Tym modelem najwięksi fani Harley-Davidson z pewnością nie będą zachwyceni, ale spokojnie – to tylko mały odskok „w bok” firmy w ramach produkcji elektrycznego motocykla z myślą o miejskich wojażach. Dlatego też wiele po Livewire nie oczekujemy… choć na niektórych i tak może zrobić wrażenie. 

Czytaj też: Ducati ujawniło wyjątkowego 25th Anniversario 916

Oczywiście, żeby była jasność, to po prostu naprawdę dobry elektryczny motocykl z solidną specyfikacją w myśl podróży po mieście, ale po prostu nie oferuje żadnych niespodzianek. Kosztuje jednak sporo, bo 29799 dolców, za które dostajemy motocykl o mocy 105 koni mechanicznych i momentem obrotowym rzędu 116 Nm. Napędza je 15,5 kWh akumulator, który w miejskich warunkach ma zapewniać zasięg do 235 km. Ten maleje do zaledwie 70, jeśli wybierzemy się nim na autostradę.

Tam z kolei będzie radził sobie przyzwoicie, zachwycając możliwością dobicia od zera do 98 km/h w trzy sekundy oraz przyśpieszeniem z 98 do 129 km/h w 1,9 sekundy. Po stronie ładowania mowa o 40-minutowym czasie oczekiwania przy ładowaniu od zera do 80% w ładowarce poziomu trzeciego.

Dalsze kwestie dopełnia zawieszenie od Show z monoblokowymi hamulcami Brembo, chłodzenie wodne układu napędowego, regeneracyjne hamowanie, systemy z myślą o zarządzaniu ABSem podczas pochylenia, systemy kontroli trakcji, waga w wysokości 248 kilgramów oraz 4,3-calowy ekran dotykowy z nawigacją na kierownicy.

Czytaj też: TF-19 WASP to dron z miotaczem ognia do kupienia

Źródło: New Atlas

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej