Marynarka USA pochwaliła się ostatnio, że wreszcie odzyskała pozostałości samolotu transportowego zaginionego niegdyś na morzu. Mowa dokładnie o C-2 Greyhound, który wpadł do Morza Filipińskiego w 2017 roku, kiedy próbował wylądować na lotniskowcu USS Ronald Reagan.

Czytaj też: Autonomiczny robot wodny Roboat może odmienić miasta z dostępem do wody

C-2 Greyhound 22 listopada 2017 roku wyleciał w trasę ze stacji Iwakuni w Japonii z zamiarem dotarcia do wspomnianego lotniskowca, który wtedy przemierzał Ocean Spokojny. Podczas incydentu zginęły trzy osoby z jedenastoosobowej załogi i do tej pory nikt nie wyjaśnił co i dlaczego doprowadziło do takiej katastrofy. Finalnie samolot transportowy w styczniu 2018 roku znajdował się aż 5633 metrów pod poziomem wody, stając się „znajdującym się najgłębiej w historii wrakiem samolotu”.

Jego wyciągnięciem na powierzchnie zajął się inny statek po tym, ale z informacji wynika, że nie wyciągnięto z głębin całego C-2 Greyhound… a raczej tony jego części.

Sam C-2 Greyhound jest dwusilnikowym samolotem przeznaczony do transportu ludzi i materiałów do i z lotniskowców. Jest obecnie największym, działający poza lotniskowcami i jednym z niewielu, używających silników turbośmigłowych. C-2 może przewozić do 4500 kg ładunku lub 26 pasażerów. Greyhound ma zostać zastąpiony na początku lat 20. XX w. modelem V-22 Osprey.

Czytaj też: Chiny wystrzeliły rakietę z morza po raz pierwszy

Źródło: Popular Mechanics

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej