WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ

Recenzja serialu Stewardesa –thriller i absurdalna czarna komedia w jednym

Recenzja serialu Stewardesa –thriller i absurdalna czarna komedia w jednym

Stewardesa to nowa produkcja HBO Max, którą w Polsce możemy oglądać za pośrednictwem HBO GO. W roli głównej doskonale znana fanom Teorii Wielkiego Podrywu – Kaley Cuoco. Czy warto poświęcić czas na ten serial?

Najpierw nakreślmy o czym Stewardesa jest

Cassie Bowden (Kaley Cuoco) ma trzydzieści kilka lat, solidny problem z alkoholem i jest stewardesą. To właśnie o niej jest ten serial, a dokładniej o jej nieodpowiedzialnych wyborach, trudnych relacjach, alkoholizmie i demonach z przeszłości. Akcja rusza z kopyta, bo w przeciągu pierwszych kilkunastu minut mamy już pierwszego trupa. Podczas lotu do Bangkoku jednym z pasażerów jest Alex Sokolov (Michiel Huisman) zajmujący miejsce 3C. Od razu przypadają sobie z Cassie do gustu i w rezultacie spędzają ze sobą magiczny wieczór pełen jedzenia i alkoholu. Następnego ranka Cassie odkrywa, że leży obok Alexa. I wszystko byłoby super, gdyby nie fakt, że mężczyzna ma poderżnięte gardło. Ona oczywiście nic nie pamięta, więc w popłochu zaczyna sprzątać miejsce zbrodni i najzwyczajniej w świecie ucieka.

I tu rozpoczyna się lawina nieprzemyślanych decyzji i okropnych błędów. Na lotnisku od razu wpada w ręce FBI, ale jakimś cudem udaje jej się wyłgać zmęczeniem. A potem na przemian kłamie, wyznaje prawdę (a przynajmniej jej część), pije, na własną rękę szuka odpowiedzi, ucieka przed tajemniczymi mordercami i naraża przyjaciół na niebezpieczeństwo. Stewardesa to niezły odlot zarówno dla widzów jak i samej Cassie, którą prześladuje przeszłość przeplatająca się z teraźniejszością. W „wizjach” widzi Alexa i z jego pomocą stara się przypomnieć sobie tamtą noc, a także kto stoi za jego morderstwem. Wkrótce ten urojony, wydawałoby się, że idealny mężczyzna, zmusza ją także do konfrontacji z fałszywymi wspomnieniami na temat młodości.

Czytaj też: Recenzja serialu Obce światy
Czytaj też: Recenzja filmu Mosul – kolejna udana współpraca Netflixa i braci Russo
Czytaj też: Recenzja filmu Bal – ważny temat, gwiazdorska obsada i Ryan Murphy

Największą siłą Stewardesy jest Cassie, a raczej jej złe decyzje

Cassie nie jest typową bohaterką, którą znamy z seriali. Owszem jest ładna, a jej włosy wciąż są nieprzyzwoicie dobrze ułożone. Robi jednak tak wiele głupot, że mamy ochotę nią potrząsnąć. Albo zrobić coś gorszego, by w końcu się opamiętała. Zresztą, nie tylko my, bo jej przyjaciele i rodzina mają po prostu dość wiecznego sprzątania narobionego przez nią bałaganu. Oglądanie jak Cassie stara się uciec z tej sieci zabójstw i pomyłek jest prawdziwą przyjemnością. Cały czas mamy wrażenie, że ona nie do końca pojmuje skalę sytuacji, w której się znalazła. Albo alkohol już do tego stopnia przeżarł jej mózg, albo najzwyczajniej w świecie… jest głupia. To akurat bardzo ciężko stwierdzić, bo kiedy trzeba, Cassie wykazuje się nadzwyczajną pamięcią.

Wydaje się też, że bardzo podobnie myśli FBI. Choć większość poszlak wskazuje na główną bohaterkę ona nadal jest na wolności, a organy ścigania tylko wszystkiemu się przyglądają. A kobieta w żaden sposób nie stara się zachować mniej podejrzanie, bo tuż po przylocie biegnie do biura Alexa, a potem na jego pogrzeb, do jego mieszkania… Chociaż widzimy, jak budzi się obok trupa, to od samego początku ciężko uwierzyć, że to ona jest morderczynią. A Cassie chcąc pokazać, że faktycznie to nie ona zabiła robi wszystko, by wyglądać na sprawczynię zbrodni.

