Zalman Z7 Neo ma podświetlenie RGB z przodu oraz z tyłu, dwie efektowne tafle hartowanego szkła i kosztuje tylko 300 zł. Jak obudowa wypadła w testach?

Zalman Z7 Neo – co w pudełku?

Obudowę otrzymujemy w standardowym kartonie. W środku jest instrukcja, opaski zaciskowe, śrubki oraz zaślepki PCI. Te ostatnie sugerują, że zaślepki w obudowie są wyłamywane co jest sporym minusem. Instrukcja jest poprawna – wszystko jest dobrze wyjaśnione. Gwarancja wynosi 24 miesiące.

Zalman Z7 Neo ma wymiary 420 mm x 213 mm x 160 mm i waży 7,2 kg. Zmieszczą się w nim płyty główne ATX, micro ATX i mini ITX. Obudowa dostępna jest jeszcze w całkowicie innej wersji bez dopisku Neo.

Zalman Z7 Neo – design jest ciekawy

Zalman Z7 Neo wygląda bardzo dobrze. Z boku i z przodu jest hartowane szkło o grubości 4 mm. Także z przodu i z tyłu są podświetlane wentylatory. Oferują one podświetlenie RGB oraz tylko ich ramka ma wspomnianą technologię. Sam rotor jest czarny. Wygląda to bardzo dobrze tym bardziej ,że całość można podłączyć do płyty głównej i zsynchronizować z płytą główną czy pozostałymi urządzeniami RGB. Fajnie wygląda też białe wnętrze. Z połączeniem z czarnym zewnętrzem daje to świetny efekt.

Z przodu zamontowane są trzy 120 mm wentylatory. Podłącza się je jednym kablem do kontrolera z tyłu Zalman Z7 Neo. Śmigła przymocowane są do przedniego panelu, a nie do samej obudowy. Przedni panel ma część hartowanego szkła a po bokach znajdują się otwory wentylacyjne. Szkoda jednak, że nie ma tam filtrów przeciwkurzowych.

Zalman Z7 Neo – gniazda trafiły na górę obudowy

Na górze, na przednim panelu są złącza wejścia/wyjścia. Do dyspozycji są dwa złącza USB 2.0, jedno USB 3.0, wejście na mikrofon i wyjście na słuchawki. Obok są także przyciski power, reset oraz do zarządzania podświetleniem. Nie zabrakło też diod.

Dalej jest miejsce na dwa wentylatory 120/ 140 mm. Nad nimi znajduje się filtr przeciwkurzowy mocowany na magnes.

Lewy bok to szkło hartowane mocowane na cztery szybkośrubki. Prawy bok to zwykła blacha mocowana na dwie szybkośrubki. Jest ona dosyć cienka, ale banalna w montażu. Lewy bok jest za to dosyć ciężki do zamocowania. Z obudowy nie wychodzą żadne bolce więc szkło trzeba trzymać w powietrzu.

Zalman Z7 Neo stoi na czterech nóżkach ze specjalnym wyłożeniem. Obudowa mimo to ślizga się po panelach. Pod zasilaczem jest filtr przeciwkurzowy, który jest ciężki do wyjęcia. Szkoda, że nie ma tam rączki, która ułatwiałaby jego obsługę.

Tył jest standardowy. Na dole jest miejsce na zasilacz, dalej jest 7 wyłamywanych zaślepek PCI a na samej górze jest 120 mm wentylator RGB – model ten sam co z przodu.

Zalman Z7 Neo – pokaż kotku co masz w środku

Wnętrze rozdzielone jest na dwie komory. Oddziela je metalowa obudowa, na której znajduje się otwór do przeciągnięcia kabli oraz wycięcie na przednią chłodnicę. W miejscu montażu płyty głównej jest klasycznie duży otwór do montażu chłodzenia. Po prawej możecie zobaczyć otwór na kable od zasilacza. Dwa otwory są także nad płytą główną – nie ma problemów z kablem CPU. Z tyłu jest także sporo miejsca na okablowanie – nie będziecie mieli problemów z jego ładnym ułożeniem.

Zalman Z7 Neo oferuje 355 mm miejsca na kartę graficzną oraz 165 mm na chłodzenie procesora. W obudowie zmieścicie więc większość podzespołów dostępnych na rynku. Z tyłu znajdują się dwa miejsca na dyski 2,5 cala.

Tymczasem w piwnicy

Zasilacz stawiany jest na antywibracyjnych nóżkach. Jego maksymalna długość to 180 mm. Dalej jest przesuwany koszyk na dyski 2,5/3,5 cala. Te większe mocowane są beznarzędziowo.

Z tyłu warto też zwrócić uwagę na kontroler. Zasilany jest on ze złącza Molex – szkoda, że nie SATA. Umożliwia on podłączenie dwóch 4 pinowych złączy RGB lub ośmiu 6 pinowych od wentylatorów. Szkoda, że nie ma tam też miejsca na standardowe wtyczki 4 pin.

W Zalmanie Z7 Neo zmieścicie też sporo różnych chłodnic. Z przodu zmieści się 120/240/280/360 mm a na górze 120/240 mm. Na customowe chłodzenie cieczą raczej bym nie liczył – ciężko byłoby tam cokolwiek zmieścić.

Instalacja bez utrudnień

Montaż przebiegł bezproblemowo. Denerwują wyłamywane zaślepki PCI oraz montaż bocznego okna – ten jest najgorszy. Montaż pozostałych podzespołów jest bez zaskoczeń. Wszystko odbywa się bardzo podobnie do tego obecnego w konstrukcjach konkurencji. Kontroler można podłączyć do złącza 4 pin na płycie głównej i wtedy sterować podświetleniem za pomocą oprogramowania. System zarządzania okablowaniem, jak już wspominałem, jest dobry – kable można bardzo prosto ułożyć i domknąć prawy bok.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!