WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Publicystyka

Znowu rozkręciłem swoje PlayStation

Moja konsola po ostatnim tekście o wyciu chyba chciała zrobić mi na złość. Co tym razem sprawiło mi problemy w PlayStation 4 FAT?

Możliwe, że niektórzy już znają się z moją konsolą. Jeśli jednak nie jesteście w temacie, to polecam Wam przeczytanie ostatniego wpisu dotyczącego czyszczenia wnętrzności tego sprzętu. „PlayStation! Przestań, kurde, wyć!” spodobał się wielu osobom i był chętnie czytany. Nie powiem, zacząłem się zastanawiać, czy wyjące PS4 to nie jest problem w całej Polsce i wszyscy #milczo, bo głupio się przyznać, że od lat gramy w dobrych słuchawkach nie dlatego, że tak bardzo zależy nam na dźwięku, a po prostu staramy się choć trochę zagłuszyć konsolę.

Wracając jednak do mojego własnego, domowego silnika odrzutowego znanego także jako PlayStation 4 w premierowej wersji FAT… Chyba konsola dowiedziała się o tekście i postanowiła zrobić mi na złość. Dosłownie kilka dni po publikacji zaczęła sobie… piszczeć. A może… pipkać? Kojarzycie to słynne „pip” przy włączeniu urządzenia, które od razu sprawia, że Wasza partnerka czy partner wiedzą, że nie śpicie i zaraz będziecie odkurzać dom grać? No to właśnie ten dźwięk moja konsola wydawała w kółko. Kilka minut grania i nagle zaczynał się festiwal pip. I nie kończył się. Oj nie. Nawet granie w słuchawkach nie pomagało, bo gdzieś tam co kilkadziesiąt sekund było słychać głośne dźwięki z konsoli. Żeby to jeszcze było jedno piknięcię. A to w pewnym momencie zamieniało się w całe utwory złożone z tych odgłosów. „Pi!” potrafiło się przerwać w połowie i znów odpalić od początku.

Moje PlayStation 4 chyba szybko zrozumiało, że tak łatwo ze mną nie wygra. Więc dołożyło kolejny problem. Oprócz piknięć, PS4 zaczęło teraz wysuwać płyty. I to nie tak, że raz wysunęło i „haha, to se pograłeś”. Konsola wyrzucała płyty nawet, gdy ich nie było w napędzie. A posiadacze tego modelu konsoli Sony wiedzą, że do najcichszych ta opcja nie należy. No więc miałem piknięcia i ciągły odgłos wyrzucanej płyty. Oznaczało to, że nie zagram w tę garść tytułów na płycie, które jeszcze kupowałem w pudełkach na początku generacji. Mogłem się pożegnać z Grand Theft Auto V, Wiedźminem 3: Dziki Gon, Gran Turismo: Sport… Oj, nie! Gran Turismo, do którego wracam co jakiś czas to zbyt dużo, żeby to zostawić i liczyć, że akurat konsola tym razem nie będzie ze mną walczyć podczas grania. Nie dodałem jeszcze jednej rzeczy – płyt konsola nie wysuwała powoli, ale bardziej je… wystrzeliwała? Nie mam pojęcia jak to jest możliwe, ale każda płyta nie zatrzymywała się tak jak powinna na obudowie, tylko spadała z ustawionej bokiem konsoli. Mam pewne podejrzenia, że sprzęt powoli chciał nauczyć się zabijania swojego właściciela. To już było za dużo. Decyzja zapadał. Pacjenta znowu kładziemy na stół i rozkręcamy.

Miałem pewne podejrzenia związane z tym, co może być przyczyną wszystkich nowych problemów. Mooożliwe, że podczas ostatniego rozkręcania PlayStation 4 zbyt mocno odgiąłem pewną blaszkę, która odpowiadała za dotykowy przycisk do wysuwania płyt. W sumie – małe wyjaśnienie dla tych, którzy do tej generacji dołączyli jakoś rok po jej starcie i też mają jeszcze ten model konsoli co ja. Musicie wiedzieć, że początkowo PlayStation 4 nie miało na przodzie tradycyjnych przycisków fizycznych, tylko dotykowe. Przykładam palec i wtedy konsola reaguje. Po jakimś czasie zmieniono to właśnie na zwykłe przyciski, a przy okazji (jeśli mnie pamięć nie myli) zmieniono błyszczący panel konsoli na „chropowaty”.

Nie będę udawał, że sam ogarnąłem cały temat naprawy tego, co zepsułem. W tym przypadku wina była moja, ale są przypadki, w których to PS4 ma taki problem mimo tego, że użytkownicy nie majstrowali w środku. Wiedzę dotyczącą całości tego zagadnienia wziąłem z tego oto nagrania na YouTube, gdzie autor radzi, jak w kilku krokach rozwiązać problem wysuwających się płyt.

Oczywiście znów przygoda z rozkręcaniem zaczęła się na nowo. Na szczęście, tym razem nie trzeba było grzebać aż tak głęboko, bo problem był dość blisko. Tylko kilka śrubek dzieliło mnie od dotarcia do problemu. Ciekawostką jest to, że dostałem gęsiej skórki w momencie, gdy po odpięciu kabla od zasilacza i postawieniu jej na stoliku… PS4 zaczęło tak samo piszczeć! No dziadostwo ożyło jak nic. Oczywiście były to tylko ostatki w zasilaczu, więc sprzęt po jakimś czasie ucichł. No, ale zdziwiłem się co nie miara na początku.

Jeśli zdecydowaliście się czytać tekst podrzucony przeze mnie na początku to zapewne wiecie, w jakim szoku byłem jak szybko konsola zbiera kurz. Od mojego ostatniego rozkręcania minął może z… rok? Regularnie odkurzałem łatwo dostępne elementy w konsoli, a i tak po jej otwarciu zastałem taki oto widok.

No przecież tego sprzętu nie da się utrzymać w czystości. Wentylator nie był jakoś specjalnie zapchany, ale w zakamarkach sprzętu zebrała się już warstwa kurzu. Znów więc wyszorowałem co się dało na tym etapie (spokojnie, nie mokrą gąbką) i zająłem się zlokalizowaniem Blaszki Problemu. A oto i ona.

Co z nią zrobiłem? Używając niezwykle precyzyjnych narzędzi postanowiłem przeanalizować wytrzymałość materiału i pod odpowiednim kątem oraz siłą nacisku… No dobra. Po prostu ją trochę odgiąłem, żeby mniej przylegała do drugiego elementu. Przyznam, że sam liczyłem na jakąś większą zabawę podczas tego serwisu, ale Blaszka Problemu to pikuś w porównaniu z dostaniem się do radiatora.

Nie pozostało mi nic innego jak tylko złożyć całość i modlić się, żebym nic więcej nie uszkodził. Całość poszła bez problemów i po chwili sprzęt wrócił na swoje miejsce. Włączyłem konsolę i… cisza. W sensie, że nic nie piszczy i nie strzela we mnie płytami. Nie, że konsola jest cicha, bo wiatraczki szybko dały o sobie znać. Ale udało się – tym razem odniosłem zwycięstwo w starciu z japońską technologią. Ciekawe, czym jeszcze mnie ta generacja zaskoczy? Może PlayStation VR zaciśnie mi się na głowie i nie będę mógł go zdjąć?