WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Rozrywka

Recenzja Ash of Gods – przerobiłem strategię w RPG

Nie jestem za dobry w strategiach, a przy Ash of Gods bawiłem się bardzo dobrze. Posłuchajcie, o moim największym zaskoczeniu 2020 roku.

Jakiś czas temu podczas opisywania moich przygód z zakupem Nintendo Switch zdradziłem Wam, że jestem beznadziejny w gry strategiczne. A jednak, teraz czytacie recenzję gry Ash of Gods, czyli produkcji z wieloma elementami strategii. Powinniście zatem od początku wiedzieć, że nie będzie to zwykła recenzja. Tak samo jak niezwykłe jest Ash of Gods: Redemption, które jakiś czas temu zadebiutowało na konsolach.

Tak, Ash of Gods to ta „bezczelna kopia Banner Sagi”. Jednak, czy twórcy mogą obawiać się pozwów o plagiat? Raczej nie ma na to szans, ponieważ nawet Arnie Jorgensen (jeden z twórców Banner Sagi) uznał, że Ash of Gods jest przepiękne i trzymał kciuki za rosyjski zespół. Czy zatem małe AurumDust Studio dostarczyło?

Z czym to się je?

Zacznijmy od tego, czym jest Ash of Gods? Według twórców, to produkcja, która jest silnie inspirowana The Banner Saga, japońskimi grami visual novel, która do tego posiada w sobie dusze The Darkest Dungeon. Przyznam Wam, że nie są to rzeczy, które by mnie zachęciły, ale to jak AurumDust wymieszało te wszystkie składniki to prawdziwy geniusz. Czego tutaj nie ma! Mamy turowe walki, elementy gier karcianych, masę dialogów, elementy RPG, wybory moralne! A do tego twórcy pozwolili nam grać tak jak chcemy!

Konsekwencje jednego z takich prostych wyborów w pewnym momencie sprawiły, że nie dowierzałem, co takiego narobiłem.

Wróćmy do mojej nieporadności w grach strategicznych. Po prostu nie wychodzi mi planowanie wirtualnych starć. Jakim cudem zatem tak dobrze bawiłem się w Ash of Gods? Wszystkie dzięki specjalnemu trybowi gry, w których to gra za nas prowadzi bitwy. Nie oznacza to jednak, że całą grę przeklikiwałem. Ode mnie zależał rozwój bohaterów, wybieranie kart, podejmowanie dalszych wyborów co do naszej przygody, zdobywanie przedmiotów, lawirowanie w rozmowach. Bo bitwy to tylko mały element całości, z której składa się Ash of Gods.

Macie strategiofobię? Tutaj nie ma się czego obawiać.

Ash of Gods: HBO Series

Fabuła to główny element, który sprawiał, że czasem w trakcie dnia zastanawiałem się, co będzie dalej lub jak mogły potoczyć się inne wydarzenia. W skrócie – w świecie gry zaczynają się Żniwa (co oznacza, że cała ludzkość ma przerąbane), a my sterując trzema drużynami bohaterów podróżujemy po świecie wykonując swoje zadania. To co dzieje się podczas naszej przygody jest jednak już uzależnione od naszych czynów. Zaczynam się teraz zastanawiać, która gra ma bardziej skomplikowany scenariusz – Detroit: Become Human czy Ash of Gods: Redemption? I nie przesadzam. Z ciekawości obejrzałem kilka materiałów z rozgrywki w sieci i byłem w ogromnym szoku jak różnił się aktualny stan przygody od tego, co działo się w mojej grze. Tutaj śmierć głównych bohaterów nie musi oznaczać końca gry! Kto inni przejmuje dowództwo, a do tego jeśli podążymy inną ścieżką, to może się okazać, że do naszego zespołu dołączą bohaterowie, którzy u innych nawet się nie pojawili, chociaż wydawało mi się, że są przecież tak ważni dla fabuły.

Przerwa w wielkiej przygodzie.

Historia, którą sami tworzymy przypominała mi uczestniczenie w jakiejś wielkiej przygodzie na miarę Gry o Tron. Naprawdę, tę grę można by spokojnie przerobić na serial i przez cały czas zaskakiwałaby nas jak pierwsze sezony serialu HBO. Co ciekawe, w moim przypadku opowieść zakończyła się… fatalnie dla wszystkich (choć wcale tak nie musiało być), ale pozostał promyk nadziei na lepszą przyszłość. Z niecierpliwością czekam na kontynuację.

Niepozorne dialogi, ogromne konsekwencje

Fabuła świetna, bohaterowie giną jak w The Darkest Dungeon. Co z tymi elementami japońskich visual novel? Dialogi mogą zmienić historię na wiele sposobów, czym twórcy chwalili sie już podczas tworzenia gry.

Dialogi Ash of Gods podczas tworzenia w 2016 roku.

Efekt jest naprawdę dobry i tylko może z dwa razy podczas kilkunastu godzin zabawy miałem wrażenie, że cokolwiek bym nie zrobił, to twórcy pchają mnie w danym kierunku. Cała reszta – świetna robota. ALE. To, że twórcy wspomnieli o „japońskości” jest tutaj widoczne też w inny sposób. Jak wiadomo, japońscy twórcy mają dość luźne podejście do seksualizacji postacii i twórcy Ash of Gods, chyba nie do końca wyczuli temat. Młode kobiety w Ash of Gods czasem zachowują się tak jakby z każdym dialogiem chciały nam wskoczyć do łóżka, co sprawiało, że nie raz podczas rozmów z wojowniczkami na chwilę odkładałem pada i powoli przykładałem dłoń do twarzy, wypuszczając powietrze z zażenowania. Naprawdę? Podchodzę zapytać się o broń, a otrzymuję teksty o nabijaniu się na włócznię?

(╯°□°)╯︵ ┻━┻

Na szczęście po takich rozmowach, zaraz gra wraca na swój wysoki poziom, gdzie na mapie świata decyduję o dalszym celu podróży, a tam natrafiam na wiele ciekawych wątków, które fantastycznie uzupełniają świat gry, a ja balansuję pomiędzy odpowiednimi morale zespołu oraz życiem każdej osoby w drużynie.

To kiedy zapowiedź dwójki?

Ash of Gods idealnie wpasowuje się w to, o czym wspominałem w artykule tłumaczącym założenia patient gamingu. Zwracałem uwagę na to, że czasem warto dać danym grom szanse nawet jeśli sądzimy, iż negatywne opinie czy dany gatunek może nas odrzucić. Ash of Gods z tytułu „na bank będę się z tym męczył” stał się grą, której kontynuacji już się nie mogę doczekać. Czy zatem powinniście od razu ruszyć do cyfrowych sklepów konsol i zakupić grę? Szczerze, poczekałbym jakiś czas, aż twórcy dorzucą kilka łatek.

Odpowiednie zarządzenie ekwipunkiem również jest tutaj ważne.

Ash of Gods ma kilka problemów, które może nie są na tyle poważne, że uniemożliwią Wam ukończenie gry, ale jeśli dopiero co skończyliście dopracowany tytuł to takie rzeczy jak lekkie ścinki podczas przeskakiwania pomiędzy okienkami menu, czy nienajlepsze rozłożenie klawiszy na padzie oraz błędy w tłumaczeniu (czasem jak z translatora!) mogą frustrować. No i tytuł w wersji konsolowej nie posiada trybu sieciowego, więc jeśli ktoś chce dalej toczyć bitwy po skończeniu gry, to nie ma tutaj czego szukać. Oczywiście, oprócz zaczęcia gry jeszcze raz i tym razem postaraniu się o spotkanie innych osób, czy przeżycie głównych bohaterów (wspominałem, że nie najlepiej planuję takie rzeczy?).

La-la-laj…

Na sam koniec – muzyka. Ten element gry został wykonany przez Polaków! Za ścieżkę dźwiękową odpowiadają Adam Skorupa, Krzysztof Wierzynkiewicz oraz Michał Cielecki. Pracowali oni przy utworach do Wiedźmina, Bullestorma, Painkillera, EVE Online, Call of Juarez czy Shadow Warrior. Powiem tak – ścieżka dźwiękowa nie wyróżnia się jakoś szczególnie, ale za główny motyw z menu głównego mam ochotę obsypać twórców wszelkimi nagrodami. To chyba jeden z najlepszych utworów w grach jaki kiedykolwiek powstał. Głos Magdaleny Przychodzkiej, z gitarą Aleksandra Grchockiego i fidlem Katarzyny Kamer słucham zapętlony i nie mogę przestać. Nic tak nie nastawia na wielką przygodę jaką jest Ash of Gods jak to nagranie.

Podsumowując, Ash of Gods jest bardzo dobrą grą, która potrzebuje drobnych patchy. Jeśli nawet nie jesteście wyjadaczami gier strategicznych/karcianych/RPG i tak dajcie temu tytułowi szansę. Ja się bawiłem wspaniale.