WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ

Recenzja serialu Lupin – Netflix rozpoczyna 2021 rok mocnym tytułem

Recenzja serialu Lupin – Netflix rozpoczyna 2021 rok mocnym tytułem

Arsenè Lupin, genialny złodziej powraca. Jednak Lupin od Netfliksa nie jest nowoczesnym podejściem do książek Maurice’a Leblanca a swoistym duchowym następcą. Bo chociaż legendarnego francuskiego przestępcy na ekranie nie zobaczymy, to jego duch obecny jest w każdym z odcinków.

Któż nie zna, albo chociaż nie kojarzy Arsenè’a Lupina?

Dżentelmen włamywacz, tak najczęściej opisuje się postać Lupina, którego w 1909 roku stworzył francuski pisarz Maurice Leblanc. Genialny złodziej pełen uroku osobistego był w stanie, i to nie jeden raz, przechytrzyć nawet słynnego Sherlocka Holmesa. W naszym kraju Lupin nie jest aż tak znany, choć z pewnością wielu z Was choć raz spotkało się z tym nazwiskiem, a może widziało także którąś z licznych adaptacji filmowych bądź serialowych, jakich doczekały się powieści Leblanca. Kiedyś bardzo chętnie zaczytywałam się w tych książkach, więc z ogromnym entuzjazmem przyjęłam wieść, że Netflix ma zamiar stworzyć taki serial. Później dowiedziałam się, że ta produkcja nie do końca będzie tym, czego mogłabym się spodziewać. I… bardzo dobrze, bo ekranizacja to jedno, a stworzenie czegoś, co w tak świetny sposób będzie nawiązywało do klasyki to coś zupełnie innego.

Od razu więc muszę napisać, żeby zaraz nie posypały się polityczno-poprawnościowe hejty, które nasi rodacy mają w zwyczaju wypisywać w kierunku platformy. Lupin inspiruje się książkami, ale główny bohater fizycznie legendarnym złodziejem nie jest, jest za to jego następcą i to całkiem niezłym w swoim fachu. Wykorzystuje charakteryzację, przebieranki i zwodzi ludzi by osiągnąć swój cel.

Czytaj też: Recenzja serialu Stewardesa –thriller i absurdalna czarna komedia w jednym
Czytaj też: Kuzyn tego fajnego – recenzja Amnesia Rebirth
Czytaj też: To strategia czy gra logiczna? Recenzja As Far As The Eye

O czym jest fabuła serialu Lupin?

Głównym bohaterem jest Assane Diop (Omar Sy), ciemnoskóry Francuz pochodzący z Senegalu. Gdy był nastolatkiem jego ojciec Babakar (Fargass Assandé)  pracował u bogatej rodziny Pellegrini. W tamtym czasie też otrzymał od niego książkę „Arsenè Lupin”, na której w późniejszych latach silnie się wzorował.  Największą chlubą Pellegrinich był Naszyjnik Królowej – naszyjnik niegdyś należący do Marii Antoniny. Tak, w książkach Leblanca również się on pojawia. Gdy ta cenna biżuteria zostaje skradziona o przestępstwo od razu oskarżony zostaje Babakar. Gdy po 25 latach naszyjnik zostaje wystawiony na aukcję Assane planuje skok, którego celem będzie jego kradzież z aukcji organizowanej w Luwrze. Angażuje do tego kilku zbirów, a sam ubrany w garnitur i pod fałszywym nazwiskiem licytuje cenną błyskotkę. Ostatecznie zostaje oszukany przez współpracowników, którzy zostają złapani, ale… kto tu kogo oszukał? No właśnie. Szybko okazuje się, że przez większość odcinka Assane pokazywał nam jedną ze swoich masek, a to co „poszło nie tak” działo się zgodnie z misternie przez niego uknutym planem. W sejfie ląduje podróbka, a nasz bohater oryginał wynosi w kieszeni.

Celem Assana jest poznanie prawdy na temat ojca. Robi więc wszystko, by skonfrontować się z rodziną Pellegrinich, a także z komisarzem, który go wówczas zaaresztował. Wykorzystuje do tego najróżniejsze sztuczki. Z czasem dowiaduje się, że jego ojciec został wrobiony przez pana Pellegriniego, a rzekomo skradziony i rozebrany naszyjnik w rzeczywistości nigdy nie został podzielony. Główna oś fabularna i cała zagadka związana z Babakarem ma wiele niuansów i tropów, które razem z Assanem łączymy na przestrzeni pięciu odcinków. Bohater ma jeden cel, wyjaśnić i pomścić śmierć ojca, który oszukany przez swoich pracodawców odebrał sobie życie w więzieniu.

W międzyczasie zaś obserwujemy poczynania francuskiej policji, która najpierw stara się dociec, kto ukradł naszyjnik. Potem dochodzą do tego kolejne nici snutych przez Assana intryg. W pewnym momencie jeden z funkcjonariuszy odkrywa nawet kim przestępca się inspiruje i choć ostatecznie chyba każdy wie, o kogo chodzi, to Assan niczym jego idol Arsenè Lupin pozostaje nieuchwytny niczym mgła. Świetnie ogląda się jak nasz bohater wyprowadza w pole policję za pomocą sprytnych, a często wręcz banalnych, sztuczek

Czytaj też: Recenzja serialu Mroczne materie – sezon 2
Czytaj też: Recenzja serialu Bridgertonowie – 1 sezon to kostiumowy romans z nowoczesnym sznytem
Czytaj też: Recenzja 4 sezonu Chilling Adventures of Sabrina. Czy finał serialu satysfakcjonuje?

