WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Rozrywka

Recenzja serialu Stargirl – sezon 1, odcinek 6

Najnowszy odcinek Stargirl dobitnie uświadamia widzom, a także i samym bohaterom, że nie są grupą herosów, tylko nastolatkami w fajnych kostiumach i z nowymi umiejętnościami. Normalnie mogłoby to razić, ale w tym serialu twórcy stawiają na pewien realizm i doskonale im to wychodzi. Uwaga, recenzja spoilerowa.

Poprzedni epizod zakończył się znalezieniem przez Pata ukradzionych z siedziby JSA superbohaterskich suwenirów. Oczekiwaliśmy jakichś kłótni i zapewne szlabanu, który w podobnych sytuacjach pojawia się najczęściej. Zamiast tego Courtney dostaje gorszą karę, rozczarowanie ojczyma. W kontekście ich rozwijającej się relacji ojciec-córka znaczy to o wiele więcej niż konfrontacja słowna. Nasza główna bohaterka ma w sobie sporo fanatyzmu, więc ciężko przypuszczać by krzyki przemówiły jej do rozsądku. Court jest nastolatką, która znalazła nowych przyjaciół i fajne hobby, może trochę niebezpieczne, ale fajne. I ma cel, a cel w wieku nastoletnim ma ogromne znaczenie. Nie jest głupia, pamięta śmierć kolegi, wie że walka z Injustice Society jest niebezpieczna, ale nie do końca to do niej trafia. Dlatego taktyka Pata jest tak skuteczna. Ciche rozczarowanie jej zachowaniem daje bohaterce do myślenia.

Czytaj też: Wszystko się ze sobą łączy w trzecim sezonie Dark – recenzja finału serialu

Stargirl odcinek 6 zdjęcia, Stargirl odcinek 6 premiera, Stargirl zdjęcia z serialu

Nie oznacza to oczywiście, że ona i jej przyjaciele zaprzestaną zabawy w herosów. Nic z tych rzeczy. Szósty odcinek rzuca nam światło na młodych superbohaterów, którzy zaczynają dzięki sekretnej tożsamości lepiej radzić sobie ze swoimi problemami. Nie chodzi jednak o karanie innych czy zemstę, a odnalezienie własnego ja, pozyskanych przyjaciół i możliwość wysłuchania. Yolanda już nie myśli o sobie jak o kimś, kogo wstydzą się rodzice. Beth może się w końcu wygadać i nikt jej nie ucisza a Rick czuje więź ze swoim zmarłym ojcem. Musimy pamiętać, że to nadal banda dzieciaków w fikuśnych strojach i z supermocami. Twórcy o tym nie zapominają, dlatego ich problemy nie są ignorowane i zajmują ważne miejsce w serialu. Choć w tym odcinku już tak się na nich nie skupiamy, bo przyszedł czas na zupełnie nowych złoczyńców.

Stargirl odcinek 6 zdjęcia, Stargirl odcinek 6 premiera, Stargirl zdjęcia z serialu

Młoda obsada Justice Society of America, w pięknych kostiumach z zapałem w sercu przystępują do pierwszej misji. Ich celem jest Grambler, który wydaje się bardzo niegroźny. Siedzi sobie przy komputerze, wcina słodkości i hakuje. Łatwy cel, prawda? Naszym bohaterom tak się tylko wydaje, ale wkrótce na scenę wchodzi szalone małżeństwo złoczyńców – Tigress i Sportsmaster, a nasi bohaterowie boleśnie przekonają się, że do prawdziwych herosów to im jeszcze bardzo daleko. Krótko mówiąc – dostają nieźle w kość. To bardzo miła odmiana po klasycznym modelu prezentowanym w komiksowych produkcjach, jednak Geoff Johns już dawno pokazał, że w Stargirl nie chce iść jak wszyscy. Od początku daje nam do zrozumienia, że serial nie opowiada o herosach pokroju Wonder Woman czy Batmana, a o nastolatkach, którzy o walce ze złoczyńcami wiedzą tyle co nic. Nie dostajemy więc jakichś wydumanych scen z bajecznie fantastyczną choreografią. Tigress i Sportsmaster radzą sobie z dzieciakami w kilu zgrabnych ruchach. Nie uświadczymy tu kiczowato dramatycznych momentów rodem z innych seriali DC. Przekaz jest prosty – Stargirl, Wildcat, Dr Mid-Nite i Hourman mają może świetne kostiumy i supermoce, ale kompletnie nie znają się na walce ze złoczyńcami. I łatwo przejrzeć jaką drogą idą twórcy jeśli chodzi o fabułę, to jednak nie zaburza nam odbioru serialu, w którym klimat komiksowy przeplata się z pewnym realizmem. Geoff John nie łamie schematów, ale zdecydowanie wybiera te mniej wyświechtane.

Stargirl odcinek 6 zdjęcia, Stargirl odcinek 6 premiera, Stargirl zdjęcia z serialu

Niedoświadczenie i młody wiech bohaterów podkreśla moment, w którym S.T.R.I.P.E. przybywa im na ratunek. Pat gra tu rolę etatowego rodzica, który musi wybawiać swoje krnąbrne dzieciaki z kłopotów. Jednocześnie i on i my wiemy, że to jeszcze nie koniec. Raczej nie powinniśmy się spodziewać pojawienia kolejnych starych członków Injustice, ale wymiana pokolenia złoczyńców sygnalizowana jest od dawna. W poszczególnych odcinkach, gdzieś na marginesie prezentuje się nam dzieci antagonistów, które powoli uaktywniają swoje moce. A jeśli dobrze się przyjrzymy, twórcy niektórym z nich dają świetne powody do czynienia zła. Pobity ojciec w szpitalu, martwa matka i szczytny cel ojca. Przedstawiona nam w tym odcinku córka Sportsmastera i Tigress jest zaś rozpieszczonym, hołubionym dzieckiem, które z pewnością pójdzie w ślady rodziców. Oczywiście twórcy mogą nas jeszcze zaskoczyć i któregoś z nich przekabacić na dobrą stronę. Jednak jeśli się tak nie stanie to i tak nie będę narzekać. Stargirl jest tak przyjemnym i angażującym serialem, że nawet taka schematyczność mu jakoś bardzo nie zagraża.

Stargirl nadal trzyma poziom dobrego, przyjemnego serialu pełnego ciekawie przedstawionych bohaterów i zgrabnie rozwijanych relacji. Jest w tym sporo realizmu, który jednak nadal trzyma się w ramach produkcji komiksowej, ale nie skłania się do przesady w żadną stronę. Twórcom świetnie wychodzi przedstawianie nastolatków na drodze do stania się bohaterami. A sama droga pełna jest porażek i potknięć, które mają ich nauczyć współpracy i poważnego traktowania zagrożenia.

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News