WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Rozrywka

Zenek – król disco-polo na jakiego nie zasługujemy

TVP wyprodukowało filmową biografię Zenka Martyniuka, gwiazdy i niekwestionowanego króla disco-polo. Miało być zachwycająco i charyzmatycznie, ale jak wyszło? Zapraszam do lektury recenzji filmu Zenek.

https://youtu.be/EQTLedNDYms

Filmy o zespołach lub muzykach mają wiele wspólnych elementów. Rozpoczęcie kariery, proces twórczy, drogę na szczyt, potknięcia i, przede wszystkim, sławnego bohatera lub bohaterów. TVP wybrało Zenka Martyniuka, gwiazdora disco-polo, jako temat najnowszego filmu biograficznego. I, w teorii, to mogło nawet wyjść, a przynajmniej wytłumaczyć w jakiś sposób fenomen tego piosenkarza. Niestety w praktyce wyszło coś bardzo mdłego, choć niepozbawionego małych, pozytywnych elementów. Zenek to film bardzo prosty, nieskomplikowany i po prostu mdły.

Kadr z filmu Zenek, źródło TVP

Nie jestem fanką disco-polo, raczej unikam tego typu muzyki jak tylko mogę, ale Zenka Martyniuka kojarzę, bo ciężko o nim nie usłyszeć. Podobnie jak jakiejś jego piosenki. W telewizji pokazywany jest jako osoba charyzmatyczna, przebojowa i bardzo charakterystyczna. W filmie poznajemy dwa jego oblicza – „młodego” i „starego” Zenka, w którego wciela się dwóch różnych aktorów. Jakub Zając przedstawia nam pierwsze lata muzycznej kariery głównego bohatera. Zaczyna się od śpiewania coverów na weselach i festynach. W otoczce polskich lat 80. widzimy drogę do sławy, ale nie proces twórczy, bo Akcent nie gra własnych kawałków, tylko cudze. To, jak Zenek śpiewa zagraniczne piosenki ledwo znając tekst jest urocze i przypomniało mi czasy dzieciństwa, gdy podśpiewywało się „po angielsku” kompletnie tego języka nie ogarniając. Chociaż film usilnie stara się pokazać drogę Martyniuka na szczyt, to ciężko jest zrozumieć dlaczego tak się stało. Nie uświadczymy tu tych najsławniejszych disco-polowych hitów. Krzysztof Czeczot jest już tym starszym Zenkiem, na szczycie kariery. Punktem kulminacyjnym całego filmu jest koncert w Ostródzie, na który zjawiło się 70 tys. osób, a nawet sam prezydent. I jeśli oczekujecie, że zobaczycie ten występ, to uprzedzam – nie, jego również nie będzie. To po prostu moment, w którym wprowadza się wątek „dramatyczny”. Patrząc na obu aktorów zdecydowanie lepiej w tytułowej roli sprawdza się Jakub Zając, jest w nim jakaś przebojowość no i ten charakterystyczny głos. Krzysztof Czeczot ma z Zenkiem o wiele mniej wspólnego. Chodzi, uśmiecha się i pryska lakierem. Ot i cały jego występ.

Kadr z filmu Zenek, źródło TVP

Nie uświadczymy tu żadnych skandali ani szokujących wydarzeń z życia Zenka Martyniuka. Piosenkarz przedstawiony jest jako gwiazda praktycznie bez żadnej zmazy ni skazy. Największą pokazaną wadą jest chyba jego nieobecność w domu i opuszczanie rodziny na rzecz kariery, ale i to nie jest jakoś piętnowane. Zenek tęskni, nie zdradza, wraca kiedy najbardziej jest potrzebny i potrafi zawalczyć o swoich bliskich. Zdarzało mu się za dużo pić, jednak nawet wtedy nie robi niczego złego. TVP zaserwowało nam bardzo grzeczną i niezwykle pochlebną biografię, która może przypaść do gustu tylko miłośnikom Zenka. No i osobom tęskniącym za latami 80., bo ich przedstawienie jest naprawdę klimatyczne i stanowi jeden z lepszych elementów filmu Zenek.

Kadr z filmu Zenek, źródło TVP

Miałam ogromny problem z odbiorem tego filmu, głównie przez przeskoki czasowe i niezrozumiałą ideę wstawek rodem z Trudnych Spraw. Bohaterowie filmu opowiadają o wydarzeniach z perspektywy 2020 roku i wcielają się we wszechwiedzących narratorów. Oczywiście twórcy jasno i wyraźnie informują jaki mamy rok, a także miejsce wydarzeń, ale to tylko wzmaga poczucie, że całość jest bardzo pourywana. Nie rozumiem również idei dwóch aktorów, którzy wcielają się w głównego bohatera podczas gdy reszta postaci jest tylko postarzana.

Kadr z filmu Zenek, źródło TVP

Chciałabym napisać jakiś konkret, że Zenek jest złym filmem, albo dobrym. Niestety nie mogę, bo to po prostu bardzo nijaka produkcja. Brakuje w niej charyzmy, jakichś zwrotów akcji i piosenek Zenka Martyniuka. Serio, liczyłam chociaż na „hit wszech czasów” czyli Przez Twe Oczy Zielone! Uważam więc, że szkoda czasu na tak nudny seans, zwłaszcza kiedy w repertuarze kin jest o wiele więcej ciekawszych pozycji. Wydaje mi się, że mogło być o wiele lepiej, wystarczyło dodać więcej zenkowej przebojowości, mniej skupiać się na tym jaki jest poczciwy, pokazać proces twórczy i to, jak powstawały tak znane utwory. Ten film wcale nie odpowiada na pytanie w jaki sposób Zenek Martyniuk stał się gwiazdą, on pozostawia nas z pytaniem dlaczego tak się stało. Nie polecam, chyba, że kochacie Zenka i marzyliście, by zobaczyć film o nim. W takim wypadku i tak nic was nie powstrzyma przed pójściem do kina.