„Wyższa średnia półka” albo „niższa wysoka półka”. Tak właśnie możemy określać smartfony w cenie 1500 złotych, które stanowią swoisty pomost pomiędzy średniakami za około 1000 złotych i flagowcami za ponad 2000 złotych. Jak więc wypadnie w tym Oppo Reno Z, który musiał wyważyć swoje możliwości w ramach jednego z najcięższych stylów?

Czytaj też: Test telefonu Samsung Galaxy S10+

Pierwsze chwile z Reno Z

Trzeba przyznać, że już przy samym rozpakowywaniu tej propozycji Oppo, zwyczajnie czujemy, że mamy w dłoni coś z wyższej półki. Odróżniające się na tyle innych pudełko skrywa w sobie smartfon Reno Z, 20 W białą ładowarkę zgodną z VOOC 3.0, solidny (również biały) przewód USB-C do USB-A, dosyć typowe (niestety bez gumek) słuchawki dokanałowe, kluczyk do tacki, przydymione silikonowe etui dobrej jakości, które szczelnie otula smartfon oraz obszerną instrukcję obsługi. Miłym dodatkiem jest też wcześniej naklejona folia ochronna na wyświetlacz.

Mam nadzieję, że tak jak ja zostawiacie sobie na deser podziwianie samego smartfona, bo uwierzcie mi, że Reno Z podziwiać można. Zwłaszcza w wersji Aurora Purple (Star Purple), która może i nie odkrywa Ameryki, patrząc po designie innych nowych smartfonów, ale robi to w fenomenalny sposób. Na szklanych pleckach z ochroną 3D Corning Gorilla Glass 5 (3D odpowiada tutaj za zaokrąglone krawędzie) rozwija się bowiem gradient, który ciągnie się od samego dołu i przechodzi z granatu do fioletu. Wygląda to po prostu świetnie, a dodatek przecinającej środek ciemnej wstawki z dopiskiem „Oppo” oraz „designed by Oppo” nadaje tylko całości charakteru. Zupełnie jak zestaw czterech ułożonych równo na środku dodatków. Mowa o podwójnej diodzie doświetlającej, O-Dot oraz połączeniu dwóch modułów aparatów.

Warto się tutaj zatrzymać i wyjaśnić, czym ten en cały O-Dot jest. Jednak zapewne zawiodę większość z Was, bo jest niczym innym, jak dodatkowym zabezpieczeniem przed porysowaniem się aparatów. To bowiem jedyny (podobno bardzo wytrzymały) dodatek na pleckach, który wystaje ponad powierzchnię szkła.

Po stronie stricte cyferkowej Reno Z może pochwalić się rozmiarami 157.3 x 74.9 x 9.1 mm i 186-gramową wagą. Dosyć standardowo, więc i wygodnie, bo takie wymiary z jednej strony sprawdzają się lepiej przy konsumowaniu treści, a nawet utrzymywaniu go w dłoni (tradycyjne szkło staje się jednak szybko śliskie), ale już wysokość smartfona sprawia, że naprawdę trudno dosięgnąć kciukiem do górnej belki. À propos górnej belki – Reno Z nie(stety?) nie może pochwalić się dodatkiem wyskakującej kamery frontowej znad jednej z krawędzi, więc ten siłą rzeczy musiał trafić w widoczne na pierwszy rzut oka miejsce i to też właśnie zrobił. Dojrzymy go na samym środku górnej belki w stosunkowo niewielkiej łezcę, nad którą znalazł się głośnik.

Ten aparat (jak zresztą cały wyświetlacz) chroni tafla Corning Gorilla Glass 5, przez którą działa też wbudowany w ekran czytnik linii papilarnych na dole. O nim jednak później. Teraz rzućmy okiem na pozostałe fizyczne aspekty tego modelu od Oppo.

Tych tradycyjnie nie ma wiele, bo na dolnej krawędzi zauważymy port USB-C, jack 3,55 oraz trzy wnęki, z których dobiega do nas dźwięk z głośnika. Co ciekawe – nie mono, bo wspomniany wyżej głośnik nad przednim aparatem działa z nim jednocześnie w formie układu stereo, ale to ten na dole gra tutaj główne skrzypce… i to dosłownie. Na prawej krawędzi znalazł się tylko przycisk on/off, więc to na lewą wystrzelił duet odpowiadający za zmniejszanie i zwiększanie poziomu głośności. Nieco ponad nimi Reno Z dostał dwuslotową tackę, ale tylko na karty nanoSIM w trybie hybrydowym. To oznacza, że nie wsadzimy tutaj żadnej karty SD. Górna krawędź już bez zachwytów – nie ma tutaj nic ciekawego. Warto na sam koniec zaznaczyć, że ramka spajająca dwie tafle szkła jest plastikowa.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!