WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Publicystyka

Okiem testera: myszki i jak wybrać tą jedyną

Myszka jest ponoć tym najważniejszym elementem z komputerowych peryferiów i nic dziwnego – to od niej zależy nasz komfort pracy i precyzja w graniu. Jak jednak wygląda obecnie ich rynek?

W poprzednim, a jednocześnie pierwszym artykule w ramach serii „okiem testera” ponarzekałem nieco na klawiatury mechaniczne, ale w tym przypadku pójdę w nieco inną stronę. Trudno mi to wytłumaczyć i sam nie wiem dlaczego, ale na samą myśl o testowaniu jakiejkolwiek myszki dostaje wypieków na twarzy.

Sporo modeli już się przez moje dłonie przewaliło, dlatego też uznałem, że to idealny moment na małe podsumowanie. Jak to dziś jest z komputerowymi myszkami, a dokładniej – jak wybrać najlepszą dla siebie?

Wybór myszki – sprawa bardziej skomplikowana, niż się wydaje

Po przetestowaniu dobrych kilkudziesięciu modeli myszek i spędzeniu kilku minut z kolejnymi dziesiątkami poza recenzencką przygodą, wyrobiłem już u siebie pewną umiejętność. Użyteczną na co dzień? Raczej nie, ale w pracy zdecydowanie. Co tu dużo mówić, obecnie wystarczą mi naprawdę krótkie chwile z danym sprzętem, żebym określił, czy jest warty polecenia i co jest w nim najlepsze, a co najgorsze. Nie jest to jednak jakiś szczególny dar, a po prostu to, że mysz, myszce jest poniekąd równa.

Co tu dużo mówić, gros modeli jest do siebie bliźniaczo podobnych, ale jak to zwykle w życiu bywa, “jeśli coś działa, to lepiej zostawić to w spokoju” i tak też producenci myszek postępują. Do tej pory udało mi się zauważyć, że w większości modele te przyjmują trzy główne formy. Są albo bardzo minimalistyczne, nieco bardziej rozbudowane (zwykłem nazywać je po prostu gamingowymi) oraz tak skomplikowane i duże, że trudno się na nich połapać. 

Przy wyborze kolejnego modelu już tutaj powinniście odpowiedzieć sobie na to pytanie. Co dokładnie potrzebujecie? Czego oczekujecie, jeśli idzie już o sam kształt? Spójrzcie tylko poniżej na jedne z najlepszych przykładów wspomnianych typów myszek:

Dobór bryły i kształtu myszki

Wbrew pozorom, wybór jest prosty, a jednocześnie najważniejszy, bo tutaj wygoda i pewność chwytu jest najważniejsza. Jeśli szukacie czegoś do gry MMORPG albo potrzebujecie po prostu masę makr i dodatkowego zestawu przycisków, to bierzecie tę z prawej.

Zwykle cięższą, mniej poręczną, ale dla niektórych wygodniejszą – zwłaszcza z podpórką pod nadgarstki. Jedyne, czego potrzebujecie, to dwóch głównych przycisków i scrolla? Idealna będzie dla Was ta pierwsza. Smukła, lekka, leżąca pewnie w dłoni, czyli perfekcyjna do dynamicznych gier, które wymagają precyzji. Pomost pomiędzy nimi stanowią modele podobne do tego pomiędzy nimi. 

Później sprawa nieco się komplikuje. Zwłaszcza jeśli jesteście leworęczni i szukacie dla siebie idealnej myszki. W przypadku tych praworęcznych jest już łatwiej – dobór bryły jest prosty i sprowadza się do trzech głównych kwestii. 

Po pierwsze, model asymetryczny, czy symetryczny? W nich główna różnica sprowadza się do większego wgłębienia na kciuk i uwypuklenia na palec serdeczny i mały (dla asymetrycznej). 

Po drugie sprawdźcie, jaki chwyt preferujecie. Wasza dłoń leży cała na myszce? Palm-grip. Kurczowo trzymacie grzbiet, ale przyciski już tylko końcówkami palców? Fingertip-grip. Dłoń przypomina szpon? Claw-grip. Zwykle palce ustawiacie zapewne w konfiguracji 1+2+2 (kciuk na boku, wskazujący i środkowy na przyciskach, serdeczny i kciuk na prawym panelu bocznym), ale jeśli macie jakieś odchyły, to zdecydowanie szukajcie stosownej wzmianki co do tej kwestii w teście. 

Z doświadczenia przyznam, że większość myszek pozwala na zastosowanie praktycznie każdego stylu chwytu. Jednak claw-grip zwykłem utożsamiać z wyższymi, ale krótszymi, rozbudowanymi modelami, a fingertip-grip i palm-grip z tymi niskimi i smukłymi. Symetryczne warianty są z kolei często najbardziej przyjazne dla dziwacznego ustawienia palców 1+3+1, ale jaki wariat tak trzyma mysz?! 

Po trzecie musicie chwycić swoją obecną mysz i sprawdzić, czy kciuk i mały palec szura Wam po podkładce. Jeśli się to Wam podoba, to nic złego, bo zwykle pomaga to w precyzyjnym operowaniu celownikiem/kursorem, ale jeśli przeszkadza, to wybór myszki wyższej i z szerszymi panelami bocznymi będzie wskazany.

Ostatnią kwestią stricte fizyczną jest też waga. Osobiście uznaje, że myszki ważące poniżej 100 gramów są bardzo lekkie i idealne do strzelanek. Zwykle przyjmują tę pierwszą powyżej formę przewodowych i niskich modeli. Drugie, to te stanowiące pomost i ważące 101-119 gramów – idealne dla tych, którzy nie mogą się określić. Trzecie bydlaki mają już ponad 120 gramów i często są albo upakowane przyciskami, albo dociążone akumulatorem. Do tej pory czuje w dłoni model Logitech MX Master 3, ważący 141 gramów i wytrzymujący na jednym ładowaniu cały miesiąc. 

Jeśli z kolei dręczy Was ból nadgarstka przy korzystaniu z myszek, to może powinniście sięgnąć po modele „wygodnickie”, czyli wertykalne? Rzućcie okiem np. na ten model albo ten, znacznie tańszy, ale oferujący podobne doznania pod kątem ergonomii.  

Przyciski i rolki w myszkach

Po ergonomii zdecydowanie najważniejszy jest sam feeling korzystania z myszki, czyli po prostu ten wynikający z przycisków. Zwłaszcza głównych, czyli PPM i LPM (Lewy i Prawy Przycisk Myszy), które oceniam pod kątem twardości kliku, responsywności przełącznika oraz jego głośności. Oczywiście tuż po tym, jak sprawdzę jakość samego osadzenia skrzydełek przycisków na przełącznikach, bo jeśli ta nie jest najlepsza (skrzydełko lata na boki albo w górę), to rzutuje to na całą przyjemność z klikania.

Jaką charakterystykę wolicie? To już zależy od Was, bo o ile wysoką responsywność i możliwie najkrótszą drogę pracy powinniście poszukiwać wszyscy, to poziom miękkości/twardości działania przełącznika jest już subiektywny. Dlatego zresztą zawsze wspominam o tym w naszych testach.

Drugą ważną cechą jest sama rolka, czyli scroll, którym zapewne przesuwacie ten tekst. Każda z nich opiera się na stosownym łożysku z wypustkami, które czujemy i często też słyszymy za każdym przeskokiem. Po pierwsze – rolka nie może gibać się na boki, a po drugie, powinna nie dawać się okręcać, jak jakieś koło.

Tutaj powinniście zwrócić uwagę, czy każdy kolejny przeskok jest ciężki i „długi”, czy raczej subtelny i “krótki”. Ten pierwszy wariant sprawdzi się w grach, a drugi przy częstym scrollowaniu np. dokumentów. Dlatego właśnie kocham Logitecha za rozwiązanie Smooth Scrolling.

A przyciski boczne i funkcyjne? Tutaj cieszę się, jeśli działają i się nie zacinają, a tak na poważnie – trudno je zepsuć (ze strony producenta), choć trzeba znać swoje preferencje co do ich twardości oraz drogi do aktywacji. 

Sensory, czyli to samo podane po raz wtóry

Jeśli czytacie testy myszek na naszym serwisie, to nie zaskoczę Was tym, że czujnik sprawdzam zwykle na samym końcu i to z przymusu, a nie przyjemności. Co tu dużo mówić – czasy, w których sensory były koszmarne i dręczone masą negatywnych zjawisk już dawno minęły i wysoką precyzję dostaniemy już w modelach za 100 złotych. 

Teraz już w tym segmencie trafiają się topowe sensory, które od lat nie zostały zmienione. Modernizacji doczekały się tylko te z górnej półki, pochodzące prosto od producentów pokroju Steelseries, czy Logitech. Oczywiście sam feeling i drobne detale, które łatwo przeoczyć, zyskują na wartości w znacznie droższych modelach, ale uwierzcie mi na słowo – często nie ma o co kruszyć kopii. 

Tak naprawdę dla mnie kluczowe w teście sensora jest to, czy występuje wyczuwalny smoothing oraz to, kiedy ten zaczyna albo przejawiać oznaki interpolacji, albo szumów wysokiej częstotliwości, które często producenci dziwacznie maskują. Nie jest to jednak dobre, bo wtedy kursor/celownik po prostu wariuje. 

Zwykłem uznawać, że jeśli do 3000 DPI jest wszystko w porządku, to jest to świetny wynik i szczerze? To dobra zasada, bo odpowiedzcie sobie na pytanie, z jakiej czułości korzystacie? Dlatego mała wskazówka – nigdy nie patrzcie na to, jak wysoką czułość ma mysz. Nie ma to nic wspólnego z precyzją, a niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto korzystałby z poziomu 10000, czy 16000 DPI. 

Więcej o tym, co może dręczyć sensory w myszkach, przeczytacie w moim wcześniejszym, choć zakurzonym już wpisie. Warto rzucić okiem, jeśli określenia pokroju LOD, jitteringu, czy predykcji są dla Was niejasne. 

Coś dla producentów, czyli czego chcę od myszek

Oczywiście gdybym miał wybierać, to zdecydowanie chciałbym, żeby myszki staniały przy zachowaniu swojej jakości, ale nie żyjemy przecież w utopijnym świecie. Tak naprawdę chciałbym, żeby producenci nie bali się eksperymentów i przełamywali monotonnie, kończąc z utartymi schematami, jak to już opisywałem w przypadku klawiatur. Na szczęście ostatnio w moje ręce wpadł model ROG Chakram, a tytuł, że to nie mysz – to plac zabaw, powinien powiedzieć Wam wszystko.

Jednak w każdym, nawet tradycyjnym modelu, chciałbym zdecydowanie częściej spotykać ślizgacze z zaokrąglonymi krawędziami, które eliminują dręczące niektóre myszki “przyklejanie się” do podkładki na początku ruchu. Ciekawym rozwiązaniem jest też charakterystycznie podniesiony przewód tuż po wyjściu z myszki, który pomaga nieco w uwolnieniu się od szurającego przewodu po podkładce. 

Dałbym też wiele, gdyby w modelach z niskiej półki (50-100, a nawet 150 zł) zaprzestano wciskania podświetlenia na siłę. To swoje kosztuje, a budżet na mysz w tej cenie jest przecież ograniczony, ale coś czuje, że wielu machnęłoby ręką na jakieś tam RGB, gdyby zamiast niego otrzymali lepszy sensor, przełączniki, a przede wszystkim materiał. 

A Wy czego oczekujecie po myszkach? Lubicie wybierać kolejny model z odpowiednym przygotowaniem, czy po prostu „bierzecie, jak leci” bez większego zastanowienia?