Recenzja The Last of Us Part 1

the last of us part 1

The Last of Us Part 1 trafiło na PlayStation 5. Sprawdźcie zatem, czy produkcja Naughty Dog to tytuł, który warto ponownie kupić?

Jakie jest The Last of Us Part 1?

Podobno produkcja The Last of Us Part 1 nie przebiegała tak, jak zwykle wygląda historia tworzenia gier Naughty Dog. Za projekt kompletnego odnowienia gry, według przecieków, odpowiadało początkowo inne studio, które nie wykonywało swojej pracy najgorzej, ale jednak do projektu o takiej skali jak The Last of Us, pomoc Naughty Dog okazała się w końcu niezbędna.

Oczywiście nie jest tak, że gry Naughty Dog są w stanie stworzyć tylko deweloperzy pracujący w Santa Monica. Uncharted: Złota Otchłań przeznaczone na PlayStation Vita stworzyli ludzie z Bend Studio (które potem dało nam np. Days Gone). The Last of Us Part 1 trafiło ostatecznie do miejsca, z którego pochodzi i nad grą dłubali oryginalni twórcy.

Czytaj też: Najciekawsze premiery gier – sierpień 2022

Czy w The Last of Us Part 1 widać, że tytuł zmienił na jakimś etapie dewelopera? Ani razu podczas rozgrywki nie poczułem takiego problemu. Nowa-stara produkcja Sony to ponownie tytuł kojarzący się z grami ekskluzywnymi, przeznaczonymi na tę platformę. Poziom gier od niebieskich, jest w ostatnich latach niezwykle wysoki i tutaj ponownie otrzymujemy dzieło, które sprawia, że inne produkcje wypadają blado. Nawet wydane po latach pecetowe wersje gier Sony wciąż zdobywają najwyższe oceny. Wystarczy przytoczyć tutaj przykład niedawno wydanego Spider-Mana, który na Steam może pochwalić się „przytłaczająco pozytywnymi” ocenami. Niesamowity wynik, który tylko pokazuje jaką jakość reprezentują gry na PlayStation. The Last of Us Part 1 też trafi w przyszłości na komputery PC i jestem pewny, że gracze będą zaskoczeni poziomem wykonania tytułu.

Oprawa graficzna znów sprawia, że łapiemy się za głowę, obserwując animacje postaci, a rewelacyjnie wyreżyserowane sekwencje gameplayowe czy zwykłe cutscenki sprawiają, że ręce same składają się do klaskania. Jedyne, do czego można by się tutaj przyczepić, to coś, czego zapewne niewolnikami stali się deweloperzy. Moc PlayStation 3 wymuszała pewne ograniczenia w projektowaniu lokacji i te same miejsce przeniesiono na PlayStation 5, oczywiście, wyglądają fantastycznie, ale czuć, że autorzy na pewien sposób stali się niewolnikami starego designu. Czasem aż chciałoby się samemu poprawić dane lokacje, aby ich układ był ciekawszy, ale w końcu gra odtwarza to, co już było kiedyś, więc ręce pozostają związane.

Czytaj też: Recenzja Odrodzenie. Czy tak wygląda idealne sci-fi?

PlayStation 3 wymusiło na twórcach takie, a nie inne projekty poziomów i choć wszystko jest otoczone nowoczesnymi rozwiązaniami, to jednak gdzieś tam czuć, że mamy do czynienia z grą sprzed lat. To nie jest The Last of Us Part 2, które zabierze Was w przeróżne miejsca, zaskakując projektami poziomów. Czuć, że gdzieś tam głęboko jest to gra z 2013 roku

Udźwiękowienie to kwestia, o której jakość nie musicie się martwić. Cała masa ustawień najdrobniejszych aspektów gry jest zawsze przeze mnie ceniona, a w The Last of Us Part 1 Sony znów pokazuje, że pamięta o osobach niepełnosprawnych, implementując technologie pozwalające osobom niedowidzącym ukończyć grę

Po co powstało The Last of Us Part 1?

Szybko odpowiadając na to pytanie – bo mogło. Teraz osoby, które jeszcze nie ograły tej części, mają najlepszą opcję na przejście tej produkcji. Oczywiście, istnieje The Last of Us Remastered z PlayStation 4, ale to nie to samo. Remake wprowadza sporo udogodnień w rozgrywce, która sprawiają, że przynajmniej, choć częściowo gra się bardziej współcześnie. Ja sam przechodziłem pierwszą grę dopiero na PlayStation 4 we wspomnianej, odnowionej wersji i już czułem, że choć tytuł zaledwie rok wcześniej pojawił się na PlayStation 3, to jednak właśnie „moc” tej konsoli sprawiła, że produkcja już zdawała mi się lekko męcząca.

Czytaj też: Recenzja Tiny Tina’s Wonderlands. Wersja PC niestety ciągle bez współdzielonego ekranu

Dorzućcie do tego dobre zmiany w craftingu, udogodnienia w postaci licznych opcji, rewelacyjną oprawę graficzną i naprawdę otrzymujemy grę, która jest remakiem. I nie ma co się burzyć, że „gier z PS3 się nie odnawia, bo one już wyglądają jak współczesne tytuły”. Nie wyglądają i nie działają. Ciężko się w takie rzeczy gra, czego przykładem jest nowe Saints Row, które sprawia wrażenie wyjętego z innej epoki. Dawno mnie żadna gra z dużym budżetem tak nie wynudziła, jak „nowa” gra Volition Games.

Czy warto zapłacić za The Last of Us Part 1 339 złotych w wersji cyfrowej lub 319 w wersji pudełkowej? To już zależy od Was. Można wyrażać w sieci swoje niezadowolenie wysoką ceną nowych gier, ale wiecie co zadziała najlepiej? Zagłosujcie portfelami. Nie chcecie tyle wydawać? To zaczekajcie na pierwszą obniżkę ceny.

Podsumowując, czy warto zagrać w The Last of Us Part 1? To zależy. Nigdy nie graliście w tę grę? Jak najbardziej, choć sam uważam ten tytuł za gorszy od The Last of Us Part 2. Co jednak, gdy już graliśmy w pierwszą odsłonę? Tutaj musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, jakim graczem jesteśmy. Sam nie lubię przechodzić gier kilka razy. Zaliczanie tych samych lokacji mnie po prostu nudzi, a w grach fabularnych lubię, gdy w zapisie, który przenosi się do kolejnej części, ciążą na mnie oryginalne wybory, a nie perfekcyjnie ukończony tytuł. Tym samym, trochę nudziłem się podczas przechodzenia The Last of Us Part 1. Jeśli jednak uwielbiacie zaliczać gry po kilka razy, robić ich 100% – jak najbardziej warto kupić ten tytuł.