WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ

W końcu nadrobiłem RDR 2 i Death Stranding. Żałuję

W końcu nadrobiłem RDR 2 i Death Stranding. Żałuję

Zarówno Red Dead Redemption 2 i Death Stranding były pewniakami, które mi sie spodobają. Duże, dopracowane gry z wielkimi budżetami, tworzone pod czujnym okiem doświadczonych deweloperów. Były.

Już dawno się tak nie zawiodłem na jakichś produkcjach. Udaje mi się ich przechodzić ostatnio naprawdę sporo, a jest to wynikiem tego, że po prostu nowe tytuły wychodzą dziś bardzo rzadko. Nadrabiam swoje zaległości z listy życzeń i aż sam w to nie wierzę, ale w końcu prawie wskoczyłem do 2020 roku. Został mi jeszcze Astral Chain i nowe Modern Warfare.

Czytaj też: Opóźnione gry, na które dalej czekamy
Czytaj też: Generacja PS5 i Xbox Series. 10 lat z tymi konsolami?
Czytaj też: Piękno abonamentów. Concrete Genie, Control, Destruction AllStars, The Medium

Wracając jednak do tematu – czasu jest dużo na nadrabianie. Wiele gier, które zamierzałem ograć są po prostu dobre. Ale są też dwie, które mnie tak zawiodły, że aż nie mogę w to uwierzyć. I co najlepsze – kilka zmian w ich mechanikach i już zupełnie inaczej podchodziłbym do tych produkcji. Ale teraz? Nie jestem w stanie w nie grać i się cieszyć.

Red Dead Redemption 2

Zacznijmy od Red Dead Redemption 2. Całkiem niedawno nadrobiłem też pierwsze RDR i historia John Marstona jak najbardziej mi się podobała. Fabuła nie nudziła, mechaniki pozwalały na trochę szaleństwa na już-nie-takim-dzikim- zachodzie – kontynuacja miała to tylko podkręcić.

No i jasny gwint co ten Rockstar wymyślił, to nie wpadł bym na to nigdy. Ta gra ma po prostu zbyt wiele złożonych mechanik, które są upierdliwe. To nie jest już gra, a symulator życia. Koń? Nie pojawi sie magicznie za twoimi plecami, w każdym miejscu w grze. Zostawiłeś go daleko? Gra sprawiła, że budzisz się daleko od niego? Wracaj sobie teraz po niego na piechotę. Możesz jakiegoś ukraść (jak akurat jakiś raczy galopować), ale to wpłynie na twój honor. No i pamiętaj, że jest kilka koni i gra jak najbardziej nieprzejrzyście będzie Ci prezentować, który jest główny.

Do tego lekki „survival”. Potrzeba jedzenia czy odpoczywania, aby odzyskiwać dane statystyki? Jak bawimy się w takie RPG to dlaczego misji nie można kończyć na różne sposoby? Dawno się nie czułem w współczesnej grze tak ograniczony możliwościami przechodzenia etapów, co swoja drogą pięknie rozkłada na czynniki ten filmik.

Wracając jeszcze do statystyk – w pierwszym RDR napełnialiśmy pasek „skupienia” poprzez zabijanie przeciwników. Tutaj? Musimy coś zjeść lub odpocząć. Znowu – z gry, produkcja staje się jakimś symulatorem, który bardziej męczy niż cieszy. Tak samo, moim zdaniem, nie potrzebnie musimy trzymać przedmioty w jukach konia, wybierać ich miejsce nawet na ciele… To gra! Dlaczego nie mogę mieć wszystkiego „na sobie”? Nawet niech to będzie wyrzutnia rakiet w czterech literach. Nikt na to nie zwraca uwagi, a tymczasem Rockstar skomplikował sprawę.

Niestety, fabuła również mnie nie porwała. Ciekawsze było słuchanie kłótni Abigail z Marstonem niż wykonywanie głównych zadań. Wracając, znowu, do ograniczeń w zadaniach – w RDR1 mogłem podczas polowania na bandytów przyprowadzić ich żywych lub martwych. W RDR2 tych, na których trafiłem musiałem przyprowadzić żywych, bo inaczej dostawałem ekran game over. To już lepsze by było po prostu niezaliczenie zadania, niż takie sztuczne cofanie do checkpointa.

Najlepsza sytuacja to była, gdy już po porzuceniu gry zapytałem znajomych co ogrywali tytuł, czy na pewno oni się w tej produkcji dobrze bawili? Tylko jedna osoba przyznała, że ukończyła grę. Reszta grała ją miesiącami i porzuciła, a inni dali sobie spokój po kilku godzinach, bo tak rozciągnięty tytuł po prostu nudzi. NIE MOGLIŚCIE MI WCZEŚNIEJ POWIEDZIEĆ?!

Czytaj też: Czym jest DLSS firmy NVIDIA? Rewolucyjna technologia dla GeForce RTX pod lupą
Czytaj też: Koniec Rockstar. Martwię się o kondycję firmy
Czytaj też: Najciekawsze premiery gier – luty 2021

Death Stranding

Jedni uważają Kojime za szaleńca, a inni za geniusza. O ile Metal Geary są dla mnie zbyt pokręcone, tak Death Stranding początkowo – WOW. Do dziś patrząc na tęczę odczuwam niepokój, a dłonie odbite w śniegu na chwilę wywołują u mnie gęsią skórkę. Moim zdaniem – geniusz.

ALE, tak źle zrobionych menusów to już dawno nie widziałem. Autentycznie odechciało mi sie całego tego dreptania przez to ile nerwów straciłem, żeby zrozumieć jak postawić głupi znacznik na mapie czy przyjąć misję. Gdy w pewnym momencie siedziałem kilka minut, aby w końcu zatwierdzić któreś zlecenie to myślałem, że nie wytrzymam.

Pierdoła? Niby tak, bo w końcu może to ja czegoś nie doczytałem i teraz trochę przesadzam. Ale chcę żebyście mieli pełny obraz sytuacji. Więc… lekko poirytowany tępotą menusów wyruszyłem, na którąś dostawę i… magia uleciała? Są tacy co mówią, iż podróż do wspaniałego soundtracku ich relaksuje. Jestem w stanie im uwierzyć, bo gra tak wygląda. Ale u mnie nie zażarło. Po prostu nagle poczułem, że się nie bawię i nie chłonę klimatu tylko dreptam do najbliższego paczkomatu. Bez tego nie byłem w stanie grać w Death Stranding.

Czytaj też: Śnieg w grach – w tych tytułach naprawdę czuło się mróz
Czytaj też: Dlaczego Resident Evil 8 będzie najlepszą grą serii?
Czytaj też: Razer Wildcat to nie jest zwykły pad. To jest czołg!

A Wy? Macie jakieś głośne tytuły, które Was odrzuciły? Słyszałem w ostatnim czasie sporo głosów zawodu dotyczącego Control. Sam jestem grą zachwycony, ale jak widać – nie każdemu się spodobała. Cóż, może też bym wolał żeby była bardziej liniowa i skupiła sie tylko na głównych misjach, a nie tak rozwlekała. Ale ja się ostatecznie dobrze bawiłem, a sporo osób nie.

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News