Dużą rolę w serialu odgrywa rasizm

Akcja dzieje się niejako na dwóch płaszczyznach czasowych. W 1995 roku, gdy Babakar pracował u Pellegrinich, a także współcześnie. Możemy więc obserwować, jak na przestrzeni lat zmieniło się postrzeganie osób ciemnoskórych. Widzimy też, jak owocuje zasiane przed laty ziarno. Ojciec głównego bohatera, pomimo intelektu, wiedzy i erudycji zawsze był traktowany jak osoba drugiej kategorii. Współcześnie, choć Assan nie spotyka się z otwartymi przejawami rasizmu dostrzega pewne jego skutki. Sporo sztuczek, którymi się posługuje opiera się właśnie na tym. Robiąc rozeznanie w Luwrze zatrudnił się jako sprzątacz. Omar Sy jest potężnym, mierzącym prawie dwa metry mężczyzną, więc wydawałoby się, że zwraca na siebie uwagę. Ukrywając się jednak w uniformie służb porządkowych pozostaje niezauważony. Podobnie wygląda akcja w więzieniu, gdy postanawia zamienić się miejscami z innym, również czarnoskórym więźniem. Nikt nie widzi różnicy, bo bohater wykorzystuje te swoiste „martwe punkty” w sposobie patrzenia białych ludzi.

Praktycznie przy każdym swoim napadzie wykorzystuje wiedzę i sposoby działania zaczerpnięte od swojego idola. Później okazuje się, że jego życie w większości podporządkowane jest tym książkom, bo nawet imię syna z nich zaczerpnął. Jeśli czytaliście powieści będziecie mogli czerpać z tego serialu jeszcze większą przyjemność odnajdując wszystkie nawiązania i inspiracje, a jest ich naprawdę sporo. Do tego twórcy, George Kay i François Uzan zrobili to wręcz po mistrzowsku, bo potrafili tak wpleść to w opowiadaną historię, by wszelkie podobieństwa nie raziły po oczach i nawet osoby, które przygód Lupina nie znają, nie będą miały gorszego odbioru serialu. Całość może ich jedynie zachęcić do sięgnięcia po powieści.

Bez wątpienia największą gwiazdą serialu jest Omar Sy

Sy jest wręcz stworzony do tej roli i śmiało mogę stwierdzić, że serial bez niego bardzo dużo by stracił. Wydawałoby się, że komuś jego postury trudno będzie zniknąć w tłumie, a jednak. Potrafi odnaleźć się w roli sprzątacza, milionera, zaaferowanego losem staruszki policjanta czy zabieganego informatyka. I w żadnej z tych ról nie wypada karykaturalnie, jest naturalny i na swój sposób ujmujący. Dodatkowo, co niezmiernie mi się podoba, w pierwszym sezonie nie uświadczymy żadnych scen erotycznych z wyjątkiem jednego pocałunku. To również spore nawiązanie do książek, w końcu Lupin to dżentelmen, a dżentelmeni nie chwalą się takimi rzeczami.

Równie dobrą postacią jest Claire (Ludivine Sangier), żona Assana i matka jego syna, Raula. Na przestrzeni odcinków dowiadujemy się, co ich połączyło, a także trochę o skomplikowanej relacji między nią a mężem. Dostrzegamy też jaki wpływ na życie rodzinne ma jego niecodzienna praca i chęć zemsty. Kolejną ciekawą bohaterką jest Juliette Pellegrini (Clotilde Hesme), córka dawnych pracodawców Babakara. W dzieciństwie ona i Assan raz się pocałowali, potem po latach spotkali się na aukcji i później, gdy kobieta dowiedziała się kim tak naprawdę jest hojny milioner licytujący naszyjnik. Ta relacja z czasem nabierze jeszcze kolorów, bo pod wpływem jednej rozmowy kobieta zaczyna wątpić w to, czy jej ojciec mówił jej samą prawdę.

Czytaj też: Recenzja serialu Obce światy
Czytaj też: Recenzja filmu Mosul – kolejna udana współpraca Netflixa i braci Russo
Czytaj też: Recenzja filmu Bal – ważny temat, gwiazdorska obsada i Ryan Murphy

Zdecydowanie warto obejrzeć ten serial

Pierwszy sezon Lupina liczy pięć odcinków. Wydaje mi się, że to wręcz idealna liczba, by utrzymać zainteresowanie widzów, pewne napięcie i odpowiednio rozbudować historię. Dzięki temu serial się nie dłuży, a nam ciężko jest oderwać się od ekranu. Lupin jest ekscytujący, a Omar Sy czarujący i idealnie dopasowany do odgrywanej przez niego postaci. Na ogromną pochwałę zasługuje też sposób, w jaki twórcy potraktowali literaturę Leblanca. Nienachalnie, a jednocześnie z szacunkiem i prawdziwym zamiłowaniem. Assan jest wymarzonym duchowym następcą legendarnego złodzieja i sam doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Podoba mi się również, że pomimo krótkiego formatu znalazł się czas nie tylko na przedstawienie zbrodni, sprytnych iluzji czy pościgów, ale również na nakreślenie wątku osobistego głównego bohatera.

Zarówno fani Leblanca jak i osoby szukające dobrego serialu kryminalnego będą z Lupina zadowoleni. Sama fabuła jest na tyle ekscytująca, że znajomość powieści w niczym nie przeszkadza, choć jest mile widziana, bo jedynie zwiększa przyjemność odbioru tego serialu. Całość trzyma w napięciu, ma dobrze wykreowanych i jeszcze lepiej zagranych bohaterów i po seansie pozostawia w nas niedosyt. Na szczęście Netflix już zamówił drugi sezon, więc nie musimy się martwić, czy doczekamy się kontynuacji. Ja polecam bardzo gorąco i mam nadzieję, że w tym roku platforma dostarczy nam jeszcze więcej produkcji na tym poziomie.

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News