WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Technowinki

Zwolniona z Orange po poście na Facebooku? Nieporozumienie to mało powiedziane

Kilka dni temu organizacje przeciwne polowaniom w Polsce zorganizowały nagonkę na kobietę pozującą do zdjęcia nad zastrzelonym jeleniem. W sprawie oberwało się Orange, którego pracownikiem miała być kobieta. Zdjęcie miało być powodem jej zwolnienia z pracy. To nie pierwsza taka sytuacja, kiedy z powiązania danej osoby z Orange wychodzą problemy.

Oskarżenia w Internecie latają na lewo i prawo

Pomińmy w tej sprawie całkowicie kwestię tego, czy w Polsce powinno się polować na zwierzęta, czy też nie. Sprawa opisywana przez AFP Sprawdzam dotyczy zdjęcia, na którym kobieta stoi nad zastrzelonym jeleniem. Pierwsza myśl – właśnie go zastrzeliła.

Drugiej myśli nie było i post od razu wylądował na fanpejdżu Ludzie Przeciw Myśliwym. Triumfalnie ogłoszono w nim, że kobieta widoczna na zdjęciu jest już byłym pracownikiem Orange. Operator miał ją zwolnić właśnie z powodu tej fotografii.

Nic co z tego przeczytaliście nie jest prawdą. Kobieta faktycznie interesuje się myślistwem, czym hobbystycznie zajmuje się od niedawna. Jeleń został zastrzelony przez jej znajomego, który potwierdził ten fakt. Ona tylko pozowała do zdjęcia. Co więcej, nie jest pracownikiem Orange. Faktycznie była zatrudniona przez firmę zewnętrzną przy obsłudze klientów biznesowych, ale przez krótki okres i to ładnych kilka miesięcy temu.

To nie pierwszy raz, kiedy przez prace w Orange padają oskarżenia

Nigdy nie opisywałem tej sytuacji, a miała ona miejsce, jeśli mnie pamięć nie myli, w 2017 roku. Znajoma jest fotografem i na jej Facebooku promującym prowadzoną działalność zaczęły pojawiać się obraźliwe wpisy niezadowolonego klienta Orange, który był wściekły w wyniku rozpatrzenia reklamacji. Klient oferty na kartę, na którym operator pewnie więcej tracił niż zarabiał, więc jak łatwo się domyślić – pan i władca wszechświata.

Skąd wzięły się oskarżenia? Reklamację rozpatrzyła mu dziewczyna o tym samym imieniu i nazwisku, ale z drugiego końca Polski. Żeby było ciekawiej, znajoma fotograf pracowała kilka lat wcześniej w Orange, ale używała wtedy jeszcze innego nazwiska, panieńskiego. Obie oczywiście nie są ze sobą w żaden sposób powiązane. Nie są rodziną, nie znają się, ale zbieg okoliczności był ogromny. Po próbie bardzo kulturalnego i dokładnego wyjaśnienia sprawy, kulturalny klient stwierdził, że to go nie interesuje kto z rodziny znajomej się tym zajmował, ona ma mu sprawę załatwić. Komentarz jest zbędny.

W Internecie, szczególnie w serwisach społecznościowych, o fałszywe oskarżenia bardzo łatwo. Ciężko jest w kulturalny sposób wypowiedzieć się o sporej części ich autorów, którzy nie patrząc na konsekwencje jakie niesie to dla drugiej osoby potrafią w sieci napisać dosłownie wszystko. A czasem wystarczy tylko chwilę pomyśleć…

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News