WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Publicystyka

Czy można samodzielnie zmierzyć PEM? Można, tylko mało kto potrafi to zrobić

Gdyby tak zacząć wierzyć w historie osób wykonujących amatorskie pomiary pól elektromagnetycznych – zginiemy! A raczej już zdążyliśmy wyginąć. Kilka razy. Z takich pomiarów wynika, że wartości mocy PEM są liczone w milionach, a wszelkie normy, z tymi wyimaginowanymi na czele, są wielokrotnie przekroczone. Instytut Łączności postanowił wypunktować najczęściej pojawiające się błędy popełniane w trakcie dokonywania amatorskich pomiarów.

Co mierzysz? PEM! Z czego? Ze… wszystkiego?

Najważniejsze – główny winowajca zawsze musi być w tle zdjęcia

Instytut Łączności jako pierwszy główny błąd pomiarowy wskazuje brak wiedzy na tema tego, co konkretnie się mierzy. Wadą tanich mierników jest to, że mierzą tak naprawdę wszystko. Całe wytworzone w okolicy pole elektromagnetyczne. Z anten radiowych, telewizyjnych, komórkowych, internetowych, telewizorów, telefonów, linii wysokiego napięcia… Choć oczywiście jeśli pomiar będzie udokumentowany zdjęciem, to zawsze zostanie zrobione tak, aby w tle znajdował się jedyny słuszny winowajca – nadajnik sieci komórkowej.

Weźmy na warsztat wychwalany pod niebiosa przez amatorów pomiarów Acoustimeter AM-10. Święty Graal każdego, kto chce pokazać szkodliwość PEM. Ów miernik rejestruje pole elektromagnetyczne dla częstotliwości 200 – 8000 MHz. Rejestruje więc nadajniki sieci komórkowej, np. w popularnych pasmach 800, 900, 1800, 2100, czy 2600 MHz. Z 5G w 3,4-3,8 GHz też sobie poradzi. Ale wyłapuje też sygnał znacznie silniejszych nadajników telewizyjnych w paśmie 700 MHz.

Zobacz też: Nowe normy PEM zepsują implanty słuchowe? To kolejna manipulacja i fake news

Są też mierniki rejestrujące niższe częstotliwości i tu zaczynają się schody. Tani sprzęt nie pokazuje poziomów PEM dla poszczególnych częstotliwości, tylko zbiera je do kupy. A jeśli tani miernik rejestruje też najniższe częstotliwości, to wyłapie sygnał w zakresie np. 50 Hz. I tak jak norma składowa elektryczna (natężenie) PEM dla częstotliwości 10 – 400 MHz wynosi 28 V/m, tak dla 50 Hz już 1000 V/m. Więc jeśli w pobliżu coś emituje pole elektromagnetyczne na niskich częstotliwościach, miernik je wyłapie i poda wynik przekraczający skalę. Czy osoba wykonująca pomiar będzie wiedział skąd taki wynik? Absolutnie nie. Winny będzie nadajnik sieci komórkowej.

Zobacz też: Pod przykrywką kwarantanny operatorzy budują sieć 5G. Takiego fake newsa dawno nie było

Prawidłowe odczytanie wyniku. Tu dopiero są schody

Świeci na czerwono? Czas kopać bunkier!

Podstawowymi jednostkami opisującymi wyniki pomiarów PEM są składowa elektryczna, nazywana też natężeniem, wyrażana w Voltach na metr (V/m) oraz gęstość mocy w Watach na metr kwadrat (W/m2). Można też podać natężenie pola magnetycznego w Amperach na metr (A/m).

Zobacz też: Rzecznik Praw Obywatelskich zajął się problematyką PEM. Spóźnił się tylko 10 miesięcy

Tanie mierniki mają to do siebie, że pokazują wyniki w bardzo małych jednostkach oraz mają mała skalę. Skala wspomnianego Acoustimetera AM-10 kończy się na 6 V/m. Każdy wynik ponad to spowoduje, że miernik zacznie piszczeć jak nawiedzony i świecić na czerwono. Czy to oznacza, że np. dla częstotliwości 2 – 300 GHz norma została przekroczona? Nie wiadomo. Bo norma to 61 V/m. Ale jeśli aktualne natężenie PEM w okolicy to np. 7 V/m, to tani sprzęt nam tego nie pokaże. Za to można się pochwalić wynikiem spoza skali i wystawić tezę, że norma została przekroczona.

