WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ

Test Vivo Wireless Sport. Mobilne słuchawki godne sportowców?

Test Vivo Wireless Sport. Mobilne słuchawki godne sportowców?

Obecnie na rynku mobilnych słuchawek prym wiodą dokanałowe wstawki w etui ładującym, ale ten trend nie sprawił, że te bazujące na opasce zginęły śmiercią naturalną. Słusznie, bo dzięki temu przynajmniej mamy urozmaicenie, które poszerzyła ostatnio firma Vivo swoimi słuchawkami Wireless Sport. 

Pierwsze chwile z Vivo Wireless Sport

Te bezprzewodowe słuchawki Vivo zdecydowanie nie zostały potraktowane po macoszemu już pod kątem samego opakowania. To w eleganckim wręcz wydaniu pozwala nam przywitać się z nowym nabytkiem, który poza słuchawkami spoczywającymi spokojnie w piankowej osłonie, obejmuje dwie dodatkowe pary wymiennych gumek i stabilizatorów. Oczywiście różnych rozmiarów.

Oprócz nich w pudełku znajdziemy jeszcze krótki biały przewód USB-A do USB-C w myśl ładowania, instrukcje obsługi oraz kartę gwarancyjną. 

Vivo Wireless Sport pod lupą

Słuchawki bazujące na opasce wędrującej na nasz kark mają swoje zalety, wśród których należy wymienić przede wszystkim możliwość obniżenia wagi samych dousznych wkładek. W nich bowiem może znaleźć się wyłącznie przetwornik, a nie dodatkowy kontroler, układ Bluetooth i oczywiście bateria. Te cięższe elementy wędrują po prostu na samą opaskę, kryjąc się w stosownych obudowach. Dlatego waga około 27,4 gramów może przerazić, ale w rzeczywistości same wkładki douszne ważą po około trzy gramy. 

W Vivo Wireless Sport nie jest inaczej. Te słuchawki przeznaczone dla aktywnych fizycznie nie odkrywają Ameryki na nowo, stawiając na sprawdzone już rozwiązania. Stąd tradycyjny podział na gumową opaskę, dwa moduły i wychodzące z nich cienkie przewody zwieńczone wkładkami dokanałowymi z gumką oraz stabilizatorem. 

Słuchawki utrzymano w zawsze sprawdzającym się połączeniu czerni z ciemnym odcieniem szarości. Tam gdzie widzicie szare elementy, tam możecie liczyć na gładkie aluminium, a tam, gdzie czarne – wytrzymałą matową gumę/silikon. Jedynymi elementami ozdobnymi jest srebrne wykończenie krawędzi obu aluminiowych sekcji z elektroniką, gdzie znalazła się również subtelnie wyłaniająca się z szarości nazwa producenta (ta trafiła też na osłony samych wkładek).

Pod kątem używania interesuje Was tak naprawdę tylko prawy aluminiowy moduł, bo to tam znalazło się całe centrum dowodzenia. Mowa o sprawnie działających tradycyjnych czterech przyciskach z równie tradycyjnymi funkcjami (wśród nich jeden odpowiada za aktywację asystenta głosowego), mikrofonie, diodzie informacyjnej oraz nie zaślepionym porcie ładowania USB-C. Jednak pomimo tego oba moduły ważą prawie tyle samo, dzięki czemu równomiernie obciążają opaskę na kark, utrzymując ją w miejscu nawet podczas ćwiczeń. 

Wchodząc dalej w szczegóły wykonania, Vivo Wireless Sport posiadają ochronę IP55 (ochrona przed drobnym pyłem oraz deszczem/potem) oraz ukryty w słuchawkach magnes, którym możemy połączyć obie ze sobą. Wtedy też Wireless Sport rozłączają się z obecnie połączonym smartfonem, ale odnawiają połączenie po rozłączeniu. Wielu doceni również zapewne czarną osłonkę pod gumką, które zamiast gęstego sita, posiada szereg stosunkowo dużych dziurek. 

Wrażenia z użytkowania Wireless Sport 

Zdecydowanie najważniejszą cechą tych słuchawek Vivo jest komfort, dzięki któremu nawet podczas intensywnych ćwiczeń możemy być pewni, że nie wypadną nam z kanału słuchowego po dobraniu odpowiedniego zestawu gumek i stabilizatorów. Zawdzięczamy to przede wszystkim niskiej wadze oraz niewielkim rozmiarom, dzięki którym słuchawki nie wystają bardzo poza obrys uszu. 

Po stronie dźwięku pozytywnie za Wireless Sport opowiada się certyfikat Hi-Res Wireless Audio, wsparcie kodeka LDAC, łączność Bluetooth w wersji 5.0, wysoka jakość wykonania, dwuwarstwowa komora dźwiękowa z dwoma otworami wentylacyjnymi oraz same 9,2 mm przetworniki. Specyfikację dopełnia tradycyjne pasmo przenoszenia 20-20000 Hz, jak również impedancja rzędu 32 omów oraz czułość około 100 dB. 

W praktyce z kolei Wireless Sport mogą pochwalić się naprawdę wysokim poziomem głośności i brakiem jakichkolwiek zniekształceń (również pod kątem samej stabilnej łączności). Po stronie brzmienia ten model Vivo jednak nie powali na kolana audiofila, ale z pewnością zadowoli każdego wymagającego „nieco więcej” od dźwięku nawet w słuchawkach sportowych. Podobnie można powiedzieć o wbudowanym mikrofonie, z którym prowadzenie rozmów nie należy do uciążliwych.  

Po stronie wytrzymałości na jednym ładowaniu 129 mAh akumulator litowy wielokrotnego użytku może zapewnić Wam do 12 godzin pracy, ale osobiście uzyskałem około 8/9 godzin. Może przy tym zostać naładowany poniżej 90 minut do pełna, ale już pięć minut po zupełnym rozładowaniu zapewni Wam do 4 godzin odsłuchu.

Warto też wspomnieć, że posiadacze smartfonów Vivo mogą liczyć na wyższą funkcjonalność tych słuchawek, ale tylko pod kątem szybszego parowania oraz wyskakujących okienek informacyjnych. Inne smartfony wiele więc nie tracą. 

Podsumowanie testu Vivo Wireless Sport

Sportowe słuchawki bezprzewodowe od Vivo, które w Polsce są obecnie dostępne tylko w ramach pakietu z smartfonami producenta, powinny trafić do sprzedaży w cenie około 250 zł (po przeliczeniu z zagranicznego sklepu). W takiej cenie to zdecydowanie godny polecenia model, który zapewnia wysoką wygodę, świetną jakość dźwięku, stabilne połączenie bezprzewodowe i solidny pokład energii na jednym ładowaniu.

Największy problem ze słuchawkami Vivo Wireless Sport sprowadza się do nieco ubogich funkcji, bo z całą pewnością miło byłoby, gdyby na ich pokładzie znalazła się przynajmniej aktywna redukcja hałasu z trybem Ambient. Tak czy inaczej, ten model Vivo i tak zasłużył na polecenie: