WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ

Kuzyn tego fajnego – recenzja Amnesia Rebirth

Kuzyn tego fajnego – recenzja Amnesia Rebirth

Trzecia część znanej marki surviwal horroru – Amnesia Rebirth – stara się nam zaimponować tak samo jak pierwsza część, ale wychodzi jej to średnio.

Firma Frictional Games ma już na koncie pięć gier w klimatach horroru. Wszystko zaczęło się od Penumbry w 2007 roku. Po raz pierwszy gra straszyła w ten wyjątkowy sposób – ucieczką, chowaniem się przed oprawcą i straszna historią. Następnie dzięki odkryciu nowego rodzaju straszenia (surviwal horror) firma Frictional Games stworzyła swoje największe dotąd dzieło, czyli “Amnesia- Mroczny Obłęd”, o której to trzeciej odsłonie będę wam pisał. Po drodze powstała jeszcze “Soma”, która również spotkał się z ciepłym odbiorem. Amnesia Rebirth ma mało wspólnego ze swoją pierwszą odsłoną, może poza podobnym wiekiem realiów horroru. Mimo, iż gra jest w języku Angielskim to na PC-tach można już zdobyć nieoficjalne spolszczenie, które wiele osób chwali.

Historia Amnesia Rebirth

Wcielamy się w ciężarną Tasi Trianon, która poza dziwnym lotem samolotem nad Algierską pustynią nic nie pamięta. Budzi się we wraku z tytułową amnezją i próbuje dowidzieć się co się stało z wyprawą i jej mężem. Na tym skończę historię, ponieważ tak jak w poprzednich odsłonach cała rozgrywka poza uciekaniem i byciem straszonym pomaga nam odkryć co się właściwie stało.

Czytaj też: Recenzja serialu Stewardesa –thriller i absurdalna czarna komedia w jednym
Czytaj też: To strategia czy gra logiczna? Recenzja As Far As The Eye
Czytaj też: Recenzja serialu Mroczne materie – sezon 2

Rozgrywka Amnesia Rebirth

Nie pamiętam jak było w innych odsłonach, ale musicie wiedzieć, że na razie grałem tylko w dwie pierwsze. Mechanika się nie zmieniła, wciąż możemy podnosić wiele leżących małych przedmiotów, choć niestety w tym temacie dali ciała. Wiele teoretycznie cięższych przedmiotów Tasi podnosi bez trudu, ale za to te większe powierzchniowo ledwo co. Dodatkowo dziwnie zachowuje się szkło (np. butelki) – jedno się rozbija po rzucie, a drugie już nie. Wiem że jest to czepialstwo ,ale sama gra chwali się interakcją z wieloma przedmiotami, więc musiałem na to zwrócić Wam uwagę.

Źródła światła tym razem zostały mocno osłabione w porównaniu do poprzedniczek. Pewnie po to, aby więcej było ciemności, przez którą główna bohaterka odchodzi od zmysłów. Wkurzający jest limit zapałek i nafty, który zapełniamy bardzo szybko. Lampa naftowa szybko spala jakąkolwiek ilość nafty i w porównaniu z prawdziwą lampą, użyłbym takiego przelicznika – dziesięciokrotnie szybciej niż prawdziwa. Patrząc na to z perspektywy gracza, który przeszedł ten tytuł, wydaje mi się, że kwestia światła jest najgorzej zaplanowaną/zbalansowaną jej częścią. Możliwe, że naprędce przed wydanie, poziom gry wydał się testerom za prosty więc twórcy spróbowali ją utrudnić osłabiając światło. Jest to moim zdaniem logiczny zabieg, ponieważ każda inna próba utrudnienia gry wymagała by większych pieniędzy i czasu. Niestety gra utraciła pod tym względem na realności.

Strach i stres również zostały mocno i na siłę utrudnione. Przypomnę że w “Amnesi – Mroczny Obłęd” poza dziwnymi i niepokojącymi szmerami, a także chybotaniem ekranu, który przypomina pijackie epizody z rpg-ów, stres szybko przeradza się w porażkę. Tym razem główna bohaterka szybko wpada w obłęd, co skutkuje dziwnymi obrazami i cofnięciem do paru miejscówek wcześniej, czyli podobnie jak w przypadku śmierci. Tutaj twórcy też dali ciała – przede wszystkim podczas gry 3 razy zamiast cofnąć wyrzuciło mnie do przodu rozgrywki. Po drugie przy tak ograniczonym oświetleniu i słabych zapasach nafty rozgrywka wydaje się utrudniona w mało ambitny sposób, a wręcz można rzec “toporny”. Często ten efekt po prostu zaczynał denerwować, a strach wywołany „Amnesia Rebirth” walczył z irytacją.

Potwory dla odmiany poruszają się szybko i jest ich o wiele więcej niż w poprzednich częściach. Za to elementy skradankowe są takie same jak wcześniej. W Amnesia Rebirth z powodu szybciej poruszających się przeciwników często po odkryciu przez wroga zaczynamy biegać, co podwyższa nam jeszcze adrenalinę. Jest to moim zdaniem świetny zabieg, który bardziej angażuje gracza. Po ewentualnej śmierci zazwyczaj znikają nasi przeciwnicy, choć nie zawsze tak się dzieje – my tak jak w przypadku stresu cofamy się parę pomieszczeń wcześniej. Wydaje mi się że przeciwnicy nie mogą czasem zniknąć, ponieważ są oskryptowanym wyzwaniem na pewnych poziomach gry, tak byśmy musieli stawić czoła lękom i strachom.

Muzyka Amnesia Rebirth

 Firma Frictional Games zawsze miała dobra muzykę w swoich produkcjach, która bardzo oddawała klimatu grozy i tajemniczości. Tym razem jest podobnie i gdybym miał ocenić, to był to najlepszy element ze wszystkich. Śmiało również mogę napisać że jest to rodzaj muzyki, który fanom gatunku dark ambient przypadnie do gustu. Aktorzy podkładający głos postaciom są przekonywujący, a dźwięki otoczenia również nie odstępują reszcie. Cieszę się że firma Frictional Games zawsze dba o oprawę dźwiękową w swoich produkcja i w tej dziedzinie nigdy nie dała jeszcze ciała.

Czytaj też: Recenzja serialu Bridgertonowie – 1 sezon to kostiumowy romans z nowoczesnym sznytem
Czytaj też: Recenzja 4 sezonu Chilling Adventures of Sabrina. Czy finał serialu satysfakcjonuje?
Czytaj też: Recenzja Death to 2020 – Giń, 2020! marnuje komediowy potencjał ubiegłego roku

Grafika Amnesia Rebirth

Pod względem grafiki gra bardzo się spóźniła i widać, że zabrakło firmie funduszy na tym polu. Piszę tak ze względu na dokładniejsze rysy niektórych postaci i niedopracowane lokacje czy obiekty. Jest to o tyle smutne, że sama gra i tak bardzo wiele nie potrzebowała – wystarczyło trochę więcej pomyślunku twórców. Widać to ze względu na mroczny i ciemny ton, a w niektórych miejscach jest zupełny brak oświetlenia. Mogli spokojnie mniej przyłożyć się do kolorów i szczegółowość wielu obiektów, a mocniej skupić się na tym co ma znaczenie w grze. W wielkim skrócie gra czasami wygląda jak z przed dwóch lat, a czasami jak z przed dziesięciu.

Ocena gry Amnesia Rebirth

Tak jak pewnie większość, byłem bardzo, podekscytowany gdy dowiedziałem się o kolejnej odsłonie kultowej Amnesi. Niestety tak jak inne kontynuacje po wielkich tytułach nie potrafią ich doścignąć, tak po raz kolejny możemy to zjawisko zaobserwować. Gra jest mocnym średniakiem i mimo, iż muzyka trzyma poziom, to najważniejsza jest grywalność i mechanika – szczególnie w gatunku surviwal horror.

Czytaj też: Recenzja filmu Wszyscy moi przyjaciele nie żyją
Czytaj też: Recenzja gry The Dark Pictures: Little Hope
Czytaj też: Recenzja miniserialu The Liberator

Początek gry to łażenie po pustyni, na której nic zupełnie nie ma i nie buduje to również klimatu. Następnie jest takie samo “nic” w późniejszych lokacjach. Trwa to do momentu, w którym gra nie zacznie nas straszyć. Znajdźki fabularne, teksty czy dzienniki są bardzo miałkie i niewciągające, przez co z pewnością nie odpalę tego tytułu raz jeszcze. Gdy gra zaczyna nas straszyć robi to bardzo dobrze, potrafi zbudować napięcie i odpuścić uciekającemu graczowi, kiedy serce wskakuje jemu do gardła. Pod względem straszenia czułem się usatysfakcjonowany, ale musicie też wiedzieć, że tego typu gry bardzo mocno na mnie działają i boję się w nie grać samemu.

 Zakończenie gry jest bardzo przewidywalne i słabe, ponieważ już po pierwszej ogranej godzinie jego się domyślałem (albo chociaż jednego z wielu). Mimo, że „Amnesia Rebirth” poprzez znajdźki zachęca nas do odpalenia jej raz jeszcze to nie wierzę, żeby ktoś to zrobił – chyba, że chcecie zdobyć wszystkie odznaczenia.

Na sam koniec chciałbym napisać, że mimo tak mocnego średniaka wciąż wieżę, że twórcy jeszcze mnie zaskoczą i stworzą kolejną grę, która będzie bardzo dobrym horrorem i którą zapamiętamy na lata. Widać to po tym, jak twórcy dobrze potrafią budować klimat, straszyć i dobierać muzykę. Może to po prostu kwestia dobrego dofinansowania lub lepszego planu na indie horror grę.

Czytaj też: Recenzja serialu Obce światy
Czytaj też: Recenzja filmu Mosul – kolejna udana współpraca Netflixa i braci Russo
Czytaj też: Recenzja filmu Bal – ważny temat, gwiazdorska obsada i Ryan Murphy

Następna część artykułu zawiera spoiler, najważniejsze co mogłem napisałem, więc jeśli się obawiasz, nie czytaj dalej.

 Tutaj chciałbym napisać jeszcze jeden plus dla gry a mianowicie lekka zmiana inspiracji w straszeniu. W poprzednich częściach mocno było widać w historii “Amnesi”, że twórcy inspirowali się znanym pisarzem Lovecraftem. Tutaj po za klasycznymi wątkami Lovecrafta widać bardzo mocno Hansa Rudolfa Gigera, który mimo, że nie był pisarzem stworzył swoimi obrazami pewien świat (Lore), tak samo jak Beksiński. W końcu to ojciec “Obcego” (Ksenomorfa). Chodzi mi o lokacje kosmicznej rasy, które eksplorujemy po przejściu przez wymiar. Widać w nich sztukę biomechaniczną, a także zalążki klimatów starożytnych kosmitów – niczym jak w “Gwiezdnych Wrotach”.

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News