Od jakiegoś czasu to właśnie gry typu area control są moimi ulubionymi. Przez kilka ostatnich lat szukałem idealnego przedstawiciela tego gatunku. Uprzedzając fakty – nie znalazłem. Nie ma gier idealnych, każda ma jakieś plusy i minusy. Niemniej doszedłem do wniosku, że warto podzielić się swoim spostrzeżeniami dotyczącymi gier tego typu. Z tego też powodu przygotowałem tier listę ogranych przeze mnie gier area control.

Kryterium doboru gier area control

Definiowanie pojęć zawsze wiąże się z problemami, głównie ze względu na kategoryczne określanie czy coś znajduje się w definiowanym zbiorze czy też nie. W praktyce często nie da się tego stwierdzić ze 100% pewnością . Dlatego też nie jest mi łatwo napisać gdzie zaczyna, a gdzie kończy się area control, o którym chciałbym mówić. Początkowo chciałem korzystać wyłącznie z gier „dudes on map”, ale zrezygnowałem także z tej wąskiej kategorii. Posiłkując się BGG definicja gier z listy wyglądałaby następująco: „gra area control nagradza gracza za wpływy (głównie przewagę jednostek) na danym terenie”. Niemniej nadal można podać przykłady gier balansujących na krawędzi. Mówiąc krótko – spodziewajcie się tytułów dobieranych raczej „na czuja”, skupiam się jednak głównie na silnym aspekcie kontroli terytorium i strategii.

Blood Rage figurki
Blood Rage

Od razu uprzedzę – nie ma w tym zestawieniu gier dedykowanych dla dwóch osób (bądź drużyn dwuosobowych). Dla mnie to nieco inna bajka, jakby odrębna kategoria. Dlatego nie znajdziecie tu Wojny o Pierścień czy chociażby Bioshock: Infinite – The Board Game. Zaznaczam również, że większość z tych tytułów ogrywana była WYŁĄCZNIE w wersji podstawowej. Jeśli dołączałem do gry dodatki to będzie o tym wspomniane w tekście.

Dlaczego tier lista a nie topka?

W świecie rozrywki dużo łatwiej trafić na TOPki. Są one jednak nieco wadliwe. Z prostego powodu – kategorycznie stwierdzają co jest lepsze, automatycznie umieszczając dany produkt wyżej. Tymczasem określenie „ta gra jest lepsza” wcale nie jest takie proste. Sam mam przynajmniej kilka gier, które właściwie lubię w niemal jednakowym stopniu. Nie wspominając już o porównywaniu zupełnie innych mechanik. To, którą wybiorę do zagrania w danym momencie zależy od całej masy czynników: tego z kim gram, ile mam osób do zagrania, jak bardzo zaawansowanymi graczami są czy nawet to kiedy ostatni raz zdjąłem ten tytuł z półki albo na co mam zwyczajnie ochotę w danym momencie.

area control
Age of Conan

Pod tym względem Tier listy są nieco bardziej elastyczne. Zamiast kategoryczności mamy grupy desygnatów pasujących do danej kategorii. Najbardziej podoba mi się odniesienie i zastosowanie Tier list w bijatykach. Patrząc na listy widzimy które postacie teoretycznie są najmocniejsze w grze (na co również wpływa wiele czynników), jednak nie oznacza to, że postacie z dołu listy są do niczego. Niech przykładem będzie ostatni turniej Tekken World Tour, gdzie wygrał gracz… Pandy – jednej z najgorszych postaci na wszystkich tier listach.  Odnosząc to do mojej listy – nawet tytuły będące na niżej stopniem tier liście są w pełni grywalne i dają sporo radości, po prostu inne pozycje bardziej do mnie przemawiają. Dodatkowym plusem jest ograniczenie bezcelowej krytyki w stylu „hurr durr XYZ wcale nie jest lepsze od ABC!”.

