WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Rozrywka

Recenzja filmu Gorący temat

Kolejne, tym razem kinowe podejście do głośnej sprawy molestowania kobiet w telewizji Fox News. Z gwiazdorską obsadą, nominacjami do Oscara i fabułą opartą na faktach. Gorący temat wszedł do kin i… okazuje się, że wcale nie jest tak gorący.

Roger Ailes stworzył telewizyjne, bezwzględne imperium, choć nie w filmie

Tak od początku przedstawiany jest nam główny „czarny charakter”. Jest stary, otyły i schorowany, jednak nadal dzierży władzę i decyduje, która z kobiet ma znaleźć się na wizji. Jego plan na oglądalność jest prosty – przeźroczyste stoły, krótkie sukienki i nogi, nogi, nogi. Dokładnie ogląda każdą kandydatkę, bo przecież „to wizualne medium”. Posuwa się jednak dużo dalej i to właśnie jest Gorący temat, który w filmie ma wyjść na jaw. Czas ekranowy podzielony jest pomiędzy trzy, bardzo różne kobiety. Łączy ich nie tylko praca w stacji, ale przede wszystkim obrzydliwe praktyki Ailesa, których się wobec nich dopuścił lub dopuszcza.

Problem polega jednak na tym, że chcąc pokazać tak wiele, pokazuje się okrojoną wersję, która przestaje mieć odpowiedni wydźwięk. Czas poświęcony zaprezentowaniu bohaterek został zabrany kosztem procesu i właściwego rozwinięcia sprawy o molestowanie seksualne. Choć całość trwa dwie godziny, to zdecydowanie niewystarczający czas, by dobrze pokazać wszystkie aspekty tej sprawy. W rezultacie tytułowy Gorący temat nie oburza tak, jak powinien. Jest raczej ciepły, bo owszem, obchodzi nas, ale zdecydowanie nie tak, jak powinien.

Film pozostawia wiele pytań bez odpowiedzi

Na początku wspomniałam, że to już kolejne podejście do tematu molestowania w Fox News. Pierwszym był serial Na cały głos zrealizowany przez Showtime. Tamten format sprzyjał dokładnemu opowiedzeniu tej historii. Film, siłą rzeczy, musiał ją okroić, co wyszło bardzo na minus. Po seansie zostajemy z niepełnym obrazem wydarzeń (choć, oczywiście, sens pozostał właściwy). Nie wytłumaczono nam dlaczego kobiety pozwalały Ailesowi na takie zachowanie, dlaczego w miejscu, w którym kobiety stanowiły większość personelu takie praktyki były wspierane. John Lithgow nie do końca był w stanie pokazać, że jako szef stacji faktycznie trzęsie całą firmą. Że boją się go pracownicy, bo jeśli ktokolwiek mu podpadnie nie będzie miał życia. Nie pokazał również, że Ailes był władny również poza firmą, a jego koneksje sięgały bardzo wysoko. Zabrakło pewnej charyzmy, a człowiekowi na ekranie bliżej do wzbudzającego litość, obleśnego staruszka, niż zboczonego, bezwzględnego geniusza.

Również spójność trzech historii pozostawia wiele do życzenia. Poszczególne wątki skupiają się na rzeczach mniej istotnych, co sprawia, że na te najważniejsze po prostu brakuje czasu. W rezultacie zanim dochodzi do faktycznego oskarżenia – film się kończy. Więcej czasu poświęca się na konflikt bohaterki Charlize Theron z Trumpem, niż jej udział w oskarżeniu Ailesa. Zresztą, ten wątek jest w ogólnym rozrachunku najbardziej emocjonujący. Margot Robbie jako bardzo ambitna, nowa pracownica radzi sobie najlepiej, widać po niej sporo emocji, a jednocześnie dostrzegamy, że gdyby było więcej czasu, to dopiero pokazałaby co potrafi. Najsłabszym ogniwem jest Nicole Kidman, wcielająca się w Gretchen Carlson, która jako pierwsza postanowiła zabrać głos w tej sprawie. W domyśle to jej rola powinna być tu najważniejsza i wzbudzać największe emocje. Prześlizgujemy się jednak po niej praktycznie nie zwracając uwagi. Wątek poprowadzony jest bardzo bezbarwnie i automatycznie, przez co kompletnie traci swój wydźwięk.

Tym, którzy mają czas polecam, przede wszystkim, serial Na cały głos

Nie mogę powiedzieć, że Gorący temat to zły film. Zgubił go, przede wszystkim, format, bo to historia, której nie powinno traktować się pobieżnie. Reżyser Jay Roach nie radzi sobie z połączeniem wątków w taki sposób, by całość była spójna. Poświęcił zbyt wiele czasu na wprowadzenie tła do właściwej historii, przez co na nią już zabrakło czasu. To po prostu zbyt złożona historia na poprawne przedstawienie w dwugodzinnym filmie. Jednak uważam, że takie filmy jak Gorący temat są potrzebne. Pokazują, że nawet z ogromną korporacją da się wygrać, a także każą zastanowić się nad zachowaniem wobec współpracowników. Mam tylko nadzieję, że kolejne podejścia do podobnych zagadnień będą dużo lepsze.