Pewnie już wiecie, że nie wierzę w sprzęty uniwersalne – nie ma w tym momencie na rynku, w żadnej branży, ani jednego urządzenia, które biłoby na głowę konkurencję w każdym aspekcie. Dlatego nie będę się rozpisywał nadto o każdym parametrze ZenFone 6, a dużo uwagi poświęcę aparatowi. Aparatowi, który ma swoje wady, ale zdecydowanie dużo więcej zalet!

Po pierwszych wrażeniach, smartfon od ASUSa utrzymał moje dobre zdanie o nim. Ale zacznijmy od podstaw, żeby stało się zadość fanom specyfikacji technicznej. ZenFone 6 jest dostępny w trzech wersjach:

– 6 GB RAM i 64 GB wbudowanej pamięci: 2199 zł; to właśnie tę wersję testowałem;

– 6 GB RAM i 128 GB wbudowanej pamięci: 2399 zł;

– 8 GB RAM i 256 GB wbudowanej pamięci: 2599 zł.

A całość wygląda tak:

  1. Procesor – Qualcomm Snapdragon 855 2,8 GHz;
  2. Bateria – 5000 mAh;
  3. Aparat – główny Sony IMX586 48 Mpix przysłoną f/1,79; ultraszerokokątny 13 Mpix
  4. Ekran – 6,4‑calowy NanoEdge pokryty Corning Gorilla Glass 6 z jasnością 600 nitów;
  5. Interfejs użytkownika – ZenUI 6;
  6. Pamięć RAM – 6 lub 8 GB;
  7. Pamięć wewnętrzna – 64, 128, 256 GB.

Poza aparatem, o którym zaraz się sporo rozpiszę, bardzo ważne jest to, że ekran prezentuje świetną paletę kolorów i jest całkiem jasny, czytelny nawet w pełnym słońcu. Fajnie też, że ASUS od razu dołożył Gorilla Glass 6. Oczywiście to nie jest nic nadzwyczajnego we flagowcach większości marek, ale jednak to miły dodatek.

Test ZenFone 6 - porządne 4K z przodu i z tyłu!

ZenFone 6 i Flip Camera, czyli oszczędzamy miejsce na ekranie!

Punkt główny programu: aparat. Zacznijmy od najważniejszej cechy, czyli tego, że ZenFone 6 posiada aparat składany. Nie w stylu Oppo, a rotacyjny – w trybie domyślnym jest “zadokowany” z tyłu, czyli na obudowie. Natomiast gdy chcemy zrobić selfie, aparat obraca się dookoła swojej osi i zatrzymuje nad ekranem. Sama ta funkcja ma ogromny potencjał, ale pierwszą rzeczą, o jakiej trzeba powiedzieć jest fakt, że dzięki takiemu rozwiązaniu praktycznie cały przód urządzenia jest ekranem. Nie zmienia to wiele w użytkowaniu, ale jednak nie ma tego charakterystycznego czarnego paska, którego umiejscowienie przez niektórych producentów było srogim tematem do żartów w social mediach. Ale czekajcie, czekajcie, najlepsze przed nami.

Flip Camera nie działa wyłącznie dwustopniowo (przód i tył). Gdy aparat jest schowany w doku na obudowie, wystarczy jedno kliknięcie, aby obrócił się do użytkownika. Ale wręcz genialną opcją jest manualne ustawienie kąta odchylenia: można dzięki temu zatrzymać aparat w pozycji, w której aparat trzymamy równolegle w stosunku do ziemi, a robimy zdjęcie temu, co widzimy przed sobą.

Kiedy przyda się taka opcja? Mi najbardziej przypadła do gustu podczas robienia zdjęć w pełnym słońcu. Żeby zrobić dobre zdjęcie moim S9+, musiałem się nieźle nagimnastykować, a i tak zostawiałem nieco przypadkowi, bo nie za dobrze widziałem ekran. Z kolei ZenFone 6 pozwalał mi obrócić aparat, jednocześnie doskonale widząc wszystko na jego ekranie. Nie było problemu z manualnym dopasowaniem parametrów zdjęcia, a wiadomo – ustawianie ich przed wybraniem kadru to właściwie loteria, szczególnie, gdy zapomni się wyłączyć automatyczny focus.

Kolejnym pomysłem na wykorzystanie tego urządzenia jest zamontowanie go na ramie roweru. Na premierę zostałem zaproszony przez ASUSa do Walencji, gdzie zafundowano nam bardzo fajną wycieczkę po mieście – właśnie na rowerach. Gdyby był na ramie uchwyt do smartfona, mógłbym włączyć aparat i nagrywać wszystko to, co przede mną, jednocześnie nie puszczając kierownicy. I oczywiście zawsze mógłbym włączyć nawigację.

Czytaj też: Jaki telefon kupić? 10 rzeczy, które musisz wiedzieć

I tu wchodzi na scenę bardzo ciekawa sprawa: ZenFone 6 w trybie wideo ma stabilizację, której nie powstydziłoby się niejedno GoPro. Patrząc na surowe nagrania, mogę śmiało powiedzieć, że moja GH5 ma gorszą stabilizację, a to sprzęt za niemal dziesięć tysięcy złotych w wersji podstawowej. A w smartfonie ASUSa aparat pozwala przecież dodatkowo na nagrywanie w szerokim kącie. Dodajmy do tego możliwość zapisu w jakości 4K i voila!

 

Można stworzyć naprawdę dobre filmy przy użyciu urządzenia, które z łatwością zmieści się w kieszeni. Dla tych, którzy nagrywają filmy z wyjazdów czy nawet siebie podczas vlogów, ZenFone 6 może być świetną zapasową kamerą. A jeśli robicie zdjęcia, to z pewnością tym bardziej docenicie fakt, że w tym momencie smartfon ASUSa jako jedyny oferuje zdjęcia w tak wysokiej jakości również aparatem przednim – bo to w końcu ten sam, co tylny!

Co jeszcze daje taki aparat? ZenFone 6 posiada wprost świetną opcję śledzenia ruchu. Zaznaczamy kliknięciem obszar, który chcemy śledzić, a aparat będzie podążał za „celem” samodzielnie. Co prawda pełnej płynności taka opcja nie daje – nazwałbym ją skokową, ponieważ Flip Camera obraca się za wskazanym obszarem dopiero, gdy zbliża się on do krawędzi. Wtedy ponownie śledzi go, aż ten znajdzie się na środku. I kolejny obrót ponownie zalicza wtedy, gdy obiekt znajdzie się przy krawędzi.

Niemniej jednak, gdy jesteśmy w ruchu, taka opcja może się bardzo przydać. Chociaż warto pamiętać, że śledzenie to bazuje najprawdopodobniej na rozpoznaniu różnic w kolorach, więc jeśli zaznaczymy kogoś w idealnie białym ubraniu, który stoi przy białym tle, śledzenie może nie być aż tak dokładne.

 

Jeśli jeszcze nie dość Wam ciekawostek związanych z tak nietypowym rozwiązaniem kwestii aparatu, to wystarczy powiedzieć, że aplikacja ma możliwość robienia panoramy. Nic nowego, prawda? Prawie. W ZenFone 6 wystarczy wybrać tę opcję i kliknąć, trzymając urządzenie poziomo, a aparat sam zrobi panoramę (która będzie wyglądała jeszcze lepiej, jeśli włączy się tryb szerokokątny) – powolutku przesuwając się od pozycji domyślnej do “selfie”.

Test ZenFone 6 - porządne 4K z przodu i z tyłu!

ZenFone 6 to 5000 mAh baterii!

Przeczytacie ten śródtytuł i pomyślicie “no dobra, co z tego, mój powerbank ma 10 000 mAh”. I to będzie prawda. Ale wśród smartfonów na próżno szukać wielu modeli, które mają równie pojemną baterię. Żeby pokazać Wam, jak to przekłada się na użytkowanie: postanowiłem sprawdzić jak długo smartfon wytrzyma bez ładowania. Zostawiłem włączone transfer danych komórkowych, Wi-Fi i parę apek w tle. Kiedy się rozładował? Po 6 dniach.

Gdy naprawdę intensywnie go używałem, grając w Our World (takie Poksy, tylko z The Walking Dead), gdzie wykorzystywana jest lokalizacja, dodatkowo robiłem zdjęcia, przeglądałem social media i całą masę innych aplikacji, bateria padła dopiero po 2 dniach. Kiedy robię dokładnie to samo na Samsungu S9+, rano odłączając go od ładowarki, przed pójściem spać smartfon jest naładowany w zaledwie 15-20%.

Ale dla mnie takie osiągnięcie ZenFone 6 jest tym ciekawsze, że procesor to Snapdragon 855, który jest znany z dobrych osiągów, ale nie nazwałbym go najbardziej “battery friendly”. Nie zdażyło mi się ani jedno zawieszenie apki, ani jeden przestój – a dla mnie to niezwykle ważne, bo czasem wyjmuję smartfon i mam kilka sekund na zrobienie zdjęcia.

Benchmarki ZenFone 6

To już była właściwie formalność – benchmarki potwierdziły to, co sam zauważyłem, kiedy bawiłem się tym smartfonem. Ze wszystkich modeli dostępnych do porównania w Antutu Benchmark, ZenFone 6 osiągnął bardzo dobry wynik i aż piąte miejsce w całym zestawieniu. Biorąc pod uwagę jego cenę, a także to, że pokonał słabszą konfigurację S10 i S10+, a w tyle był za lepszymi konfiguracjami tych dwóch modeli zaledwie o ułamek wyniku, mogę chyba bez problemu stwierdzić, że urządzenie ASUSa jest naprawdę bardzo dobrym smartfonem.

A oto wyniki benchmarków:

ZenFone 6 i jego wady

Chociaż bardzo podoba mi się nowy smartfon ASUSa, nie chcę, żeby ten tekst przypominał laurkę. Ale szczerze – nie znalazłem wielu wad, a biorąc pod uwagę cenę urządzenia, która w najtańszej wersji (właśnie tę testowałem) kosztuje ponad połowę mniej od Samsunga S10, a ponad trzy razy mniej od S10+.

Wadą, która może po wielu miesiącach użytkowania sprawić problem jest jednocześnie największą zaletą ZenFone 6. Flip Camera może się wyłamać, uszkodzić, choć ASUS deklaruje 100 000 rozłożeń i złożeń aparatu, czyli równowartość robienia tego 54 razy dziennie przez 5 lat. Główny marketingowiec na premierze pokazywał, jak “tester”, czyli jego kilkuletni syn, niezbyt delikatnie obchodził się z urządzeniem, a to się nie zepsuło, na przykład wkładał monety w dok, żeby sprawdzić, czy aparat się zamknie.Producent i na takie potencjalne problemy zwrócił uwagę już podczas projektowania. Aparat ustawiony w trybie selfie wykrywa tzw. freefall i chowa się automatycznie. Nie testowałem tego jednak na twardym podłożu i raczej nikomu nie polecałbym tego robić.

Zauważyłem też sporo rys na ekranie – bardzo małych i cieniutkich, ale jednak korzystałem z niego zaledwie przez trzy tygodnie, nosząc w kieszeni spodni dokładnie tak samo, jak inne smartfony. Jeśli zdecydujecie się na zakup ZenFone 6, polecam od razu dołożyć mu dodatkowe wzmocnienie, czy to w formie case’a, czy dodatkowego Gorilla Glass.

Aparat posiada również tryb slow-mo, ale niestety nie zostanie on moim faworytem. Owszem, działa przyzwoicie, ale jednak S9+ sprzed roku po prostu „robi to lepiej”. Porównując ZenFone 6 do Samsunga w tej kwestii, ten drugi ma więcej opcji, przyjemniejszy interfejs pozwalający na korzystanie ze slow-mo. Muszę powiedzieć, że ASUS zaoferował nagrywanie w tym trybie aż w trzech rozdzielczościach: HD (480FPS), FHD (240FPS) oraz FHD (120FPS).

Czytaj też: Test Honor View 20 – gdy Huawei jest za drogi

Aparat posiada też jeszcze jedną, drobną wadę – tryb nocnych zdjęć. Po aktualizacji bardzo mocno się usprawnił, ale jednak wciąż nie mogę powiedzieć, żeby był równie mocnym punktem ZenFone 6, co sam obrotowy aparat. Zdjęcia wychodzą dobrze, opcji manualnego ustawienia parametrów też jest dużo, ale niestety nie bije konkurencji na głowę. To po prostu standardowe w obecnych flagowcach rozwiązanie.

I to tyle. Serio. Domyślam się, że mój sposób korzystania ze smartfonów może znacznie różnić się od preferencji innych osób. Ale jak na razie, przez trzy tygodnie, nie znalazłem niczego więcej, co w normalnym, codziennym użytkowaniu przeszkadzałoby mi do tego stopnia, bym uznał to za wadę.

Czy warto kupić ZenFone 6?

Oto podstawowe pytanie. Cóż, w kwestii ceny smartfona i jego parametrów – powiem, że zdecydowanie tak. Jeśli szukacie dobrego telefonu do robienia zdjęć – też powiem, że zdecydowanie tak. A już dla mnie, czyli kogoś, kto lubi nagrywać i zajmuje się tym profesjonalnie, ZenFone 6 może stanowić dodatkową, zapasową kamerę, głównie dzięki genialnej stabilizacji video.

Jeśli natomiast nie robicie dużo zdjęć, nie nagrywacie żadnych filmów, nie korzystacie z Instagrama, to ZenFone 6 nie ma dla Was właściwie nic, co wyróżniałoby go mocno od konkurencji. Poza dobrym procesorem, bardzo przyzwoitą pojemnością pamięci oraz porządnym RAMem.

Dzięki za dotrwanie do końca, to tyle! Więcej informacji o smartfonie znajdziecie tutaj.

Czytaj też: Test OPPO Reno – Cyfrowy rekin 

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej