„Przed tobą rozciąga się niezmierzona otchłań Krainy Podmroku, a kiedy oczy przyzwyczajają ci się do słabego światła, dociera do ciebie gdzie jesteś. To kraina niezliczonych legend, gdzie zło czai się za każdym cieniem (…)” – tak właśnie wyglądała moja pierwsze styczność z Underdark. Teraz wybieram się tam ponownie, tym razem dzięki planszówce Tyrants of Underdark.

Wykonanie

Tyrants of Underdark, co trzeba jasno powiedzieć, nie jest grą tanią. Oferty sklepów wahają się w okolicach 250-300 zł. Oczekiwałem więc sporego pudła. Byłem więc bardzo zdziwiony, gdy otrzymałem standardowy karton. Zawartości też nie ma aż tak dużo. Plansza, planszetki graczy, sporo kart oraz dość proste „figurki” oznaczające wojska i szpiegów. Szału nie ma, najwidoczniej najwięcej ceny zrobiła licencja D&D.

Graficznie jest przyzwoicie. Kolorystyka jest utrzymana w odcieniach czerni i szarości wraz z fioletowymi wstawkami. Grafiki na kartach w większości przypadków są ładne, ale nie ma tu jakiegoś efektu „WOW”. Osobiście podobają mi się schludne figurki reprezentujące wojska graczy.  Jakościowo również jest dobrze, choć nie powiem, karty do najgrubszych nie należą. Szczerze mówiąc to patrząc na zawartość mógłbym powiedzieć krótko – Tyrants of Underdark jest zdecydowanie za drogie.

Zasady Tyrants of Underdark (skrót)

Jest to gra typu area control, w której naszym zadaniem jest zdobycie jak największej liczby punktów. Te dostajemy w trakcie gry za kontrolę odpowiednich obszarów, pokonywanie jednostek przeciwników oraz za karty, których jesteśmy właścicielami.

Właśnie, karty. W Tyrants of Underdark wszystkie nasze akcje wykonujemy za pomocą kart, które dokupujemy w trakcie rozgrywki. Mamy więc tu zastosowany znany i lubiany mechanizm deck buildingu. Same akcje, które mamy do dyspozycji, są stosunkowo proste, umożliwiają nam albo zakup kolejnych kart, albo ingerencję w sytuacje na stole poprzez dodawanie i usuwanie jednostek.

Wrażenia z gry w Tyrants of Underdark

To nie pierwszy raz, kiedy mam możliwość zagrania w grę area control z mechanizmem deckbuildingu. Jakiś czas temu zagrałem w tytuł zwany Mythotopia i nie zrobił on na mnie zbyt dobrego wrażenia.  Na szczęście w przypadku Tyrants of Underdark jest zupełnie inaczej.

Przede wszystkim dużym plusem jest prostota zasad. Wytłumaczenie co, gdzie, jak i dlaczego zajmuję dosłownie chwilkę. Nawet mniej zaawansowani gracze nie mieli większego problemu z załapaniem o co chodzi. Mechanizm deckbuildingu sam w sobie również nie jest zbyt skomplikowany. Jeśli kiedyś udało nam się zagrać w jakikolwiek tytuł z tego gatunku to w Tyrants of Underdark również damy sobie radę.

Tyrants of Underdark plansza

Odpowiednia strategia to podstawa

Mimo prostoty zasad, walka o Podmrok wcale nie wygra się sama, musimy opracować odpowiednią strategię. Ta będzie różnić się w zależności od tego jakie zestawy kart będą aktualnie w grze. Podstawka Tyrants of Underdark daje nam możliwość wyboru spośród 4 zestawów kart (w grze zawsze są dwa), dodatek wprowadza dwa kolejne. W zależności od tego na jakie zestawy się zdecydujemy, nasza taktyka będzie przyjmować nieco inną formę. Część zestawów jest wyraźnie bardziej defensywna czy nastawiona na eliminację celów neutralnych, inne zaś umożliwiają szybsze wykładanie własnych oddziałów na stół. Tutaj chciałbym wtrącić moje jedno małe „ale”. Mimo różnorodności taktycznej, jaką wymuszają karty, troszkę za dużo jak na mój gust jest kart, które robią dokładnie to samo w różnych zestawach. Oczywiście rozumiem, że nie ma zbyt wielkiego pola do popisu przy tak prostych założeniach samej gry, ale mimo wszystko trochę mnie to bolało.

Grafiki pomagają wczuć się nieco w klimat podstępnego i nieprzyjaznego Podmroku. W Tyrants of Underdark na kartach natrafimy na demony, drowy czy smoki – wszystko to, czego oczekiwalibyśmy po świecie D&D… no dobra, nie wszystko. Część jest w dodatku :-). Negatywna interakcja w Tyrants of Underdark jak najbardziej istnieje, ale nie czuję tutaj takiej „sieczki” jak w niektórych grach area control.

