Do premiery karcianki właścicieli platformy Steam pozostał jeszcze ponad tydzień, ale wątki na Reddicie i wpisy na Twitterze wskazują jasno, że Valve jest krytykowane za system monetyzacji w Artifact. 

Co tu dużo mówić – nie mogło być inaczej. Valve swoją karcianką Artifact stworzyło sobie już u podstaw system, który może przerodzić się w istną maszynkę do robienia pieniędzy, zapewniając sobie jeszcze lepszą pozycję na rynku Steam, niż Counter-Strike: Global Offensive. Wszystko przez to, że w grę nie wchodzą zwyczajne zmiany wizualne, a karty, które rzeczywiście dają przewagę. Oczywiście plan sprawdzi się tylko w momencie, w którym tytuł zdobędzie oddaną i chętną do płacenia społeczność, bo jak stwierdził sam główny twórca Artifact „To nie gra pay to win, to gra pay to participate”. Oznacza to mniej więcej tyle, że wydanie 20$ na zakup gry to nie koniec sięgania do portfela, bo osiągnięcie tam czegokolwiek wymaga następnych opłat.

Skąd takie wnioski? Z samego rozwoju swojego karcianego konta, na które początkowo wpływa wprawdzie niewielka kolekcja, ale jej powiększanie zawsze jest obarczone opłatą. I to taką z udziałem realnych pieniędzy. Chcesz kupić paczkę kart? 2$. Chcesz wziąć udział w wydarzeniu, w którym można zagarnąć kilka kartoników? Płać. Jedynym wyjściem na znikomy postęp jest handlowanie kartami na rynku Steam… z czego Valve pobiera niewielki procent. Czy jednak powinniśmy na to narzekać? Nie wydaje mi się, bo już od początku Valve nie ukrywało faktu, że Artifact będzie modelowany na fizyczną grę karcianą, w której albo kupujemy, albo wymieniamy karty. Szkoda tylko, że ta druga opcja nie jest obecnie dostępna.

Czytaj też: Valve ogłosiło przedpremierowy turniej w Artifact

Źródło: GamesIndustry

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!