawia dobrego wrażenia… choć przynajmniej przydaje się przy zmianie trybu pracy. To następuje po naciśnięciu niewielkiego przycisku, który pracuje zbyt nijako – zupełnie jakby miał odpaść sam z siebie. 

Czcionka również nie należy do najpiękniejszych wykończeń soundbarów, a w całej tej mieszance dobrym dodatkiem jest wejście jack 3,5 mm do słuchania muzyki oraz dwie podkładki na podstawie.

Te może i nie zabezpieczą Tracer Nino przed ślizganiem się na blacie, ale przynajmniej zabezpieczą sam blat przed rysowaniem się. Resztę uzupełniają dwa przewody w gumowych osłonkach – jeden USB (tylko zasilający), a drugi jack 3,5 mm, a więc potrzebny do odtwarzania muzyki z urządzeń przewodowo, ale bezużyteczny w trybie przewodowym.

Ocena dźwięku 

Nino Bluetooth zaliczyły śpiewająco pierwszy, najważniejszy test, czyli to, że serwuje nam brzmienie bez jakichkolwiek przesterów, szumów i trzasków. Proszę nie przewracać oczami! W tej cenie to bardzo ważne, jak na soundbary z dwoma trybami pracy! Idąc dalej, jest jeszcze lepiej, bo może i jakość dźwięku nie powaliła mnie z miejsca, ale zdecydowanie zasługuje na miano bardzo dobrej z jednym… no, może dwoma minusami, bo aż prosi się o nieco głębsze basy. 

Finalnie posunąłbym się do stwierdzenia, że jeśli nie jesteście wymagający pod kątem brzmienia, to ten model Tracera powinien być dla Was idealny. Czy to podczas grania, słuchania muzyki, oglądania filmu, czy co tam jeszcze z dźwiękiem robicie. 

Tani soundbar za 100 zł

Jak na niewielki, bo zaledwie 47-centymetrowy soundbar z dwoma głośnikami działającymi w trybie 2.0, Nino Bluetooth wywarł na mnie dobre wrażenie. Jak na sprzęt za 99 złotych, którego nie dręczą żadne wielkie bolączki, jest niezły pod kątem oferowanych funkcji, a mianowicie trybu przewodowego i bezprzewodowego, który działa bez żadnych problemów.

Osobiście poprawiłbym w nim tylko przycisk i podświetlenie, a więc kwestie stricte kosmetyczne i dlatego właśnie jestem pewny, że Nino Bluetooth zasłużył na polecenie.