WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ

Recenzja serialu Bridgertonowie – 1 sezon to kostiumowy romans z nowoczesnym sznytem

Recenzja serialu Bridgertonowie – 1 sezon to kostiumowy romans z nowoczesnym sznytem

Na etapie zwiastunów Bridgertonowie byli dla nie czymś w rodzaju kostiumowej Plotkary. Nie oczekiwałam po nim nic więcej poza pięknymi strojami, romantyczną historią i nutką skandalu. Okazało się jednak, że jest w tym serialu o wiele, wiele więcej niż mogłam przypuszczać. Uwaga, recenzja zawiera spoilery.

Bridgertonowie zaczynają się jak każdy inny romantyczny dramat z epoki

Od razu zaznaczę, że kompletnie nie znam książkowego pierwowzoru Julii Quinn, więc podchodziłam do serialu na świeżo, nie wiedząc czego mogę się spodziewać. Jasne, zwiastuny mnie nakierowały i oczekiwałam przyjemnego, zupełnie niekomplikowanego kostiumowego dramatu, któremu postać pokroju plotkary dodaje pikanterii. Jednak pojedyncze dramaty i skandale będą głównym tematem serii bez jakichś głębszych przemyśleń czy filozofii. Mile się zaskoczyłam, bo choć Bridgertonowie zaczynają się dokładnie tak jak wiele podobnych historii, to im dalej w las tym różnic jest o wiele więcej.

Akcja toczy się w Londynie, w 1813 roku i skupia się na dwóch rodzinach – tytułowych Bridgertonach i Featheringtonach. Obie rodziny mają córki, które w tym roku będą miały swój debiut przed królową Charlotte (Golda Rosheuvel). Lady Featherington (Polly Walker) stroi córki Penelope (Nicola Coughlan), Prudence (Bessie Carter) i Philippę (Harriet Cains). Hrabina wdowa Bridgerton (Ruth Gemmell) wiele nadziei pokłada w pięknej Daphne (Phoebe Dynevor). Wszystkie cztery dziewczyny pięknie ubrane zostają przedstawione na dworze, ale tylko Daphne udaje się zdobyć uznanie królowej, co otwiera jej drzwi dla wielu zalotników.

Wydawałoby się, że właśnie wokół znalezienia męża będzie toczyć się cała akcja, a komentarze na temat wyższej sfery codziennie wypisywane w biuletynie przez tajemniczą Lady Whistledown i wygłaszane przez Julie Andrews dodają pikanterii. Z czasem dochodzi więcej warstw. Obserwujemy jak Daphne zmaga się z nadopiekuńczym bratem Anthonym, który odprawia każdego jej zalotnika, a sam nie jest w stanie się ustatkować z powodu miłości do kobiety niższego stanu. Do Featheringtonów przyjeżdża kuzynka ze wsi, która nieźle namiesza w londyńskiej socjecie, a na salony z przytupem wkracza problematyczny książę Simon (Rege-Jean Page). Przez osiem odcinków obserwujemy nie tylko Daphne i jej udawane zaloty z księciem (wszyscy wiemy, jak się one skończą), ale również dużo istotniejsze wątki.

Przez pryzmat sztywnych, bardzo pruderyjnych zasad rządzących tamtym światem widzimy jak niewiele kobiety miały wówczas do powiedzenia, że ich rola ograniczała się do wyjścia za mąż. Dowiadujemy się jak niewiele trzeba, by stracić honor, bo pozostawanie sam na sam z mężczyzną może doprowadzić do tego, że kobieta zostanie uznana za „zbrukaną”. Z każdym kolejnym odcinkiem widzimy, że osoby myślące inaczej i niechcące się przystosować mają w życiu bardzo ciężko. I nie dotyczy to tylko kobiet. Jednak to kobiety są tutaj w centrum uwagi – piękne, silne dziewczyny, które o prawdziwym życiu wiedzą niewiele, a o seksie kompletnie nic, przez co z chwilą ślubu wkraczają w zupełnie obcy dla nich świat.

Czytaj też: Recenzja serialu Obce światy
Czytaj też: Recenzja filmu Mosul – kolejna udana współpraca Netflixa i braci Russo
Czytaj też: Recenzja filmu Bal – ważny temat, gwiazdorska obsada i Ryan Murphy

Bardzo ciekawym elementem serialu jest kwestia rasowa

Dramaty z epoki przyzwyczaiły nas do jasno określonych standardów. Tymczasem Bridgertonowie wprowadzają sporo zamieszania, bo wśród londyńskiej socjety, a nawet na samym tronie znajdziemy osoby ciemnoskóre. Ja wiem, że zaraz zaczną się komentarze pokroju „wszędzie ta poprawność polityczna”, ale twórcy nowego serialu Netfliksa poradzili sobie z tym w sposób świetny. Rasowa integracja szlachty jest wynikiem miłosnej historii. Król Jerzy III pokochał Charlotte, kobietę o ciemniejszym kolorze skóry. Doprowadziło to do przyznania tytułów wielu osobom ciemnoskórym, w tym ojcu księcia Simona. Jest to fantazja twórców, jednak silnie pomieszana z historią, bo wspomina się tu o koloniach Brytyjskich, a także o pochodzeniu wielkich majątków arystokracji. Jestem bardzo ciekawa jak wiele czasu zajęło mieszkańcom tej alternatywnej rzeczywistości wyzbycie się rasizmu.

Podoba mi się również fakt, że pomimo jednej retrospekcji dotyczącej ojca Simona kwestia rasowa nie odgrywa tutaj większego znaczenia. Pojawia się kilka wzmianek, w których bohaterowie wspominają, że ciemnoskórzy muszą starać się bardziej niż biali, jednak osiągnięto w naturalny sposób poziom, w którym kolor skóry nie odgrywa większego znaczenia. Przynajmniej tymczasowo, bo niektórzy zdają sobie sprawę, że „pańska łaska na pstrym koniu jeździ” i może się to odwrócić w każdej chwili. Mimo wszystko nie uświadczymy tu żadnego prześladowania na tle rasowym.

Bridgertonowie, podobnie jak Wielka, skupiają się na sytuacji kobiet

Spory nacisk serial kładzie na pojedyncze postaci kobiece, ale i na kobiety ogółem. Każda z bohaterek jest inna i na swój sposób bardzo ciekawa. Daphne wydaje się zapatrzoną w sobie dziewczyną, której zależy jedynie na małżeństwie. Stara się żyć w świecie, w którym musi i dostosować się do jego realiów. Jednocześnie pragnie miłości, co w tamtych czasach raczej nie było tożsame ze ślubem. Jest przykładem braku niewiedzy w sprawach seksualnych i zagubienia, którego doświadczały dziewczęta w tamtych czasach, gdy wkraczały w dorosłość. Lady Whistledown pełni rolę epokowej Plotkary, ale jest również symbolem wolnego myślenia, które u kobiet nie było pożądane, zwłaszcza w połączeniu z pisaniem. Podobną postacią jest Eloise, siostra Daphne (Claudia Jessie). Kobiety w serialu Bridgertonowie są bardzo różne i pragną różnych rzeczy. Nie każda jest piękna, nie każda ma majątek, jednak każda, bez względu na wygląd i wiek ma jakieś marzenia.

Oczywiście główną rolę odgrywa tutaj melodramat. Podstęp, a potem rodzące się pomiędzy Daphne i Simonem uczucie, na którego drodze stoją demony przeszłości, z którymi zmaga się książę. W tle inni bohaterowie przezywają swoje miłostki i romanse, jedne ściśle podporządkowane konwenansom, inne zaś łamiące je, a przez to z góry skazane na niepowodzenie.

Czytaj też: Recenzja Death to 2020 – Giń, 2020! marnuje komediowy potencjał ubiegłego roku
Czytaj też: Recenzja filmu Wszyscy moi przyjaciele nie żyją
Czytaj też: Recenzja filmu Chemical Hearts

Nowy serial Netfliksa ogląda się z ogromną przyjemnością

Połączenie starego z nowym jakie serwują nam Bridgertonowie sprawia, że trochę zmieniamy podejście do klasycznych opowieści rodem z Jane Austem. Odmienne spojrzenie na epokę sprawia, że w tym serialu jest wiele świeżości, a seans po prostu sprawia przyjemność. Wieloma elementami można się zachwycać, a kostiumy i scenografie sprawiają, że chciałoby się choć kilka dni spędzić w takim świecie. Jednocześnie piękne tło nie przykrywa problemów i absurdów życia w tamtych czasach, tylko świetnie się z nimi łączy.

Podsumowując, pierwszy sezon Bridgertonów może ma kilka wad i do kilku rzeczy można się przyczepić, jednak zarówno fabularnie jak i aktorsko jest serialem godnym polecenia. Ma w sobie więcej niż może wydawać się na pierwszy rzut oka, a przy tym nie popada w przesadę. Jestem bardzo ciekawa dalszych sezonów, bo Daphne ma przecież jeszcze siódemkę rodzeństwa. Niektórych z nich trochę już poznaliśmy i można być pewnym, że ich historie tak naprawdę nadal się nie rozpoczęły, a poza tym Lady Whistledown jeszcze nie napisała ostatniego słowa

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News