Włoskie supersamochody z lat 70. i 80. i wysoka jakość wykonania nie chodzą ze sobą często w parze. Dotyczy to również tak narażonego na obrażenia, jak i ważnego w kwestii finalnego wyglądu lakieru, co udowadnia w świetny sposób Lamborghini Countach. Dowiedzieliśmy się o tym, dzięki Mattowi Farahowi, który nagrał materiał z procesu, jaki samochód wymagał do przywrócenia go ze świetnego do praktycznie idealnego stanu. 

Czytaj też: Fenomenalna replika wartego miliony Aston Martin DB4 GT Zagato do kupienia

Sam materiał jest cholernie ciekawy i przekazuje kilka ciekawych wskazówek w kwestii zabawy w czyszczenie i renowacje samochodu, więc polecam go obejrzeć. Zwłaszcza że specjaliści musieli na nim wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności i doświadczenia w przypadku odnawiania oryginalnej czerwonej farby, która na nadwozie została w wielu miejscach naniesiona tylko… raz i to w cienkiej warstwie.

To sprawiło, że nawet lekkie polerowanie zostawiało wiele śladów lakieru na płótnie, a to było wymagane, żeby pozbyć się drobnych rys bez usuwania zbyt dużej ilości farby. Najpierw samochód trzeba było umyć do perfekcji, żeby następnie spędzić kilka dni na analizie poszczególnych elementów i znacznie dłużej trwającym procesie polerowania, który ciągnął się kilka godzin przez wiele krawędzi, wymagających podejścia nie z maszynką, a tylko i wyłącznie dłonią. Efekt był jednak tego wart, bo finalnie samochód wygląda tak, jakby dopiero co zjechał z linii montażowej.

Czytaj też: Citroen zaszalał ze swoim konceptem 19_19

Źródło: Road and track

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!