Jeśli tak jak ja nigdy nie stanęliście przed problemem zbadania wody w terenie, to taki przenośny tester wody zapewne nie będzie specjalnie użyteczny w Waszych oczach. Jednak jego zastosowań może być wiele, a najprostsze z nich sprowadza się oczywiście do zastosowań militarnych.

Zwykle, gdy woda pitna jest testowana pod kątem wykrycia toksycznych metali ciężkich, to próbki muszą być wysyłane do laboratoriów, gdzie przebiega ich badanie. Obecnie jednak istnieją przenośne systemy testujące, ale ich ograniczenia sprawiają, że pole do popisu w tej kwestii ma m.in. profesor Tjin Swee Chuan i  Yong Ken-Tye z uniwersytetu w Singapurze. To właśnie ten duet wpadł na pomysł wykorzystania w przenośnym testerze wody procesu, jaki naturalnie zachodzi w ludzkim ciele.

Już śpieszę z wyjaśnieniami – kiedy ktoś zatruje się metalami ciężkimi (rtęć, arsen, ołów), to lekarze wstrzykują do krwiobiegu takiej osoby substancję chemiczną (czynnik chelatujący), która wiąże się z jonami metali, czyniąc je obojętnymi i łatwymi do wydalenia z organizmu. Ten sam proces wykorzystano w prototypie, który zawiera czujnik światłowodowy, pokryty właśnie środkiem chelatującym. Gdy zostanie wprowadzona próbka wody, obecne w niej jony metali ciężkich będą się wiązać z czynnikiem, przesuwając widmo lasera, które świeci przez włókno. Wbudowany mikroprocesor analizuje tę zmianę w widmie, określając rodzaj i stężenie metalu, które to powoduje.

Cały proces trwa około pięciu minut i wymaga jedynie kilku kropli wody, a samo urządzenie już w fazie prototypu jest wystarczająco czułe, aby wykryć ołów na poziomie do pięciu części na miliard, i jest w stanie wykryć w sumie do 24 rodzajów metali. To podobno dwa razy więcej w porównaniu do innych przenośnych czujników. Obecnie komercjalizacją tej technologii zajmuje się firma Waterply.

Czytaj też: Gramofon X1 od Pro-Ject ma oferować audiofilską jakość w przystępnej cenie

Źródło: New Atlas

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!