Co ma dla mnie największe znaczenie

Nie zawsze da się określić dlaczego dana gra przypadła ci do gustu, a czemu nie. Czasem teoretycznie wszystkie cechy powinny ci się spodobać, w praktyce brakuje tego „czegoś”. Postaram się jednak wymienić cechy, na które zawsze zwracam uwagę dobierając tytuły tego typu.

a) Skalowanie – umówiliście się na partyjkę 4-osobową i jednej osobie coś wypadło? Jeśli w takich sytuacjach jesteśmy zmuszeni do wyciągnięcia innego tytułu to moja ocena zwykle drastycznie spada. Słowo-klucz „zwykle”.

b) Złożoność zasad – zawsze byłem zdania, że stworzenie gry z całą masą reguł nie jest aż tak trudne. Dużo trudniej jest ograniczenie natłoku zasad przy jednoczesnym utrzymaniu sporej decyzyjności. Dobrze napisane i łatwe do ogarnięcia zasad są dla mnie ogromną zaletą.

c) Czasy trwania gry oraz tury graczy – mój próg pełnego skupienia na grze bez przerwy to około 4h. Powyżej jestem już zwykle zbyt zmęczony umysłowo, by w 100% ogarniać sytuację na stole. Dlatego preferuje gry, które można zakończyć w około 2h. Po krótkiej przerwie mogę wtedy spróbować kolejnej partii :-)

d) Negatywna interakcja – chyba mój najważniejszy punkt. Robienie sobie na złość na wiele sposobów jest dla mnie chyba najważniejszą cechą gier w ogóle. Jasne, lubię czasem pograć sobie w coś „pasjansowatego”, ale to właśnie wbijanie sobie noży w plecy jest dla mnie najlepszą zabawą. Im więcej mamy możliwości wkopania przeciwnikowi, tym lepiej.

e) Losowość – area controle to gry strategiczne i nic tak nie drażni, jak nadmierna losowość w stosunku do czasu gry. Podstawą jest dla mnie odpowiednie planowanie, choć oczywiście pewna doza ryzyka jest jak najbardziej wskazana.

Pozostałe cechy, jak np. wykonanie czy asymetryczność, mają dla mnie drugorzędne znaczenie.

Cyklady plansza
Cyklady

Kompletność listy

Czy lista jest kompletna w 100%? Nie. I pewnie nigdy nie będzie. Szansa na to, że ogram wszystkie  tytuły tego typu (nawet jeśli zakupowo głównie na to się nastawiam) jest minimalna, poza tym nadal wychodzą kolejne tytuły. Chciałbym jednak z czasem ową listę uzupełnić, dlatego przedstawię tu wcale nie tak krótką listę gier area control, które mam na radarze wraz z wątpliwościami czy warto je kupić. Bardzo chętnie posłucham głosów za i przeciw odnośnie tych tytułów (te gry znam jedynie z filmów z rozgrywki).