Przy odpowiednio beznadziejnym mierniku, źródłem PEM będzie nawet kotek

Druga rzecz to jednostki. Amatorzy mają tendencję do przedstawiania wyników w jak najmniejszych jednostkach. Do znudzenia powtarzam słowa mgr inż. Rafała Pawlaka z Instytutu Łączności, który podczas listopadowej konferencji na temat PEM na Stadionie Narodowym powiedział, że to jak podawanie długości autobusu w milimetrach żeby wydawał się dłuższy.

Dlatego też chętnie podawane są wyniki rzędu np. 147000 µW/m2. Brzmi poważnie, prawda? Ale jeśli to podamy w prawidłowej jednostce i nawet zaokrąglimy w górę, da nam to 0,15 W/m2 (polska norma dla częstotliwości 2 – 300 GHz to 10 W/m2). I już nie robi to takiego wrażenia. Oczywiście to bardzo delikatny przykład, bo zazwyczaj wyniki idą w grube miliony mikrowatów lub mikrowoltów. W myśl zasady – zer nigdy za dużo.

Odniesienie się do norm? Pewnie, tylko dlaczego nie do norm obowiązujących?

O obowiązujących w Polsce normach pisaliśmy już wielokrotnie, o czym przeczytacie na przykład tutaj.

Myślicie, że osoby wykonujące amatorskie pomiary się do nich w jakiś sposób odnoszą? Nie, bo jak przed chwilą mogliście przeczytać, ich miernikom brakuje do tego skali. Dlatego też odniesienia najczęściej są wykonywane do norm, których… nikt nie uznaje. Z normą biologiczną na czele.

Zobacz też: Nowe wytyczne ICNIRP pozwalają na wyższe normy PEM? To nie jest prawda

Czym jest owa norma? Taka naprawdę ciężko jest znaleźć o niej informacje w Internecie.

To cytat z jednej ze stron internetowej, na której oferowane są amatorskie pomiary (miernikiem wyłapującym PEM w zakresie częstotliwości 800 – 2700 MHz) za 75 zł sztuka:

(Miernik)… charakteryzuje się dużą czułością i dlatego jest przede wszystkim dostosowany do norm biologicznych. Mierzy poziom promieniowania (powierzchniową gęstość strumienia mocy) w przedziale od 0.1 μW/m2 do maksymalnie 2000 μW/m2 (mikrowaty / metr kwadratowy), a z użyciem filtra tłumiącego dla bardzo silnych pól EM do 200.000 μW/m².

Nie czepiajmy się zapisów (200.000)…

Ok, norma biologiczna… Jej podstawą jest dokument Europejskiej Akademii EUROPAEM z 2016 roku, nieuznawany przez żadne światowe instytucje, ani też środowiska naukowe. W dokumencie czytamy m.in., że istnieją silne dowody na to, że długoterminowa ekspozycja na pole elektromagnetyczne może powodować wzrost zachorowań na nowotwory, Alzheimera i bezpłodność. Częściej jednak mamy do czynienia z objawami nadwrażliwości na EMF, m.in. bólami głowy, trudnościami z koncentracją, problemami ze snem, depresją, brakiem energii, zmęczeniem i symptomami grypopodobnymi.

EUROPAEM zaleca np., aby gęstość mocy sieci 2G, 3G i 4G (nie dla częstotliwości, dla technologii, bo tak) wynosiła 100 μW/m2 dla ekspozycji w ciągu dnia. Plus 10 μW/m2 dla sieci Wi-Fi, też z pominięciem częstotliwości. Ile to jest w normalnych jednostkach? Odpowiednio 0,0001 W/m2 oraz 0,00001 W/m2.

Prawda jest taka, że nawet jeśli zapuścicie się głęboko w las, to uzyskanie takich wartości będzie zazwyczaj praktycznie niemożliwe. Pomijając już dowolne miejsce, w których działa jakiekolwiek urządzenie elektryczne. Chociaż kto wie, Kołyma wydaje się tutaj rozsądnym kierunkiem…

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News