WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ

Kupiłem Switcha, a miałem tego nigdy nie zrobić

Kupiłem Switcha, a miałem tego nigdy nie zrobić

Nintendo Switch chodził za mną od premiery. Hybrydowa konsola nie dawała mi spokoju i… w końcu ją kupiłem. Teraz zastanawiam się, dlaczego tak późno?

Kupić czy nie kupić?

Wciąż czasem nie wierzę w to, że w końcu zdecydowałem się na zakup konsolki Nintendo. Urządzenie na zmianę kusiło mnie i odrzucało przez wiele miesięcy. Nie zliczę, ile razy stałem w sklepie z kartonem w ręce i myślałem, czy może jednak się nie przekonać co do urządzenia. W końcu nawet jakoś rok temu postanowiłem, że na pewno jej nie kupuję.

Bo jak można kupić konsolę hybrydową, której nie będę wykorzystywał mobilnie, a jej słabe podzespoły wynikające z jej „przenośności” właśnie, sprawiają, że gry na tym urządzeniu wyglądają najgorzej ze wszystkich platform? Oczywiście nie licząc pixelartowych indyków. Chyba tylko najwięksi fani marki kupują ten sprzęt albo ci, którym tęskno za czasami GameBoya.

28 lutego 2019 roku napisałem nawet wpis, w którym zarzekałem się, że „nigdy nie przekonam się do zakupu hybrydy Nintendo„. Na tę konsolę nawet nie wychodzą wszystkie gry third-party! Tymczasem minął prawie rok od tamtego wpisu, a ja dzisiaj kupiłem kolejną grę na Switcha. Co się właściwie stało?

Ekskluzywność gier wciąż przyciąga

Tytuły ekskluzywne się stały. Powód, dla którego kupuję sprzęt Sony i nie kupuję urządzeń Microsoftu, przekonał mnie ostatecznie do zakupu. Cóż to za gry się pojawiły? W końcu od dawna Nintendo Switch ma takie tytuły jak The Legend of Zelda: Breath of the Wild czy Mario Odyssey oraz Mario Kart 8 Deluxe. No i właśnie to, co zwykle przekonuje wszystkich do sięgnięcia po sprzęt czerwonych, mnie kompletnie nie ruszało.

OK, The Legend of Zelda: Breath of the Wild jest na mojej liście zakupowej. Lecz takie gry jak Mario Odyssey, Mario Kart 8 Deluxe, Pokkén Tournament, Splatoon 2, Octopath Traveler, Xenoblade Chronicles 2 i wiele innych wywołują u mnie kompletny brak emocji. ALE. Z czasem otrzymaliśmy Super Smash Bros. Ultimate, Luigi’s Mansion 3, Pokemon Let’s Go, Ring Fit Adventure, Astral Chain, Pokemon Sword, New Super Mario Bros, U Deluxe, Bayonetta 2 i kilka innych. Nagle okazało się, że lista gier, które z chęcią zagrałbym, tylko nie mam na czym, rosła z każdym miesiącem.

Zakup po prostu musiał nastąpić, bo uciekało mi zbyt wiele potencjalnie fantastycznych produkcji. Pod koniec 2019 roku udałem się zatem do sklepu z elektroniką (nie, nie tego z trzema szynszylami, które chce zamordować cały kraj) i wziąłem pod pachę zwykłego Nintendo Switch (z lepszą baterią) z czerwonym i niebieskim Joy-Conem. Dlaczego nie tańszy Nintendo Switch Lite skoro tyle czasu obawiałem się zakupu? Bo moje zdanie o przenośnym graniu się nie zmieniło. Do dziś konsolka stoi u mnie stale podpięta do telewizora, a ja sporadycznie ją wyciągam z docka.

Co z tymi grami?

Wiecie co jest najlepsze? Jak na razie wszystkie gry, które kupiłem okazały się doskonałe. To nie są gry „dobre”. Mam wrażenie, że co chwilę ogrywam małe arcydzieło. Co do tej pory wpadło w moje ręce? Na początek kupiłem Pokemon Let’s Go Pikachu. Remake gry, którą ogrywałem wiele lat temu co chwilę zaskakiwał mnie drobnymi, lecz świetnymi zmianami. To nie jest gra odnowiona 1:1. Mamy tutaj kilka mechanik, których nie było w oryginale i co najlepsze – nic one nie psują. To wciąż doskonały tytuł.

Po Pokemonach zajrzałem do eShopu i odkryłem Mario + Rabbids za około 50 złotych. Tutaj miałem małe obawy, czy na pewno tytuł mi się spodoba. Powiedzieć, że jestem słaby w gry z elementami strategii, to nie powiedzieć nic. Wy nawet nie wiecie w ilu tutorialach tego typu gier da się zginąć… Do tego zawsze podobała mi się w założeniach odnowiona seria X-COM, ale najniższy poziom trudności w końcu też mnie przerósł. Też macie jakieś gatunki, w których jesteście zupełnymi lamami, choć w innych produkcjach idzie Wam tak jak wszystkim innym?

Wracając jednak do Mario + Rabbids… Jeśli powiem, że w trakcie przechodzenia gry już dokupiłem dodatek z Donkey Kongiem to chyba mówi wszystko, prawda? Aktualnie produkcję zaliczyłem wraz ze wspomnianym DLC i był to rewelacyjnie spędzony czas z idealnie wyważonym poziomiem trudności.

„Kup Katana Zero, kup Katana Zero” zaczęli skandować znajomi, którzy tak jak ja uwielbiają Hotline Miami. No i kupiłem. Tak, ten tytuł jest też dostępny na PC, ale moja maszyna do WordPressa jakoś od dawna przestała mi dawać przyjemność z grania. To co z tą Kataną? Kolejna gra, która choć sprawiła, że Joy-Cony prawie by zaliczyły lot przez pokój, to i tak dała mi masę zabawy. Musicie sprawdzić to Hotline Miami z widokiem z boku. Tylko muzyka mogłaby być lepsza…

Dziś za to zakupiłem Dr. Kawashima’s Brain Training. Zbyt wcześnie jeszcze na ostateczny werdykt, ale proste zadanka, które wymagają od nas ruszenia głową na razie mi się podobają. No i nie zamierzam przestać grać dopóki mój wiek mózgu przestanie wskazywać 54 lata… Kolejne w kolejce za to raczej będzie Ring Fit Adventure. Problem z tą grą jest jednak taki, że bardzo ciężko jest ją aktualnie dostać. Gdybyście znaleźli jakiś sklep wysyłkowy z sensowną ceną – dajcie znać.

Czy bardzo kląłem przy plotkach o Switchu Pro?

A co z ostatnimi plotkami na temat Nintendo Switch Pro, które pojawiły się tuż po moim zakupie Switcha? Cóż, nie zamierzam zmieniać konsoli. Nawet jeśli okaże się, że rzeczywiście taki sprzęt powstaje i będzie w stanie uruchamiać te same gry co PS4 i Xbox One. Te konsole i tak za rok przestaną być atrakcyjne, a aktualna jakość gier dostępnych ekskluzywnie na Switcha mi wystarcza.

Tak więc… jeśli się wahacie – kupcie Switcha. Sprawdźcie raz jeszcze kolekcję gier, bo być może jest już tyle tytułów, że warto kupić tę konsolkę. Ja wiem aktualnie jedno. Nigdy nie przekonam się do zakupu Xboxa Series X. Chyba.