WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Moto

Wsadzenie silnika F1 do samochodu drogowego jest trudne

Mercedes-AMG przy swoim hipersamochodzie One chce naprawdę zaszaleć, dlatego zajął się przystosowaniem 1,6-litrowej V6 z turbosprężarką z samochodów Formuły 1 do modelu drogowego. To coś, czego nikt inny nie wypróbował w tym stuleciu i na to jest dobre wyjaśnienie – takie coś jest cholernie trudne. 

Czytaj też: Supersamochód Mercedes-AMG Project One wyjechał na ulice

Wyjaśnieniem tego procesu zajął się Mike Fernie z Drivetribe. Tłumaczy, że choć silniki w obu samochodach łączy podstawowa zasada działania i ten sam rodzaj komponentów, podobieństwa na tym się kończą. W poniższym materiale dowiecie się, dlaczego, więc od razu przejdziemy do problemów, bo tak się składa, że samo uruchomienie silniku z samochodu F1 jest trudne.

Tolerancja układu jest tak wąska, że tłoki nie mogą się poruszać w górę i w dół bez pomocy ciepłego oleju. Wcześniej trzeba więc podgrzać olej, zanim ten będzie mógł wypełnić całą arterię olejową, co oczywiście jest jakimś szaleństwem, kiedy pomyślimy sobie o swoich maszynach wystawionych na minusowe temperatury w zimie. Na tym jednak problemy silników F1 się nie kończą.

Wiecie, co różni samochód Formuły 1 od tego drogowego? Dynamika i waga. Waga, która w przypadku tego pierwszego sprawia, że niski moment obrotowy w silniku F1 nie jest żadnym problemem, ale zaczyna być, kiedy zadanie polega na wprawieniu w ruch znacznie cięższego „dalekiego kuzyna”. Nic więc dziwnego, że Mercedes-AMG zredukował 15 000 obr/min silnika Redline do 11 000 obr/min w swoim One. To jednak nie koniec zmian, bo te muszą dotknąć nawet turbosprężarki. Innymi słowy, przed inżynierami Mercedes-AMG jest jeszcze dłuuuga droga.

Czytaj też: Chwyćcie fotele, bo ta platforma elektrycznych samochodów REE jest rewolucyjna

Źródło: Road and Track