Kiedy dowiedzieliśmy się, że system walki w Star Wars Jedi: Upadły Zakon ma być nie tylko rozbudowany, ale też innowacyjny, to wielu zastanawiało się, jak dokładnie miałby wyglądać. W nich znalazłem się nawet ja i nawet na myśl mi nie przyszedł przykład fenomenalnej mechaniki walki mieczem samurajskim, jaką mamy przecież pod nosem. 

Mowa rzecz jasna o tym z Sekiro: Shadow Die Twice, co zauważył Tom Senior z PCGamer. W tej produkcji From Software walka w zwarciu zdecydowanie jest nowatorska… a może nawet rewolucyjna, bo Hidetaka Miyazaki zamiast postawić na mozolne obijanie paska życia wroga, dodał do tego rozwiązania system bazujący na wymianie ciosów, który z czasem stwarza nam okazję do zadania tego śmiertelnego pchnięcia. Tam bazuje to na posturze, którą zbijamy za pomocą ataków, kontr wybijających przeciwników z równowagi, czy właśnie bronienia się. Ten system walki zainspirował mnie nawet do napisania krótkiego artykułu o tym, jak jak dopiero po jednej potyczce pojąłem kunszt walki w Sekiro.

Ten byłby wręcz idealnym systemem w nowej grze Star Wars, czyli Star Wars Jedi: Upadły Zakon, bo każdy przecież wie, że miecz świetlny może zabić jednym udanym ciosem albo przynajmniej pozbawić wroga kończyny. Tak więc obijanie przeciwnika mieczem świetlnym niespecjalnie się sprawdza. Dlatego też implementując pochodną trybu wybijania przeciwnika z równowagi z Sekiro, czyli po prostu szukania tej idealnej okazji na zadanie ostatecznego ciosu w połączeniu z tym, że nasza postać umierałaby również na „jednego hita” z pewnością sprawdziłoby się świetnie. Pytanie tylko, czy tak wymagające rozwiązanie przeszłoby w ewidentnie mainstreamowej produkcji, która uderza przecież w jedno z najbradziej rozpoznawalnych uniwersów…

Czytaj też: Chwalenie się brakiem mikropłatności w Star Wars Jedi: Upadły Zakon nie opłaciło się EA

Źródło: PCGamer
Zdjęcia: PCGamer

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!