Sharkoon swój zestaw słuchawkowy Skiller SGH2 zaprezentował już przed rokiem, a dziś możemy już kupić jego następcę (SGH3), ale nie zaszkodzi dorzucić naszych trzech groszy na temat tego zestawu słuchawkowego do obecnych już testów, jakich się dorobił.

Pudełko i dołączone wyposażenie

Pudełko nie napawa do zachwytu. Cienki karton z plastikową, przezroczystą “szybką” na boku nigdy nie będzie zwiastował dobrej jakości. Tym razem zastosowany plastik jest dodatkowo bardzo cienki, co zagraża produktowi w transporcie. W środku czeka na nas sam SGH2 oraz instrukcja obsługi. Szczerze? Zbędna. W końcu zestawem sterować się na dobrą sprawę nie da.

Czytaj też: Test zestawu słuchawkowego Plantronics RIG 500 PRO

Najważniejsze cechy SGH2

  • Ogólne
    • Przeważający materiał: tworzywo sztuczne w wielu odsłonach
    • Waga: 390 gramów
    • Słuchawki wokółuszne zamknięte
    • Regulacja na bazie opaski
    • Gruby przewód USB w materiałowym oplocie o długości 250 cm
    • Pokrętło poziomu głośności
    • Brak oprogramowania
  • Przetworniki neodymowe
    • Średnica: 50 mm
    • Impedancja: 32 Ohm
    • Pasmo przenoszenia: 20 – 20 kHz
    • Czułość 94 dB
  • Mikrofon
    • Na elastycznym pałąku bez możliwości “schowania”
    • Wielokierunkowy
    • Pasmo przenoszenia 100 – 10000 Hz
    • Czułość: -34±3dB

Design, materiały i wykonanie

Zestawowi SGH2 zdecydowanie daleko do przyjemnych dla oka modeli (przynajmniej w mojej ocenie). Zresztą, oceńcie sami:

Całość wygląda, jak po prostu połączenie dwóch wielkich okręgów dwoma prętami z jakąś opaską w połowie. Dominuje przeciętnej jakości tworzywo sztuczne. To jest niestety praktycznie wszędzie, choć znajdziemy na zewnętrznej stronie muszli metalową siateczkę, a na logach producenta grawerowane aluminium.

Całościowo SGH2 prezentuje się naprawdę tanio (spoiler – słuchawki w rzeczy samej są tanie). Okrągłe, jak od cyrkla muszle, jakiś taki nijaki plastik, który udziela się również połączeniom z szerokim pałąkiem i niektórym elementom. Najgorzej wyglądają jednak dwie wspomniane „rurki”, łączące obie muszle. Te zostały ukryte pod jakąś miękką gumą, która przyniosła mi na myśl rurki termokurczliwe. Nie jest to coś, co chciałoby się widzieć.

Tanio w dotyku wypada również cieniutka derma na regulowanej opasce, która łączy obie muszle za sprawą dwóch par metalowych linek. Opaskę wypełnia cienka warstwa pianki, ułatwiająca nam wyczucie jakiegoś twardego plastiku wewnątrz, a za zdobienie odpowiada wypalona nazwa serii modeli – Skiller.

Nauszniki nieco ratują sytuację

Takie samo połączenie znajdziemy na wielkich nausznikach, ale na szczęście solidne wypełnienie pianką odrobinę zmniejsza poczucie „taniości”.

Mikrofon na swoim elastycznym wysięgniku uparcie opada. Nie da się go schować, nie da odczepić, nie da się go podnieść, gdy jest chwilowo zbędny. Mamy takie coś stale w polu widzenia. Nie liczcie też na mechanizm automatycznej dezaktywacji przy manipulacji nim.

Sznur od żelazka

Całość dopełnia masywny przewód w materiałowym oplocie. 2,5 metra kabla ma swój potężny udział w masie całego zestawu słuchawkowego. Podejrzewam, że aż tak masywny przewód (masywniejszego w słuchawkach nie widziałem) to efekt zastosowanego podświetlenia muszli. Tego nie możemy dezaktywować… a szkoda, bo wygląda miernie, emanując blaskiem z łącznie 8 diod na jednym nauszniku. Lewa słuchawka ma dodatkowo pokrętło głośności.

Ergonomia

Nie udało mi się dogadać ze słuchawkami i pod kątem wygodny, ale mam wrażenie, że w moim przypadku powodem jest sam kształt mojej głowy. Chociaż sądziłem, że nie mam jej aż tak małej, to ten zestaw udowodnił mi, że kilka dodatkowych centymetrów w obwodzie lepiej poradziłoby sobie z utrzymaniem SGH2 na głowie.

Oczywiście takie coś rozwiązałby sam producent, stosując bardziej napięte linki w opasce, ale stało się, jak się stało, a nauszniki tego modelu nie okalają szczelnie moich uszu. Odbija się to bezpośrednio na tłumieniu dźwięków z otoczenia, ale przynajmniej w tych monstrualnych nausznikach moje uszy dostają nieustannie dawkę chłodniejszego powietrza z zewnątrz, eliminując w pewnym stopniu uczucie ich „zmęczenia”. Na całe szczęście wielkość nauszników sprawia, że uszy mieszczą się w całości, dzięki czemu nie są uciskane z żadnej ze stron.

Test dźwięku

Przy testach gamingowych zestawów słuchawkowych z niskiego segmentu zdecydowanie zbyt często nadużywam określenia „przeciętność”, ale i tym razem trudno znaleźć lepsze słowo na jakość dźwięku w SGH2. Jeśli przesiadacie się na niego z innego zestawu do 200 złotych, to różnicy żadnej nie odczujecie, ale jeśli porównacie sobie jakość dźwięku w nim, a w czymś za kilka stów, to wierzcie mi, że naprawdę długo zajmie Wam przyzwyczajenie się do niego.

Przyzwyczaić się jednak da i to najważniejsze, bo SGH2 nie dotyczą żadne problemy pokroju przesterów, czy zakłóceń, ale to jedyne zalety ich brzmienia. Początkowo miałem wrażenie, że są nijakie, choć po kilku minutach możemy śmiało wyczuć, że to bass wybija się na pierwszy plan, uciskając zdecydowanie pozostałe tony, które nie zachwycają szczegółowością. Tradycja, jak to w przypadku gamingowych tanich słuchawek.

Przeciętność SGH2 nie wysuwa się nieco dalej również w przypadku separacji poszczególnych dźwięków, które często zlewają się w jeden oraz przy scenie muzycznej. Ta jest dosyć stłamszona, co bezpośrednio wpływa na odwzorowanie przestrzenności w grach. Może nie jakoś bardzo, ale na pewno w jakimś stopniu.

Test mikrofonu

Czarnym koniem zestawu SGH2 nie nazwałbym obecnego w nim mikrofonu przez jego konstrukcję, ale muszę przyznać, że swoją jakością pozytywnie mnie zaskoczył. Chociaż cechuje go taki sam brak charakteru, co resztę modeli w tej półce cenowej, to przynajmniej zapewnia możliwość nagrań bez zbędnych zakłóceń. Sprawdźcie sami:

Podsumowanie

Oczywiście na SGH2 można narzekać, a Sharkoona za takiego babola można wyśmiewać, ale nie w momencie, kiedy spojrzymy na cenę tego zestawu słuchawkowego. Mowa bowiem o 120 złotych, a więc segmencie cenowym, w którym „przeciętność” wszystkiego jest wszechobecna. Oczywiście zapewne każdy wolałby, żeby w muszlach nie znalazło się podświetlenie, na czym skorzystałaby grubość przewodu USB, a cena spadła poniżej stówy, ale na taki, a nie inny styl zdecydował się producent. Czy napełnicie jego kieszenie? Decyzja należy do Was i mam nadzieję, że powyższym testem pomogłem Wam ją podjąć.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!