Świat możemy zmieniać na wiele sposobów, choć pomysł z wykorzystaniem w tym celu pendrive jest całkiem nowatorski. Nie zmienia to jednak faktu, że może pomóc mieszkańcom Korei Północnej.

Oj, a jest to naprawdę dziwny kraj, który pluje w twarz zamysłowi demokracji i wolności słowa. Walka z tym socjalistycznym ustrojem trwa od wielu lat i przyjmuje naprawdę przedziwne metody, do której chce dołożyć się instytucja Human Rights Foundation i Forum 280. Ich współpraca zaowocowała akcją Flash Drives for Freedom, która w założeniu jest bardzo prosta, choć zapowiada się na równie skuteczną. Sprawa jest prosta – organizatorzy tych akcji proszą Amerykanów (choć pewnie cały świat może się do tego dołożyć) o przesłanie nieużywanych pendrive, które następnie trafią do North Korean Strategy Center w Seulu. Tamtejsi pracownicy będą z kolei musieli wgrać na pendrive zachodnio- i południowokoreańskie filmy oraz programy telewizyjne.

Wszystko po to, aby następnie pendrive przedostały się przez granicę do Północnej Korei, gdzie rozpowszechnią kontrabandową zawartość. To ma na celu rozproszenie ideologii oraz odrzucenie złudzeń, którymi reżim Kima kontroluje swoją ludność, wpajając im, że „świat zewnętrzny jest biedny, niebezpieczny, wrogi i gorszy od Korei Północnej”. Oczywiście dostępem do Internetu na terenie tego państwa może pochwalić się jedynie elitarna garstka, co tyczy się również komputerów osobistych. Jednak tamtejsza dostępność smartfonów oraz urządzeń „Notel” sprawia, że wielu obywateli będzie mogło odczytać dane z pendrive.

Te mają trafić w ich ręce na wiele sposobów. Pomysły dotyczą ukrywania ich w balonach, ciężarówkach transportowych, czy bezpośrednich wymianach na rzekach Tumen i Yalu. Wspomniany North Korean Strategy Center realizuje tę taktykę od kilku lat, ale ich „zasoby” pozwalają na dostarczenie na teren Północnej Korei około 4000 pendrive rocznie. Możecie tylko sobie wyobrazić, jak wiele mogą zgromadzić z wysiłkiem całego świata!

Koreańczycy opracowali idealną metodę rysowania w 3D?

Źródło: Wired
Zdjęcia: REUTERS, Joe Pugliese

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej