WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Rozrywka

Recenzja filmu Men In Black: International

Gdy w sieci pojawiły się pierwsze zwiastuny filmu Men In Black: International od razu było wiadomo, że to nie będzie arcydzieło. Niezależnie, czy jest się fanem poprzednich części, czy pierwszy raz wchodzi się do tego uniwersum. Idąc do kina oczekiwałam czegoś pokroju kobiecych Pogromców Duchów, zwłaszcza, że w obu filmach gra Chris Hemsworth. Na szczęście myliłam się, choć może nie aż tak bardzo. Zapraszam do lektury recenzji.

 Kiedy brak pomysłów, trzeba sięgnąć po to, co kiedyś grało.

Mamy w ostatnich latach wysyp remake’ów, sequeli czy też aktorskich wersji produkcji, które kiedyś robiły furorę. Przoduje w tym, oczywiście, Disney, który sukcesywnie wprowadza na ekrany nowe wersje swoich bajek. To dość bezpieczne rozwiązanie, gdyż scenariusza nie trzeba bardzo zmieniać. Inaczej się mają sequele albo w ogóle przerabianie tego, co nadal pozostaje kultowe. Większość zapewne chce zapomnieć okropnych kobiecych Pogromców Duchów, którzy sprofanowali tak uwielbiane przeze mnie filmy. Czy podobnie stało się w przypadku Facetów w Czerni? Na początku muszę zaznaczyć, że choć oglądałam trylogię Barry’ego Sonnenfelda wiele razy, to aż tak wielką fanką ich nie jestem. Lubię duet Tommy Lee Jones – Will Smith, ale nie uważam za profanację robienie kolejnych części z nową obsadą. Dobrze bawiłam się na tamtych filmach i tego samego oczekiwałam po Men In Black: International.

Recenzja filmu Men In Black: International

Tylko warto zastanowić się, co sprawiło, że starzy Faceci są nadal tak uwielbiani? Cóż, przede wszystkim humor, naprawdę dobre efekty specjalne, główni bohaterowie i wykreowane uniwersum. I sam Sonnenfeld, który genialnie oddał to wszystko na ekranie.  Faceci w Czerni nieodłącznie kojarzą się z eleganckimi, czarnymi garniturami i ciemnymi okularami, z futurystyczną bronią i kosmitami od kawy. Ale przede wszystkim, kojarzą się z oryginalnością, własnym stylem i dobrze spędzonym przed ekranem czasem.

Czytaj też: Recenzja filmu Detektyw Pikachu

Czy Tessa Thompson i Chris Hemsworth znów stworzyli zgrany duet?

Główną bohaterką jest M (Tessa Thompson), która jako dziecko była świadkiem interwencji MiB w jej własnym domu. Agenci wymazali pamięć o spotkaniu z kosmitą jej rodzicom, ale nie jej. Zaowocowało to jej obsesją, by móc znaleźć się w szeregach tej elitarnej jednostki i lata później dorosła już M robi wszystko, by móc poznać prawdę o wszechświecie. Ze zwiastunów dobrze wiemy, że jej się to udało. Jako początkująca agentka M trafia do Londynu, gdzie wraz z agentem H (Chris Hemsworth) tropi zagrażający Ziemi Rój. Ta tajemnicza kosmiczna rasa chce zdobyć najpotężniejszą broń w całej galaktyce, a nasi agenci muszą im to udaremnić. Wkrótce okazuje się, że to nie ich największy problem. W szeregach MiB znajduje się świetnie zakonspirowany szpieg, który kopie dołki pod głównym i bohaterami.

