WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Testy

Recenzja Back Button Attachment do DualShock 4

Dawno żaden produkt nie zawiódł mnie tak jak Back Button Attachment do DualShock 4. Nie potrafię znaleźć pozytywnej cechy tego produktu.

Zacznijmy od początku. Czego oczekiwałem po Back Button Attachment do DualShocka 4? Ciekawego pomysłu na rozbudowanie możliwości pada. Umieszczenie na tyle kontrolera dodatkowych przycisków jawiło mi się może nie jak coś rewolucyjnego, ale na pewno sprawiającego, że granie na padzie będzie jeszcze przyjemniejsze. Jak ja się zawiodłem…

Po kilku dniach z Back Button Attachment nie mam pojęcia dlaczego miałbym w ogóle korzystać z tego rozwiązania. Problemy trwały od początku do końca moich testów. Oto co mnie spotkało po wyjęciu przystawki z pudełka.

To nie była miła przygoda…

Sama nakładka do DualShocka 4 jest lekka. Nic nie wskazywało na to, że moja przygoda z Back Button Attachment będzie tak nieprzyjemna. Jestem akurat z tych ludzi, którzy zaczynają użytkowanie nowego gadżetu od czytania instrukcji. Nie jest ona moją ostatnią deską ratunku, gdy już nie wiem co mam zrobić. Problem jednak w tym, że po zapoznaniu się już z zaleceniami – wiedziałem, że to produkt źle wykonany już w swoich założeniach. Cała konfiguracja nie jest prosta, ponieważ, aby zaprogramować sobie to, które przyciski będą dostępne pod nowymi klawiszami musimy się naklikać. Tak podstawowa rzecz jak konfiguracja przystawki jest tutaj przekombinowana. Chcemy podmienić przycisk? Przytrzymaj, naciśnij, tutaj dwa razy naciśnij, OK, teraz znajdź przycisk. Oj! Ominąłeś go? Nie, no co ty, nie masz jak cofnąć – musisz przelecieć całą listę przycisków od początku…

Klik, klik, klik. Nie, to nie powinno tak wyglądać w 2020 roku

Już przy ustawianiu klawiszy czułem się jakbym używał gadżetu, który ma chyba z 10 lat. Tak nieprzemyślana konfiguracja w czasach, gdy można by pokusić się o konfigurację za pomocą aplikacji i przez bluetooth ustawić wszystko kilkoma kliknięciami na smartfonie? Nie, przebijaj się przez menu obsługiwane wieloma kliknięciami. No, ale dobra… może zbyt narzekam. A jak założyłem to ustrojstwo?

Instrukcja radziła, aby urządzenie zakładać na pada tylko gdy konsola jest wyłączona lub w trybie spoczynku, ponieważ “kontroler może nie połączyć się prawidłowo z nasadką”. Przepraszam, co? Czyli w momencie, gdy rozładuje mi się pad i chcę się szybko przełączyć na drugiego, naładowanego to muszę uśpić albo wyłączyć konsolę? OK, może się znowu czepiam…

Na samą myśl o założeniu Back Button Attachment robi mi się gorąco. Przecież to jest jakaś porażka. Wyginam nasadkę lekko w dół, górę, bokiem (oczywiście w międzyczasie włączając sobie przez przypadek dwa razy konsolę, bo kliknąłem przycisk PS na padzie). No, nie idzie. Sprawdzam jeszcze raz instrukcję, oglądam filmiki na YouTube. Robię wszystko dobrze! To się po prostu tak ciężko zakłada. Za każdym razem bałem się, że porysuje sobie pada lub ułamię wtyczkę.

W końcu się jednak udało. O nie. Jest coraz gorzej. Waga DualShocka 4 z Back Button Attachment jest po prostu zbyt duża. To już nie jest lekki kontroler i lekka nasadka, a ciężka hybryda, która nie robi dobrego wrażenia. Spojrzałem tak na pada z każdej strony i dotarło do mnie, że teraz nawet taka pierdoła jak wygodne złapanie go w jedną rękę jest niemożliwe. Jeśli teraz złapię włączonego pada za jedną z “rączek” to od razu siłą ścisku wciskam nowy przycisk, który sprawia, że gra robi rzeczy, których nie chcę.

Nawet podczas robienia tego zdjęcia nie byłem w stanie nie wciskać tylnych przycisków

Jest zatem źle. Siadam do grania. I tak naprawdę w tym momencie mógłbym już sobie odpuścić testy. Back Button Attachment w moim przypadku jest urządzeniem bezużytecznym. Powód? Złapałem pada w obie ręce i co się okazało? Wciskam oba nowe, tylne przyciski bez przerwy. Siła nacisku jaką musimy użyć do wciśnięcia nowych klawiszy odpowiada temu z jaką siłą trzymam pada. Gadżet jest w tym momencie niezdatny do czegokolwiek.

Nie mogłem jednak nie spróbować zmienić swojego przyzwyczajenia co do tego, jak chwytam kontroler. Chociaż przyznacie, że to pomysł tak słaby, że postanowiłem go spróbować tylko i wyłącznie z recenzenckiego obowiązku. Próbowałem w różnych grach lżej trzymać kontroler. Od razu moje umiejętności wyparowały. Czułem się jakbym grał na czymś innym niż DualShock 4. Nic mi nie wychodziło. Do tego dochodziły sytuacje, w których po prostu nie mogłem nie złapać pada mocniej. Gdy np. wrogowie w The Division 2 sprawiali, że prawie ginąłem i musiałem się szybko chować za osłonami i ostrzelać ich z innego miejsca to z emocji nie dało się nie chwytać pada mocniej. I tym sposobem zamiast się np. chować – rzucałem przypisany pod nowe przyciski granat. Nawet rozgrywka w spokojniejszych produkcjach stworzonych w Dreams stała się katorga. Chwilę zapomniałem, że nie mogę trzymać pewnie pada i już moje postacii robiły coś czego nie chciałem. Gdy nakładka znacznie utrudniała mi już grę i chciałem ją zdjąć podczas gry, to wyszedł również inny problem. Gdy ją odpiąłem od pada – straciłem dźwięk w słuchawkach bezprzewodowych od Sony. Jeśli też macie Gold Wireless Headset 7.1 od PlayStation to wiedźcie, że w takiej sytuacji czeka Was kolejna niemiła niespodzianka…

Na koniec rzecz, która sprawiła, że nie zamierzam nigdy więcej podłączać Back Button Attachment do padów. Na każdym z trzech kontrolerów, które posiadam, zdarzyła się sytuacja, w której pad nagle się wyłączał podczas gry. Nie wiem dlaczego tak się działo, ale nie zamierzam bać się, że nakładka uszkodzi mi DualShocki.

PS. Właśnie podczas kończenia pisania tejże recenzji moje PS4 znów zaczęło samo z siebie wypluwać płyty. Czyli coś co ostatnio naprawiłem, znów się popsuło. Marzę już o next-genach…