Epic Games staje praktycznie na głowie, aby uszczknąć jak największy kawałek tortu cyfrowej dystrybucji… podkradając go zwłaszcza firmie Valve. Wcześniej Epic Games Store trafiał Steamowi w najbardziej newralgiczne punkty, oferując znacznie lepsze stawki dla deweloperów, fundując projekty niezależne, co przypieczętował darmowymi grami na start. Teraz mógł uderzyć jeszcze głębiej, ale straty mogłyby być zbyt duże. Wszystko sprowadza się do tego, że stworzyć nieco bardziej przystępne zasady zwrotów, zapożyczył te rodem ze Steama.

Zapewne wiecie, że platforma Valve umożliwia dokonywanie zwrotów, ale wyłącznie w momencie, kiedy czas zabawy nie przekroczył dwóch godzin, a zakup nie został dokonany maksymalnie przed czternastoma dniami. To samo zastosował niestety Epic Games, co może i jest prokonsumenckie, ale mogło zostać zrealizowane znacznie lepiej. Wystarczyłoby np. zwiększyć ten czas do nawet tych symbolicznych 3 godzin, co marketingowo ustawiłoby nowy sklep. Szkoda, ale przecież lepsze to, niż nic.

Nie mogło jednak zabraknąć delikatnej przewagi nad Steamem, która posługuje się tym razem mikropłatnościami. Jeśli więc zdecydujecie się na dokonanie zwrotu w Epic Gamnes Store, a na dodatek zakupiliście w grze jakieś dodatkowe transakcje, to otrzymacie całą wydaną kwotę. Na to jest jednak haczyk, ponieważ tylko wtedy, kiedy dodatkowe zakupy nie zostały zużyte, zmodyfikowane albo przesłane. Ponadto sklep umożliwia anulowanie zamówień w przedsprzedaży przed premierą i w identycznym okienku jak w przypadku wydanych już gier.

Nie liczcie jednak na to, że otrzymacie zwrot w grze, w której dostaliście bana. Epic Games nie ma jednak nic przeciwko zwrotom w momencie, kiedy zakupiona gra pojawiła się już po zakupie w jakiejś promocji.

Czytaj też: Nawet The Division 2 ominie Steama na rzecz Epic Games Store

Źródło: PCGamer

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!