Recenzja filmu Men In Black: International

Men In Black: International przenoszą nas do różnych lokacji, których w klasycznej trylogii nigdy nie poznaliśmy. Możemy poznać nie tylko Londyn, ale również inne miejsca w Europie, a nawet w Afryce. Pokazanie tej różnorodności, a także znanych nam z poprzednich części elementów, wychodzi tutaj naprawdę dobrze. Dodatkowo uniwersum zostaje wzbogacone o nowych kosmitów, wśród których jest uroczy Pionkuś. Mały ufoludek jest jednym z najlepszych elementów Men In Black: International, a sceny z jego udziałem wywołują szczery śmiech. Szkoda, że inne radzą sobie gorzej. Zwłaszcza Thompson i Hemsworth, którzy nie potrafili powtórzyć świetnego duetu z Thor: Ragnarok. Nie radzą sobie bardzo źle, ale w ogólnym rozrachunku lepiej się ich ogląda osobno, niż razem. Żarty, jakie między sobą wymieniają nie są najwyższych lotów.

Facetów w Czarni pokochaliśmy nie za artystyczny scenariusz, a za to, co dzieje się na ekranie.

Twórcy nie silą się tutaj na jakieś komplikowanie fabuły, dlatego od początku wiemy, kto jest tym „świetnie ukrytym szpiegiem”. Bohaterowie nie zmieniają się pod wpływem wydarzeń, choć chce się nam wmówić, że jest inaczej. Dodatkowo twórcy usilnie starają się zatuszować potknięcia kiepskimi dialogami i marnymi żartami, a kiedy to się nie udaje – efektami specjalnymi. I owszem, cała otoczka wizualna jest bardzo dobra. Walki są dynamiczne, podobnie jak pościgi i sceny akcji. Niestety, tak bardzo widać, że nikt nie pokusił się tutaj o oryginalność. Brak własnej inwencji twórczej zastąpiono bazowaniem na tym, co w poprzednich filmach się udało. Nie wiem, czy z duetu Thompson-Hemsworth chciano zrobić kopię Jonesa-Smitha. Wiem jedno, na pewno nie pozwolono im być tutaj sobą. To, co udało się osiągnąć Waititiemu, F. Gary Gay pogrzebał pod warstwą pisaku.

Recenzja filmu Men In Black: International

Przez cały seans miałam wrażenie, że Gay trzymany był na bardzo krótkiej smyczy. Wydawało się, że pozwolono mu bazować tylko na tym, co zrobił wcześniej Sonnenfeld zabraniając pokazać coś swojego. W rezultacie mamy więc marnego naśladowcę, niż samodzielny, wartościowy film. Są oczywiście sceny, które naprawdę mi się podobały. Wspomniane już interakcje z małym kosmitą Pionkusiem wygrywają. Ale do tego można dołożyć Agenta H rzucającego młotkiem i Liama Neesona nienawidzącego Paryża. Niestety, w kontekście całości to naprawdę niewiele, by móc polecić ten film.

Men In Black: International może nie nudzi, ale również nie porywa i nie wywołuje większych emocji.

Oczekiwałam dobrej, nieskomplikowanej zabawy. Może nie na wysokim poziomie, ale chociaż na takim, by nie było szkoda wydanych na bilet pieniędzy. Film ogląda się zadziwiająco lekko i nawet przyjemnie. Nie nudzi, czasem bawi. Ale to nie jest coś, czego można było oczekiwać po tak rozpoznawalnej franczyzie.

Recenzja filmu Men In Black: International

Ponowne odkopanie MiB nie było złym pomysłem, ale zrobienie tego w takiej formie już tak. Mimo wszystko mam nadzieję, że twórcy pokuszą się o kolejną część, oczywiście, o ile zrozumieją swoje błędy i je poprawią. Tessa Thompson i Chris Hemsworth naprawdę mają ogromny potencjał, by zagrać świetnie zgrany i zabawny duet. Tylko trzeba im na to pozwolić. Na razie uważam, że film Men In Black: International wyszedł przeciętnie. Z braku innych opcji można obejrzeć, bo nie jest to najgorsze kinowe doznanie.

Czytaj też: Recenzja filmu X-Men: Dark Phoenix

Zdjęcia i trailer: meninblack.com