Serial wręcz zmusza nas do postawienia się na miejscu głównej bohaterki

To zadziwiające, ale Stewardesa skonstruowana jest w taki sposób, byśmy prawie przez cały czas zadawali sobie pytanie „a co ja bym zrobiła/zrobił na miejscu Cassie?”. Wielu z nas jest już weteranami seriali, filmów czy książek kryminalnych i zapewne zrobilibyśmy wszystko, tylko nie to, co robi główna bohaterka. Podczas seansu snułam pewne teorie, wymyślałam co bym zrobiła w takiej sytuacji, a najzabawniejsze jest to, że zapewne w wielu momentach zrobiłabym takie same błędy. I to chyba jest tutaj najlepsze. Seans po jakimś czasie zmienia się w przedziwne, wspólne doświadczenie i dostarcza pewnego rodzaju radości, że to nie my jesteśmy w centrum wydarzeń tylko spokojnie patrzymy na to zza ekranu.

Stewardesa to takie pomieszanie thrillera, kryminału i czarnej komedii. Cassie jest postacią, którą chciałoby się znienawidzić, jednak jest w niej coś tak kruchego i bezradnego, że nie skreślamy jej i kibicujemy, nawet przy najgłupszych wybrykach. To toksyczna postać, bo widzimy, że podobne przekonanie żywią w stosunku do niej jej bliscy, a ona przez swój egoizm, upór i nałóg więzi ich w bardzo dysfunkcyjnej i szkodliwej relacji. Sama Cuoco w tej roli spisuje się świetnie, choć szczerze wątpiłam, by po tak długim wcielaniu się w Penny dała sobie radę z czymś bardziej złożonym.

Stewardesa czasem budzi sprzeczne emocje

Podczas, gdy jednym oglądanie serii głupich błędów będzie się podobać, drugich bardzo szybko może to irytować. Stewardesa nie bawi się tutaj w półśrodki i twardo staje po jednej stronie, a co za tym idzie, jeśli odrzuciło Was po pierwszym odcinku, to zapewne reszta również nie przypadnie Wam do gustu. Mi bardzo spodobała się ta konwencja, a historia Cassie wciągnęła mnie do samego końca. Jasne, można przyczepić się tutaj do wielu rzeczy, a kilka z nich jest naprawdę bardzo naiwnych, zaś inne są tak grubymi nićmi szyte, że nikt przy zdrowych zmysłach by w to nie uwierzył.

Ale w tym wszystkim jest swoisty urok, a jeśli taki styl Wam się podoba, to Stewardesa potrafi dostarczyć wielu wrażeń. Można też sobie na Cassie pokrzyczeć, bo ta postać jest stworzona do tego, by mówić jej co ma robić jednocześnie wiedząc, że ona na pewno postąpi odwrotnie. W serialu podoba mi się, że twórcy zadbali, by główna bohaterka była odpowiednio skomplikowana. Widzimy jak przeszłość rzutuje na jej teraźniejszych wyborach, skąd wziął się jej problem alkoholowy, od czego ucieka i dlaczego właściwie jest tym, kim jest.

Czytaj też: Recenzja serialu Mroczne materie – sezon 2
Czytaj też: Recenzja serialu Bridgertonowie – 1 sezon to kostiumowy romans z nowoczesnym sznytem
Czytaj też: Recenzja 4 sezonu Chilling Adventures of Sabrina. Czy finał serialu satysfakcjonuje?

Przyczepić mogłabym się do postaci drugoplanowych, bo ich role sprowadzają się jedynie do bycia użytecznym w całej tej historii. Jasne, przecież tak powinno być, ale dobrze skonstruowani bohaterowie powinni sprawiać wrażenie żywych. Tym bliżej raczej do papierowych wycinanek. Ten element może też przeszkadzać, choć w gruncie rzeczy sama Cassie jest tak absorbująca, że ciężko zwracać uwagę na całą resztę. Z czasem tło nie ma znaczenia, bo jest równie złudne jak umysł naszej Stewardesy i o wiele przyjemniej jest podążać wraz z nią w głąb króliczej nory niż starać się dojrzeć co jest naokoło. Cassie gra tutaj pierwsze skrzypce i to na niej każdy się skupia.

Oglądając Stewardesę bawiłam się świetnie. Z każdym kolejnym odcinkiem coraz trudniej było mi oderwać się od ekranu. Nie jest to serial idealny, ale z pewnością dostarczy dobrej rozrywki na jeden lub kilka wieczorów. Podobał mi się używany przez twórców język wizualny, główna bohaterka jest świetnie skonstruowana a całość domyka satysfakcjonujący, choć może odrobinę naiwny, finał. Bardzo zastanawia mnie jak twórcy chcą kontynuować tę historię, ale odpowiedź na to poznamy dopiero za jakiś czas. Teraz polecam Wam po Stewardesę sięgnąć, bo warto.

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News