WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Publicystyka

Wojny konsol się nie skończą, czyli mój dzień w sklepie z elektroniką

Jeśli liczycie na to, że wojny konsol się kiedyś skończą to nie byłbym tego taki pewien. Być może lekko ewoluują, ale to tyle.

Jeszcze w zeszłym miesiącu na WhatNext mogliście przeczytać moje przygody (a raczej, rozterki) związane z zakupem konsolki Nintendo Switch. Powiedzmy, że sprzęt początkowo nie miał dla mnie najmniejszego sensu, a teraz codziennie, choć na chwilę na nim pogram. Jeśli akurat czytaliście mój wpis, to zapewne kojarzycie, że wiele razy stałem tuż przed wielką hałdą z ustawionymi jeden na drugim Switchami i zastanawiałem się, czy wybrać taki sprzęt. Ostatecznie, pewnego razu w końcu wziąłem jeden z modeli i poszedłem do domu.

To, czego jednak nie wiecie, to pewna krótka sytuacja, która pozostała mi w pamięci i do dziś wraca do mnie co jakiś czas, gdy ktoś mówi o tym, że wojny konsol się skończą. Firmy takie jak Sony, Microsoft, Nintendo, czy pożal się Boże Google ze swoją Stadią mają w przyszłości przestawić się na świadczenie usług w postaci abonamentów, czy opcji grania w chmurze. Ekskluzywność ma zejść na dalszy plan, moc będzie nieważna, a decydować o zakupie będzie jakość usług, czy biblioteka gier.

Osobiście uważam to za nietrafioną ocenę przyszłości. Firmy dalej będą się ze sobą „żarły” ku uciesze fanboyów. I OK. Im jesteśmy starsi, tym mniej jarają nas pojedynki kilku firm i nasze przywiązanie do danego logo maleje. Inaczej ma się jednak sprawa z osobami młodszymi.

Mam wrażenie, że świat krąży w kółko. Z „opowieści” dobrze wiem, że w przeszłości zawsze istniały konflikty pomiędzy konsolowcami. Czy były to sprzeczki dla sportu, czy poważne dyskusje – bez różnicy. Sega żarła się z Nintendo, a Atari klepało z Commodore. Sam od czasów poprzedniej generacji przeprowadziłem kilka wojen konsolowych (kiedyś – bardziej na wyśmiewanie, dziś – bardziej merytorycznie, krytykując dane działania), ale dla mnie konflikt Sony-Microsoft (i ostrzeliwujące ich z boku Nintendo) jest czymś… naturalnym?

Jak zatem wygląda sprawa w najmłodszym pokoleniu graczy? Czy tutaj już nie mamy do czynienia z kłótniami na temat tego, który sprzęt jest lepszy? Moja wizyta po Switcha w pewnym sklepie z elektroniką uświadomiła mi, że nie. Tuż za moim plecami w ciasnych korytarzykach utworzonych z pudełek Switchy, PlayStation 4 i Xboxów One, usłyszałem dialog dwóch chłopaków, na oko, uczęszczających do szkoły podstawowej (strzelam w piątą klasę). Ogrywali oni FIFĘ 20 na PlayStation 4 Pro i rozmowa wyglądała mniej więcej tak.

– Znowu przegrałeś.

– Bo to wina tego pada, on jest jakiś niedorozwinięty.

– Ale co Ci przeszkadza?

– Xbox ma normalnie gałki ustawione, że jedna wyżej druga niżej.

– Nie, to PlayStation ma normalnego pada z gałkami obok siebie.

– Beznadziejny jest ten pad. Xbox jest lepszy.

– Może po prostu nauczyć się grać, co?

No skłamałbym, gdyby powiedział, że po cichu się nie zaśmiałem. Doceniam końcową ripostę, która zwieńczyła ekran ładowania kolejnego meczu. Najmłodsze pokolenie już sprzecza się o sprzęt. Ale z grami nie jest inaczej. Mam wrażenie, że konflikt się teraz pogłębił. Za moich czasów podstawówki i gimnazjum, z niesamowitą ekscytacją ogrywaliśmy ze znajomymi Tibię. Był też inny „obóz”, który upodobał sobie w tym czasie Metina 2, ale raczej nie „walczyliśmy” ze sobą, a dyskutowaliśmy o różnicach i opowiadaliśmy historie z wirtualnych światów.

Tymczasem, jakiś czas temu dowiedziałem się (jestem pewny, że aż się sami zdziwicie), że istnieje (a może już „istniał”?) konflikt pomiędzy młodszymi graczami Fortnite, a starszymi kolegami z Apex Legends. Okazuje się, że te dwie gry battle royale ustanowiły pewną granicę pomiędzy młodszymi a starszymi. Od gracza młodszego dowiedziałem się, że Apex jest słaby, „bo grają w niego starsi”. Ci „starsi” uznają za to Fortnite’a za coś dziecinnego.

Konflikt przechodzi zatem już nie tylko z tematu konsol, ale również na gry. Na te same gry, którymi firmy będą się o nas biły zapewne po nadchodzącej generacji konsol. Bo wojny konsolowe się nie skończą. One ewoluują w wojny firm/usług. Przecież tutaj jest ogromne pole do manewru w kłótniach internetowych. „A Xbox xCloud ma lepszą infrastrukturę sieciową!”. „A PlayStation Now ma kilkaset gier w ofercie.” „A Stadia wygodnie integruje się z YouTube”. „A Switch…” Dobra, w tym przypadku nie mam pojęcia co wymyśli Ninny, ale zapewne znowu pójdzie pod prąd. Dyskusje będą o ofertach, cenach, jakości usług, grach ekskluzywnych. Do tego pewnie powstaną rankingi firm internetowych świadczących najlepsze usługi do tego typu zabawy. Dopiero wojny się zaczną.

Mimo tego, że uważamy się już za osoby, które mogą prowadzić merytoryczne dyskusje, to jednak przy piwie, czy wyjątkowo dobrym humorze zdarzy nam się dogryźć „innym”. I tak już zawsze będzie. Jedni będą się sprzeczać, drudzy krytykować kłócących się, a jeszcze inni napiszą o tym wpis w Internecie.

Ale przyznacie, że Microsoft z Google to mogliby się wziąć do roboty? ( ͡° ͜ʖ ͡°) No i wiadomo, że #FortniteLepszy.