WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Testy

Test myszki Dream Machines DM5 Blink

Zapraszam na test myszki DM5 Blink od Dream Machines. Czy i tym razem producent nie zawodzi?

Pudełko i dołączone wyposażenie

Dream Machines, dzięki modelowi DM1 FPS zapisał się mi z tyłu głowy, jako producent, który wie, jak stworzyć fenomenalną mysz bez zbędnych wodotrysków. Wiecie, minimalizm w czystej postaci. Dlatego też praktycznie wytrzeszczyłem oczy, kiedy wpadł do mnie na testy kolorowy potworek w postaci modelu DM5 Blink.

Niesztampowe podejście do peryferiów w wykonaniu Dream Machines widać już w przypadku pudełka. Proste białe tło, kilka najważniejszych informacji, ładne rendery i brak ścian tekstu przy ciekawych „plamach” barw sprawiają po prostu dobre wrażenie, które tylko potęguje lepszej jakości karton. 

W środku tradycyjna plastikowa obwoluta dba o naszą mysz podczas transportu, a oprócz niej w zestawie znajdziemy dwie dziwne “dźwignie”, dwie zaślepki, zestaw wymiennych ślizgaczy oraz instrukcję obsługi. 

Najważniejsze cechy DM5 Blink

  • Sensor optyczny PMW3389
  • Czułość na 6 poziomach od 100 do 16000 DPI (przeskoki co 100 jednostek)
  • Waga: 95 gramów (bez przewodu)
  • Wymiary: 125 x 66 x 42 mm
  • Materiał: matowe tworzywo sztuczne
  • Przełączniki główne: Huano o wytrzymałości 20 milionów kliknięć
  • Liczba przycisków: 8 + scroll
  • Interfejs: USB za pośrednictwem 180-centymetrowego przewodu w “sznurówce”
  • Odświeżanie USB: 125, 250, 500 i 1000 Hz
  • Podświetlenie: logo, scroll, panele boczne
  • Dedykowane oprogramowanie
  • Gwarancja: 2 lata
  • Cena producenta: 159 zł

Design, materiały i wykonanie

Niestety tam, gdzie DM1 zachwycił mnie prostotą, DM5 Blink zaskakuje w wielu elementach istnym szaleństwem. To delikatnie asymetryczna mysz dla praworęcznych o dosyć uniwersalnej bryle, którą buduje całe siedem głównych elementów – oczywiście z matowego plastiku, ale dobrej jakości. Zacznę jednak od kwestii stricte pozytywnych, bo na ich temat nie będę się zbytnio rozpisywał.

Ważne w tym modelu jest przede wszystkim dodatkowy przycisk pod kciukiem w formie niewielkiej “dźwigni”, bardzo lekki i giętki przewód, który bardzo dobrze układa się na biurku i nie jest specjalnie wyczuwalny (nawet bez mouse bungee) oraz sama podstawa. Jednak ta ostatnia zaleta sprowadza się do dobrej jakości czterech ślizgaczy oraz dwóch przełączników (on/off podświetlenia oraz ustawienia częstotliwości odświeżania).

Jednak DM5 Blink zwyczajnie powala na kolana przez swoje wykonanie, ale tak, że już tam na ziemi będziemy mogli zacząć szlochać z rozczarowania. Najważniejsze elementy są źle dopasowane, co przejawia się trzeszczeniem przy ściskaniu, a obecność paneli bocznych z wyżłobionymi ośmioma podświetlanymi paskami muszę raczej uznać za żart. Te nie zostały bowiem należycie wypełnione mlecznymi wstawkami, przez co z miejsca wyczuwamy pod opuszkami charakterystyczne wypustki, a jeśli pogramy na tym modelu z miesiąc, to w tych rowkach z pewnością zaczną pojawiać się zabrudzenia. 

Niestety obranie drogi RGB nie wyszło tutaj najlepiej, ale to nie jedyny zarzut w stronę samej konstrukcji. Jej niedopracowanie objawia się również w samych przyciskach głównych, których oddzielone od reszty skrzydełka gibają się straszliwie na boki i wydają niepokojący dźwięk przy poruszaniu myszą w górę i w dół. 

Ergonomiczność DM5 Blin

Bez względu na konstrukcyjne uchybienia, trudno zarzucić DM5 Blink, że jest zupełnie niewygodna. W moim przypadku sprawdziła się świetnie przy układzie palców 1+2+2 i chwycie typu palm, ale równie dobrze nada się do typu claw i układu 1+3+1. Kiedy już przyzwyczaimy się do standardowych paneli bocznych, to z pewnością korzystanie z DM5 Blink nie będzie nastręczać nam problemów. 

Do tych zalet dochodzi niewielka waga myszy, wspomniany przewód o „nieinwazyjnym” w ruch myszy charakterze oraz dobrej jakości ślizgacze, które zapewniają świetny ślizg, choć to i tak kwestia samej wagi. 

Test przycisków

Ocenę łącznie 8 przycisków i rolki zacznę od czegoś wyjątkowego, co w DM5 Blink miałem okazję sprawdzić po raz pierwszy. W miejscu, gdzie zwykle ląduje trzeci przycisk boczny idealnie pod kciukiem, Dream Mechines postawiło na niestandardową formę niewielkiej dźwigni, którą możemy wymienić na dłuższą z zestawu lub zaślepić gumową wstawką.

Muszę jednak przyznać, że takie rozwiązanie okazało się przydatniejsze, niż myślałem, bo wraz z niższą siłą potrzebną do aktywacji tego (domyślnie zarządzającego DPI) przycisku, mogłem bez problemu pracować myszką. Chwilowy spadek DPI z 1600 do 200 DPI (zawsze możecie podmienić funkcje) sprawdzał się u mnie idealnie w programach graficznych. 

Jeśli chodzi z kolei o dwa główne przyciski, które oparto o przełączniki Huano, to zdecydowanie mowa tutaj o bardziej miękkim, niż twardszym charakterze kliku, co z kolei przekłada się na stosunkowo cichą pracę. Na całe szczęście zachowanie w tym modelu praktycznie „zero-jedynkowego” sposobu działania obu przycisków uratowało go przed nieresponsywnymi skrzydełkami LPM i PPM. Jednak i tak można wyczuć nienajlepsze osadzenie obu na przełącznikach, które zwłaszcza w lewym przycisku objawia się minimalnie za wysokim odbiciem do pozycji początkowej.

Dwa z przycisków bocznych wiodą z kolei dziwaczny żywot, bo gdy ten bliżej nas działa bez zarzutu, ten drugi sprawia wrażenie, jakby nie został należycie zamontowany. W przypadku funkcyjnych nie mam nic do zarzucenia, a sama rolka sprawdza się po prostu dobrze. Brakuje jej nieco charakteru przy przeskokach, ale te i tak są wyczuwalne i trudne do pominięcia w jakąkolwiek stronę. 

Oprogramowanie

Tradycyjne podejście plusuje i tutaj, choć oprogramowanie DM5 Blink nie zostało najlepiej połączone z samą myszką pod kątem wizualnym. W nim zrobimy jednak to, co najważniejsze, a więc – dopasujemy czułość na siedmiu poziomach, podmienimy funkcje przycisków z bogatej biblioteki, pobawimy się podświetleniem, nagramy skomplikowane makra… i to w sumie tyle z ważniejszych szczegółów. Nie zabrakło w tym oczywiście systemu profili. 

Podświetlenie DM5 Blink

Ta cecha miała być w DM5 Blink kartą przetargową, a finalnie wyszło tak, że z myszki korzystałem bez niego. Powód? Podejście do tematu po macoszemu, co przejawia się w tym, że niektóre krawędzie mają nadlany czarny plastik, a przez samo logo przechodzi zapewne jakiś kabelek, co idealnie widać na zdjęciach:

No cóż, miałem przyjemność oglądać lepsze efekty RGB w tańszych myszkach, choć bez czerpania się szczegółów aż tak źle nie jest:

Test sensora

Wreszcie przechodzimy do tego, co w DM5 Blink prezentowało się od razu najbardziej obiecująco. Optyczny sensor PixArt 3389 jest niczym miód na każdą gamingową dłoń, którą poprowadzi godnie na bój, oferując nam precyzję godną sapera. Ups, nieco za bardzo marketingowo, co? Nic jednak nie poradzę na to, że DM5 Blink sprawdziło się w praktyce świetnie, oferując topową precyzję, co potwierdzają poniższe testy:

Z praktycznego punktu widzenia przyznaje, że predykcja była niewyczuwalna pod tym negatywnym kątem, LOD w tej myszy w moim przypadku wyniósł około 1,2 milimetra (jedną płytę CD), a widoczne wyżej parametry (m.in. maksymalna prędkość) tylko potwierdzają to, że DM5 Blink w tej swoim niezgrabnym opakowaniu oferuje naprawdę wiele. 

Nie wszystko złoto, co się świeci

Jeśli mam być szczery, to Dream Machines rozczarowało mnie modelem DM5 Blink po fenomenalnym DM1, ale jest to stricte subiektywna kwestia. Sam w sobie DM5 Blink dostępny za 159 złotych wydaje się ciekawą pozycją na rynku, o ile nie jesteście w kwestii peryferiów aż tak pedantyczni pod kątem wykonania i po następnej myszce oczekujecie albo fenomenalnej precyzji, albo zabójczego RGB. 

Stąd też leci ode mnie polecenie i mam nadzieję, że DM5 Blink dopracuje nieco cały projekt i zacznie wysyłać poprawione myszki, ponieważ wspomniane przeze mnie minusy można wyeliminować na poziomie samej fabryki.