Tyrants of Underdark to spójność i dynamika

Kolejnym plusem jest spójność dwóch elementów – planszy i samego zagrywania kart. Oba aspekty są bardzo istotne. Możemy grę przegrać zarówno poprzez nieudane zakupy, jak i słabe rozstawienie na mapie. Ostatnio nawet miałem taką sytuację, gdzie „z gry” wydawało się, że jestem w ciemnej… jaskini w Podmroku, ale jako jedyny przejąłem dość szybko punktujący obszar na mapie. Dzięki temu w końcowym podliczaniu byłem grubo do przodu.

Sporo dobrego mogę również powiedzieć o płynności rozgrywki. Poszczególne tury nie trwają zbyt długo, ot dobieramy karty, patrzymy szybko co możemy zrobić i wcielamy plan w życie. Tyrants od Underdark nie daje raczej zbyt wiele możliwości do zamulania.

No dobra, a minusy? Na upartego widzę jeden. Trudno jest ze 100% pewnością zaplanować nasze działania. Owszem, sami decydujemy jakie karty kupujemy i gdzie atakujemy, jednak losowość kart nie pozwala na bezbłędne planowanie. Musimy jednak decydować bardziej „na bieżąco”, nie możemy zaplanować długofalowo naszych działać. Możemy natomiast przygotować się potencjalnie do kolejnych ruchów.

Skalowanie, regrywalność, czas trwania gry Tyrants od Underdark

Testowana produkcja jest grą stosunkowo szybką, zwykle partie trwają 1-1,5h, zależenie od graczy. Możemy grać od 2 do 4 osób, przy czym w każdym składzie gra się bardzo dobrze. Nie jest to częste w przypadku gier area control. Tu jednak na skalowanie nie można narzekać, ograniczanie wielkości planszy w 100% spełnia swoje zadanie. W jakim składzie grać najlepiej? Mnie osobiście najlepiej grało się w 3 osoby, w 4 zdarzało się, że ktoś nieco za długo czekał na swój ruch.

Tyrants of Underdark karty

W kwestii regrywalności – jak już wcześniej wspomniałem, do wyboru mamy 4 (lub 6 z dodatkiem) zestawów kart, z których decydujemy się na 2 na naszą rozgrywkę. Tak więc już z samą podstawką potrzebujemy kilku partii, aby poznać nasz ulubiony zestaw. Kolejność kart do zakupu w poszczególnych zestawach jest losowa, więc na regrywalność zdecydowanie bym nie narzekał. Który jest mój ulubiony? Szczerze mówiąc to startowy podobał mi się najbardziej, ale z tego co czytałem to najwięcej osób poleca Drowy+Demony.

Dodatek Abberation&Undead

Tyrants of Underdark doczekał się tylko jednego dodatku, w którego skład wchodzą dwa nowe zestawy kart. Mamy więc Nieumarłych oraz „Abberation” zawierający takie stworzenia jak chociażby Łupieżcy Umysłów. Za kolejne urozmaicenie zapłacimy około 45zł. Czy warto? Moim zdaniem dodatek nie jest niezbędny, nie wprowadza właściwie niczego ciekawego. Ot więcej tego samego. Warto również zwrócić uwagę na pewien problem. Otóż karty wyraźnie różnią się wykonaniem od tych z podstawki. Mają inny kolor rewersu, są również innej gramatury. Wiem, że część osób była z tego faktu mocno niezadowolona. Osobiście… wisi mi to. Karty i tak tasuje, wiedza, że zaraz dobiorę kartę z dodatku/podstawki absolutnie nic mi nie daje.

Podsumowanie

Z zakupu Tyrants of Underdark jestem bardzo zadowolony. Jest szybko, dynamicznie, działa w małych składach osobowych, mogę ją wytłumaczyć właściwie każdemu. Wymagana jest wprawdzie znajomość języka angielskiego, jednak tekst na kartach nie jest przesadnie trudny. Walki o Podmrok wprawdzie nie byłby moim pierwszym wyborem gry z tego gatunku – preferuję gry z większą ilością „krwi”- jednak Tyrants of Underdark sprawia wrażenie bardzo „bezpiecznego” wyboru. Nie spotkałem się jeszcze z graczem, któremu nie podobałaby się rozgrywka. Tak więc z czystym sumieniem wystawiam „POLECAM” dla Tyrants of Underdark. Nie bez powodu umieściłem go na swojej „TIER liście gier area control„!

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!