Nie wiem, jak dla Was, ale dla mnie to właśnie brak bocznych lusterek, które zastępuje para kamer, jest tym, co wyróżnia prawdziwe samochody przyszłości. Najlepsze jest jednak to, że ten trend rozwija się coraz bardziej, co potwierdza decyzja Hondy, co do pójścia w tę stronę w przypadku elektrycznych modeli Honda e. 

Czytaj też: Zwiedźcie fabrykę Rimac z samym założycielem, „Elonem Muskiem na rynku EV”

Honda e ewidentnie podąża śladami Audi e-tron, czy Lexusa ES – pierwszego samochodu produkcyjnego, który pod koniec zeszłego roku ulepszył fizyczne lusterka do ich cyfrowego odpowiednika. Honda twierdzi, że jest to pierwszy z wielu kroków do podjęcia na rynku samochodów kompaktowych i wskazuje w nim na szereg korzyści, akcentując estetykę, bezpieczeństwo i aerodynamikę.

I jest to oczywiście prawda, bo lusterka poszerzają zawsze samochód, stawiając również opór powietrzu, co w przypadku samej Hondy e ma przekładać się na 3,8-procentową poprawę wydajności i zasięgu. Ich zastąpienie znacznie bardziej aerodynamicznymi systemami kamer ma więc uzasadnienie. Te w Honda e są pokryte materiałem odpychającym wodę, aby zapewnić przejrzystość widoku i przekazują na żywo sygnał za kierowcą do małych wyświetlaczy zamontowanych w kabinie. Znacznie ważniejsza zaleta? Zmniejszenie martwego pola o 10% i zwiększenie pola widzenia za samochodem o nawet połowę.

Taki system jest również zarządzany odpowiednim oprogramowaniem. Jasność wyświetlaczy dostosowuje się automatycznie do oświetlenia zewnętrznego, a podczas cofania te mają „podpowiadać kierowcy”.

Czytaj też: Niewielki elektryczny samochód miejski Honda e cieszy się ogromną popularnością

Źródło: New Atlas, Honda

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!