  1. Tsukuyumi – gra wygląda bardzo ciekawie, od jakiegoś czasu na rynku dostępna była wersja ze „stojaczkami”, obecnie na Kickstarterze trwa zbiórka na wersję figurkową. Prędzej czy później ten tytuł trafi na moją półkę, chociaż cena (300zł za wersję „stojaczkową”) nieco boli. Dodatkowo czas rozgrywki wydaje się długi. Priorytet zakupu: ŚREDNI
  2. Path of Light and Shadow – połączenie gry cywilizacyjnej, zarządzania ręką oraz area control brzmi bardzo oryginalnie. I ryzykownie. Nie pomaga również fakt małej liczby recenzji w sieci. Priorytet zakupu: NISKI
  3. Battle for Rokugan – nie porywa mnie gameplayowo, opinie są dość skrajne (jedni kochają, drudzy nienawidzą). Mam również wrażenie, że zbyt blisko jej do Gry o Tron, żeby autentycznie mnie zainteresować. Priorytet zakupu: B.NISKI
  4. El Grande – klasyk, w który bardzo chętnie bym zagrał. Niemniej jedna z gier na mojej liście podobno jest ciekawszą kopią rozwiązań El Grande, dlatego też mój priorytet zakupu określę jako NISKI
  5. D&D: Assault of Giants – kapitalne uniwersum, dość ładne figurki i ciekawy temat…brzmi intrygująco. Niestety, spotkałem się ze sporą liczbą negatywnych recenzji, a cena również nie nastraja optymizmem (około 280zł). Priorytet zakupu: NISKI
  6. Sid Meier’s Civilization: The Board Game – Cywilizacja na planszy od bardzo dawna leży w granicach mojego zainteresowania. Ba, raz nawet prawie zagrałem! Niestety zrezygnowaliśmy z rozgrywki podczas setupu. Mam jedynie jedną wątpliwość, która powstrzymuje mnie od zakupu – czas trwania gry. Obawiam się, że będzie on zbyt długi. Priorytet zakupu: ŚREDNI
  7. Clash of Cultures – właściwie kopiuj/wklej powyżej pozycji. Aspekt cywilizacyjny bardzo kusi, ale czas trwania rozgrywki zniechęca. Priorytet zakupu: ŚREDNI
  8. D&D: Conquest of Nerath – kolejna gra w lubianym przeze mnie uniwersum, w tym przypadku przed zakupem powstrzymuje mnie narzekanie graczy i recenzentów na przesadną losowość. Priorytet zakupu: NISKI.
  9. Hyperborea – tutaj właściwie jedynym problemem jest dostępność – pozostaje mi wyłącznie polowanie na używany egzemplarz. Mechanicznie gra prezentuje się bardzo ciekawie i prawdopodobnie będę polował na ten tytuł. Priorytet zakupu: WYSOKI.
area control
Tsukuyumi wygląda bardzo interesująco

GOD TIER (S)

God tier, czyli najchętniej wyciągane przeze mnie gry planszowe typu area control. Zawsze będą dla mnie pierwszym wyborem i to właśnie je proponowałbym znajomym do zakupu.

  1. Chaos w Starym Świecie – Dla mnie największymi plusami Chaosu są fantastyczny klimat Warhammera Fantasy, silna asymetria frakcji oraz spora dawka negatywnej interakcji. Niewiele gier w ogóle może równać się z frajdą, jaką daje Chaos w Starym Świecie. Szkoda, że gra nie jest już wydawana.W kwestii minusów – przygotowałem kiedyś cały tekst, który przeczytać możecie TUTAJ
  2. Szogun/Wallenstein – w kwestii plusów i minusów Szoguna odsyłam TUTAJ. W tym miejscu zaznaczę tylko, że dla mnie największym plusem Szoguna są przystępne zasady – ich wytłumaczenie zajmuje dosłownie chwilkę i łatwo jest wrócić do tego tytułu. Nadmienię też, że główna różnica pomiędzy Szogunem i Wallensteinem to zupełnie inna mapa, wymagająca nieco innego sposobu grania. Nie sprawdzałem stworzonego na podobnych zasadach Immortals!
  3. Imperial 2030 – bardzo oryginalna gra, różniąca się znacząco od innych w tym zestawieniu. Trudno mi znaleźć inny tytuł, w którym negatywna interakcja jest tak silna, choć w praktyce odbywa się ona za kulisami głównej planszy – w postaci podkupywania udziałów. Niestety sam tytuł zbyt piękny nie jest, a i rozgrywka potrafi trwać ładnych kilka godzin. Po szczegóły odsyłam TUTAJ
  4. Kemet – pozycja na liście uwzględnia dodatek Ta-Seti, nadal czekam na Setha. Dla mnie największym plusem jest ciągła walka i świetny mechanizm piramid. Więcej o grze TUTAJ
  5. Tyrants of Underdark – bardzo długo wstrzymywałem się z zakupem, ale teraz nie żałuję wydanych pieniędzy. Połączenie deck-buildingu z area controlem brzmiało dziwnie, ale w praktyce sprawuje się fantastycznie. Proste zasady, krótki czas gry (około godziny)… jestem pod wielkim wrażeniem. Recenzja i głębsze wrażenia powstaną, jak w końcu dotrze do mnie dodatek.

    Imperial 2030 mapa
    Imperial 2030

HIGH TIER (A)

Bardzo dobre gry, w które chętnie zagram, o ile nie mam w pobliżu GOD TIERÓW. Bez wątpienie warto jest sprawdzić/zakupić.

  1. Pan Lodowego Ogrodu – dużym plusem PLO jest asymetryczność frakcji. Fani książki mówią również, że mamy tu mocno wyczuwalny klimat (nie mogę stwierdzić, nie czytałem). Osobiście przeszkadzają mi niuanse (jak np. płacenie za walkę), ale do gry zawsze chętnie usiądę. Więcej wrażeń TUTAJ.
  2. Mare Nostrum: Imperia – pierwsze Mare Nostrum było moją pierwszą nowoczesną grą planszową, jednak z czasem okazała się lekko zepsuta w pewnych aspektach. Imperia naprawia całą sytuację wprowadzając wiele usprawnień do rozgrywki. Właściwie mogę przyczepić się do jednej rzeczy – rozgrywka może trwać naprawdę długo. Więcej o Mare Nostrum: Imperia TUTAJ.
  3. Godfather: The Board Game – bardzo przyjemne połączenie gry worker placement z area controlem, które zebrało baty za… nie bycie Ojcem Chrzestnym. I w gruncie rzeczy słusznie, wykorzystanie takiego, a nie inne wzorca odbiło się grze czkawką, a pojawiający się na KAŻDEJ karcie Marlon Brando tylko irytował. Natomiast mechanicznie mamy do czynienia z naprawdę dobrym, w miarę szybkim tytułem. Polecam każdemu przynajmniej sprawdzenie tej gry.
  4. Inis – w pewnym momencie hype na ten tytuł osiągnął niebotyczne wręcz rozmiary. Gra, moim zdaniem, jest chwalona nieco na wyrost. Co nie oznacza, że to słaby tytuł. Inis nadal jest bardzo dobrą grą, jednak moim zdaniem brakuje tu troszkę ciekawszych rozwiązań. Moja recenzja, jeszcze angielskiej wersji, TUTAJ.
  5. Cry Havoc – tu z kolei mamy do czynienia z tytułem, który otrzymał zdecydowanie za mało miłości od fanów w Polsce. Muszę przyznać, że recenzje oraz opis zasad niespecjalnie do mnie przemawiał – gra przeleżakowała na półce prawie 2 lata. Ostatecznie jednak zagrałem (razem z dodatkiem) i byłem bardzo zadowolony z rozgrywki. Frakcje są mocno asymetryczne, zasady wbrew pozorom dość proste, walka bardzo przyjemna. Niestety gra właściwie wymaga od nas grania w stałym, zapoznanym z tytułem składzie. Świeżak zawsze będzie odstawał. Sam czas rozgrywki również do najkrótszych nie należy.
  6. Age of Conan – mój niedawny zakup, w którym zakochałem się od pierwszej rozgrywki. To był moment, w którym po prostu „zatrybiło”, mimo że gra ma naprawdę sporo minusów, takich jak diabelnie długi czas rozgrywki czy losowość akcji (co nie każdemu odpowiada). Mimo to daje frajdy co nie mała, zwłaszcza dzięki przyjemnemu systemowi walki. Recenzja ukaże się na serwisie kiedy wreszcie dotrze do mnie dodatek :-)
  7. Lords of Hellas – polski hit to naprawdę kawał porządnej gry, choć nie jest pozbawiony pewnych pomniejszych map. Jeśli chcesz mieć na stole coś, co wygląda po prostu fenomenalnie to Lords of Hellas jest naprawdę dobrym wyborem. Do tego jako jedna z nielicznych gier Area Control posiada tryb solo. Więcej o grze TUTAJ

    Cry Havoc
    Cry Havoc

MID TIER (B)

W pewnych kręgach mogą się sprawdzić i mogą dać sporo radości… nawet więcej niż wcześniej wymienione gry, choć sam osobiście uważam je za słabsze.

  1. Small world – jest to chyba najlepszy area control dla początkujących, do tego możemy go uzupełnić o całą masę dodatków. Dużym plusem jest również bardzo ładne wykonanie elementów. Niestety, dla doświadczonych graczy będzie na dłuższą metę za prosta. Recenzja TUTAJ
  2. Rising Sun – negocjacyjna gra Langa mojego serca nie zdobyła, ale grało mi się w nią naprawdę przyjemnie. Bardzo podobał mi się aspekt zawierania sojuszy, walka bardzo podobna do tej z Cry Havoca oraz wyśmienite figurki. Po pewnym czasie miałem pewne wątpliwości co do niektórych aspektów gry (granie poza sojuszem, umiejętności frakcji), jednak nadal uważam, że nad Rising Sun warto się pochylić.
  3. Tammany Hall – kilka linijek tekstu wyżej wspomniałem, że nie jestem aż tak bardzo zainteresowany zakupem El Grande, ze względu na (podobno) podobieństwo do innej gry. Tą właśnie grą jest Tammany Hall, gdzie naszym zadaniem jest wygrywanie kolejnych elekcji na burmistrza Nowego Yorku. Temat kapitalny, sama rozgrywka również bardzo przyjemna, choć trochę sucha. O wrażeniach poczytacie TUTAJ.
  4. 2019: The Arctic – gdyby postarano się o ładniejsze wykonanie i sensowną rozgrywkę na dwie osoby to mielibyśmy do czynienia z naprawdę hitowym tytułem. Zamiast tego mamy niespecjalnie urodziwy, ale dobry tytuł działający w składach 3-4 osobowych. Recenzję 2019: The Arctic znajdziecie TUTAJ.
  5. Fief – pod względem możliwości chyba żadna gra na liście nie daje tyle, co Fief. Jest to jednak okupione ogromnym kosztem – zasady nie należą do super łatwych do ogarnięcia, a sama rozgrywka trwa naprawdę długo. Jeśli masz kupę czasu, stałą i dość szeroką ekipę, to popatrz na Fiefa. Recenzja TUTAJ.
  6. Blood Rage – gra była reklamowana jako killer Chaosu w Starym Świecie… ale w praktyce jest czymś zupełnie innym. Na pewno plusem jest to, że możemy grać w niewielkim składzie osobowym, a sam tytuł wygląda bardzo dobrze. Dla mnie brakuje tu niestety przyjemnej rzezi. Za mało mięsa. Moja recenzja TUTAJ
  7. Gra o Tron 2ed. – od razu przyznaje się bez bicia – grałem tylko w podstawkę. Gra powszechnie uznawana jest za must try i wzór negatywnej interakcji. Moim zdaniem nieco na wyrost, bo właściwie większość zagrań jest obecna w moich partiach w dowolną grę typu area control. Mind games i łamanie sojuszy to podstawa. Nie mniej doceniam wkład, jaki Gra o Tron ma w zachęcenie ludzi do uczestnictwa w zabawie zwanej area control, dodatkowo podoba mi się system ukrytych rozkazów.
  8. Clockwork Wars – gra, która właściwie przeszła bez echa. Czemu niespecjalnie się dziwię, ponieważ nie widzę jakiegoś aspektu, w którym wyróżnia się na tle konkurencji. Jeśli jednak damy jej szansę, to będziemy mieć w swojej kolekcji bardzo przyzwoite i szybkie area control z ciekawym systemem wsparcia czy ukrytego zagrywania rozkazów. Moja recenzja Clockwork Wars TUTAJ.
  9. Cywilizacja: Nowy Początek – dla wielu jest to zapewne mocno kontrowersyjny wybór, ale moim zdaniem ostatnia „Civka” w pełni zasługuje na miejsce na tej liście. Ogromnym plusem gry jest podstawowy mechanizm (o którym poczytacie w mojej recenzji TUTAJ), który jest chyba najlepszą mechaniką, jaką widziałem w grach planszowych EVER. Głównym minusem jest niespecjalnie ciekawa walka oraz potraktowany po macoszemu aspekt „cywilizacyjny”.
  10. Root – niebawem gra zawita na nasze stoły w polskiej wersji językowej za sprawą wydawnictwa Portal, ja zaś miałem okazję w kilku partiach zapoznać się z grą już teraz. Root to niewątpliwie silnie asymetryczny tytuł, zdecydowanie przeznaczony dla przynajmniej średnio-doświadczonych graczy. Nie zgodzę się natomiast z zarzutami o powtarzalności rozgrywki (to jest bardzo zależne od graczy), ani o „godzinnym tłumaczeniu” zasad – wystarczy rozegrać kilka kontrolnych rund i już można zagrać. Ogólne wrażenia miałem jak najbardziej pozytywne, choć nieco brakowało mi tego „czegoś”. Niemniej dam grze jeszcze szansę w polskiej wersji :-)

    Root area control
    Zdjęcie gry Root udostępnione dzięki uprzejmości Planszówki we dwoje.Czekamy na polską wersję!

Poza listą, czy jak ktoś woli, GARBAGE TIER (C i niżej)

Gry, których raczej bym nie polecił, są one w najlepszym wypadku przeciętne. Wszystkie powyższe tytuły moim zdaniem są od nich lepsze.

  1. Scythe – wiem, że jest to uwielbiany przez wielu tytuł, ale nie mam kompletnie pojęcia dlaczego. Widzę, że mechaniczne wszystko tu działa, ale gra jest okrutnie wręcz obdarta z jakichkolwiek emocji i po prostu nudzi. Byłem przygotowany na „euro”, jednak mimo to byłem srogo rozczarowany. Moim zdaniem to nie jest dobre area control, to nie jest dobre euro, to nie jest dobra gra. Jedynym plusem są naprawdę kapitalne ilustracje.
  2. Mythotopia – Deck building i area control, jak pokazał Tyrant of Underdark, może być udanym połączeniem. W Mythotopii niestety tego nie zobaczyłem. Sam tytuł owszem, jest ciekawy, ale jest mu daleko do bycia dobrym, to po prostu przeciętna gierka.
  3. Cyklady – podobno dodatki poprawiają sytuację, jednak trudno oczekiwać, że wydam kolejne 150zł, żeby naprawić poprawną grę. Prawda jest taka, że gdyby nie popularność tytułu to Cyklady już dawno zostałyby zapomniane. To dobry tytuł na start zabawy z gatunkiem, ale na dłuższą metę nie wytrzymuje konkurencji. Moje wrażenia z szerszym wypunktowaniem minusów TUTAJ.
  4. Warrior Knights – ta gra mogła być czymś wspaniałym. Możliwości daje chyba jeszcze więcej niż Fief. Niestety, wszystko to, co gra ma do zaoferowania zostaje zaprzepaszczone przez ogromną losowość i naprawdę długi czas gry. Osobiście Warrior Knights zajmuje miejsce w moim serduszku, ale to nie jest na tyle dobra gra, by ją bez dłuższego wahania polecać.
  5. Might&Magic: Heroes – może tego nie widać, ale jestem psychofanem serii Heroes of Might&Magic, a szóstka, na której bazuje gra, jest moją najczęściej graną częścią po „trójeczce”. To, czym mogła być ta gra, a to, czym jest, to dwie osobne rzeczy. Zupełnie nie wykorzystano potencjału serii, dając nam przydługi, ledwie poprawny tytuł ze skopanymi założeniami. Moje wrażenia TUTAJ.

    Might and Magic: Heroes

Macie dla mnie jeszcze jakieś ciekawe propozycje gier area control? Dajcie znać, chętnie zobaczę co, gdzie i jak. Mam nadzieję, że powyższa lista będzie dla Was przydatna i pomoże w ewentualnym wyborze kolejnego tytułu.

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej