Coś poszło nie tak podczas testów załogowej kapsuły od SpaceX. Firma testowała wtedy awaryjny system ewakuacyjny na statku z serii Crew Dragon. Incydent był złą wiadomością dla SpaceX i NASA. Amerykańska agencja chciała bowiem wykorzystać ten pojazd do transportowania astronautów w kosmos. 

Zarówno SpaceX jak i NASA były dość powściągliwe jeśli chodzi o charakter incydentu. Przedstawiciele obu firm nazwali go „anomalią”. Florida Today poinformował, że kłęby dymu wznosiły się wokół Przylądka Canaveral po incydencie. Przez pewien czas na Twitterze krążyło nieoficjalne wideo, które pokazało poważną eksplozję na statku kosmicznym. Na szczęście nikogo nie było na pokładzie jednostki podczas testów.

Czytaj też: Historyczny spacer kosmiczny w wykonaniu kobiet nie dojdzie do skutku

Uszkodzona sonda kosmiczna była tą samą kapsułą typu Crew Dragon, która 2 marca ruszyła w przestrzeń kosmiczną w ramach misji bezzałogowej Demo-1, która kierowała się na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Statyczny test ognia (w którym statek kosmiczny jest utrzymywany w miejscu) był wstępem do testu silników odrzutowych SuperDraco. Są one zaprojektowane tak, aby bezpiecznie odłączyć kapsułę od rakiety w razie niebezpieczeństwa.

Z kolei Spaceflight Now poinformował, że pierwsza misja załogowa z wykorzystaniem tej kapsuły, zwana Demo-2, miałaby się rozpocząć po 25 lipca. W związku z tym incydentem dojdzie jednak do opóźnienia.

[Źródło: livescience.com; grafika: SpaceX]

Czytaj też: SpaceX odzyskało trzy boostery z pierwszego komercyjnego lotu Falcon Heavy

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!